Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

W Święta Wielkiej Nocy prezydent Łotwy Raimonds Vējonis ogłosił uchwalone niecałe dwa tygodnie temu poprawki do ustawy o oświacie, przewidujące przejście rosyjskojęzycznych szkół średnich w całości na język państwowy. Ustawa uzyskała wsparcie wszystkich ugrupowań parlamentarnych, poza Socjaldemokratyczną Partią „Zgoda”, reprezentującą elektorat rosyjskojęzyczny. Na Łotwie odbyły się niemrawe protesty przeciwko reformie edukacji organizowane głównie przez środowisko Tatiany Żdanok. Duma Państwowa w Moskwie nawoływała we wtorek do zastosowania sankcji wobec Łotwy, zaś polski portal kresowy straszył likwidacją nauczania w języku polskim. To ostatnie akurat nie jest prawdą.

Wszystkie treści w Przeglądzie Bałtyckim udostępniamy bezpłatnie. Wesprzyj nas - dzięki Twojej pomocy opublikujemy kolejne pogłębione artykuły dotyczące regionu Morza Bałtyckiego!

Co przewiduje nowe prawo

22 marca 2018 r. Sejm Łotwy przyjął poprawki do ustawy edukacyjnej i ustawy o edukacji powszechnej na Łotwie, zmierzające do wprowadzenia języka łotewskiego w szkołach w pełnym wymiarze godzin. Zmiana zakłada stopniowe zmniejszanie obecności języka mniejszości w szkołach na korzyść języka łotewskiego. Nowa ustawa przygotowana przez Ministerstwo Oświaty i Nauki Łotwy ma obowiązywać od 1 września 2019 r. Od 2022 r. realizacja programu nauczania ma się odbywać w języku łotewskim na następujących zasadach: nauka dwujęzyczna w okresie przedszkolnym; nie mniej niż 50% przedmiotów w szkołach powszechnych na etapie wczesnym (klasy 1-6); nie mniej niż 80% przedmiotów na kolejnym etapie (nazwijmy go „gimnazjalnym”) szkoły powszechnej (klasy 7-9); 100% przedmiotów w szkołach średnich (klasy 10-12). Zmiany mają być wprowadzane stopniowo.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

W roku szkolnym 2019-2020 80% programu nauczania w języku państwowym w szkole powszechnej będzie obowiązywało jedynie w klasach 7, w roku szkolnym 2020/2021 – w klasach 7 i 8, a w roku 2021/2022 – na całym etapie szkoły powszechnej (klasy 7-9). W języku mniejszości prowadzone będą jedynie przedmioty odnoszące się do języka, kultury i historii danej mniejszości. Na etapie szkoły podstawowej (klasy 1-6) przewiduje się trzy modele realizacji programu nauczania (przygotowane przez Ministerstwo), uwzględniające różne proporcje języka państwowego i mniejszości, z możliwością wyboru przez szkoły.

Źródło: Ministerstwa Oświaty i Nauki Łotwy. Tłumaczenie: Aleksandra Kuczyńska-Zonik.

„Czarny Karol” eksperymentuje, Żdanok się zbroi, mer Rygi robi uniki

Jest to już kolejna reforma edukacji mniejszości narodowych wprowadzana przez tego samego ministra Kārlisa Šadurskisa, zwanego przez przeciwników „czarnym Karolem”, o którym pisali protest songi, przedstawiciela konserwatywno-liberalnej partii Vienotība (Jedność). Złośliwi twierdzą, że przejmując od narodowców sztandar totalnej łotyszyzacji szkolnictwa minister chciał podreperować niski rejting Vienotīby – kiedyś największej partii prawicy, której w kolejnych wyborach grozi znalezienie się poza Sejmem. Inni wskazują, że zniszczenie rosyjskiego szkolnictwa na Łotwie to idée fixe pana ministra, który w ostatnich miesiącach nie tylko wnosił poprawki do Sejmu, ale także zabawiał się publicznie retoryką antyputinowską. „Kreml jest zainteresowany tym, by młodzi Rosjanie nie znali łotewskiego, bo wtedy padają łupem rosyjskiej propagandy medialnej” – mówił mediom Šadurskis.

Przeczytaj także:  Czy rządzący na Łotwie odzyskają zaufanie?

W 2000 r., za rządów tego samego polityka, weszła w życie ustawa edukacyjna, zgodnie z którą w szkołach dwujęzycznych na Łotwie ustalono proporcje języków nauczania 60% do 40%. Doprowadziło to do masowych protestów na przełomie 2003-2004 r., organizowanych głównie przez środowisko Tatiany Żdanok i partię O Prawa Człowieka w Zjednoczonej Łotwie, które wywindowały karierę tej polityk. Rok później Żdanok ze świetnym wynikiem znalazła się w Parlamencie Europejskim, gdzie przez lata broniła jak lwica interesów mniejszości rosyjskiej w krajach bałtyckich, wspierając także politykę zagraniczną Kremla. To samo środowisko protestuje również przeciwko obecnej ustawie oświatowej, domagając się utrzymania przy życiu systemu bilingwalnego. „To taki kompromis” – powiedziała Żdanok w Pierwom Bałtijskom Kanale, realnie chciałaby przyznać szkołom mniejszości autonomię na wzór międzywojenny, kiedy każda społeczność uczyła się w swoim języku narodowym. Notabene politycy partii łotewskich zupełnie zapominają o tej przedwojennej tradycji, a może po prostu nie chcą znać swojej historii. Z drugiej strony mogą sobie na to pozwolić – manifestacje pod Sejmem nie przyciągają już tylu uczestników co paręnaście lat temu. Rosyjskojęzyczni, trzymani „od zawsze” z daleka od władzy, zgnuśnieli, poza tym są świadomi, że protesty nic nie dadzą, bo za ustawą opowiedziały się nie tylko partie koalicyjne: Związek Zielonych i Rolników, Jedność oraz narodowcy, ale także dwie opozycyjne: Łotewskie Zjednoczenie Regionów i Od Serca dla Łotwy. Na początku marca ta sama większość odrzuciła petycję w obronie systemu  bilingwalnego podpisaną przez ponad dziesięć tysięcy obywateli, przygotowaną przez Tatianę Żdanok. Od początku ideę przejścia szkół na język łotewski popierał prezydent Raimonds Vējonis, sam z pochodzenia pół-Rosjanin, nie najgorzej do tej pory notowany wśród mniejszości rosyjskiej, co za chwilę może się zmienić.

Przeczytaj także:  Raimonds Vējonis nowym prezydentem Łotwy

Z kolei parlamentarnej Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda”, formalnie głosującej przeciwko ustawie, zarzuca się konformizm, za który ma być nagrodzona dopuszczeniem do władzy jesienią 2018 roku. Ośmiu polityków „Zgody” nie przyszło bowiem na ostateczne głosowanie w sprawie ustawy o oświacie. Ich obecność nic by nie zmieniła, ale Andriej Mamykin, poseł do Parlamentu Europejskiego, wybrany z listy tejże „Zgody” w maju 2014 roku, zarzuca swoim byłym kolegom partyjnym oportunizm, uderzając choćby w wieloletniego obrońcę praw człowieka Borisa Cilewicza, który na głosowaniu się nie pojawił. Cilewicz jednak wraz z Jelizawietą Kriwcową, radną „Zgody” w Jurmali i aktywistką na rzecz praw człowieka, przygotowuje skargę do łotewskiego Sądu Konstytucyjnego, który już raz zajmował się kwestią oświaty mniejszości narodowych.

Przeczytaj także:  Boris Cilewicz: Łotwa jest krajem, gdzie grupy etnicznie spokojnie koegzystują

Wiatr w żagle dla radykałów

Ustami Niła Uszakowa, mera Rygi i przewodniczącego „Zgody”, jej środowisko polityczne zadeklarowało, że woli walczyć o fakultatywne lekcje wyrównawcze, które zafunduje ryski samorząd, niż protestować na ulicach przeciwko ustawie. Andriej Mamykin, atakujący ostatnio Uszakowa, powiedział zaś, że „podniesie rwetes w europarlamencie i w innych miejscach przeciwko tej reformie”, a także zainteresuje nią Komisję Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. Mamykin porównał sejmowe wystąpienie ministra Kārlisa Šadurskisa do retoryki z lat trzydziestych w Niemczech, wskazując, że nad ustawą nie toczyła się de facto żadna dyskusja, nie zapytano też o zdanie samych zainteresowanych. Ostre stanowisko Mamykina, który zarzuca Niłowi Uszakowowi zdradę interesów elektoratu rosyjskiego, doprowadziło już do jego rozstania politycznego ze „Zgodą” i spekulacji, że europoseł zostanie kandydatem na urząd premiera wysuniętym przez radykalniejszą partię rosyjską na Łotwie – Rosyjski Związek Łotwy kierowany przez Tatianą Żdanok. Ta ostania w związku z trudną sytuacją w kraju, a co za tym idzie, wielką szansą dla jej ugrupowania, zrezygnowała ostatnio z mandatu europosłanki i podjęła decyzję, że będzie prowadzić kampanię wyborczą Rosyjskiego Związku Łotwy do Sejmu. Wybory wyznaczone są na 6 października 2018 roku. Na razie rejting Żdanok jest niski, ale może się podnieść, jeśli zaostrzy się sytuacja wewnętrzna i zewnętrzna Łotwy.

Nowa ustawa to wiatr w żagle dla radykałów rosyjskich i łotewskich. Tymczasem zwolennicy praw człowieka i przedstawiciele mniejszości krytykują uchwalony przez Sejm dokument, wskazując, że zamiast integracji doprowadzi on do segregacji i marginalizacji mniejszości narodowych. Paradoksalnie „walka z segregacją narodowościową”, a co za tym idzie, istnieniem dwóch systemów szkolnictwa,  „dwóch paralelnych światów na Łotwie: rosyjskiego i łotewskiego”, retorycznie stała u początków nowej ustawy. W tym duchu wypowiadał się choćby szef prawicowej frakcji Jedności w Sejmie Hosams Abu Meri.

Przeczytaj także:  Libańczyk na czele frakcji prawicy w łotewskim Sejmie

W trakcie sejmowej debaty politycy łotewskiej prawicy nagminnie plątali zresztą wątek jedynego języka państwowego z językiem edukacji. „Tu jest Łotwa, a łotewski był, jest i pozostanie jedynym językiem” – deklarował Abu Meri. Przy okazji także jemu, jako naturalizowanemu Libańczykowi, dostało się od Rosyjskiego Związku Łotwy, który na Facebooku pytał jak samemu można być przedstawicielem mniejszości i domagać się ograniczenia jej praw. Postawa Abu Meri spotkała się później z chamskimi, ksenofobicznymi reakcjami w rosyjskojęzycznym Internecie.

Swoją opinię na temat nowego prawa wyraziło Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji, wskazując, że ustawa pogorszy i tak już napięte stosunki Moskwy z Rygą. – To wewnętrzna sprawa Łotwy – szybko odpowiedział na pohukiwania z Kremla szef resortu spraw zagranicznych Edgars Rinkēvičs, reprezentujący tę samą partię co minister Kārlis Šadurskis. We wtorek również Duma Państwowa nawoływała władze rosyjskie, by w stosunkach z Łotwą wyjęły „pałkę” i ukarały krnąbrną republikę sankcjami ekonomicznymi.

Małe mniejszości są spokojne

Co zrozumiałe, media łotewskie, opisując sytuację po wejściu w życie nowego prawa, skupiły się na rosyjskojęzycznych. Reforma uchwalona przez Sejm nie wpływa jednak na los szkół małych mniejszości narodowych, które funkcjonują na bazie porozumień międzypaństwowych (np. polsko-łotewskiego). Mowa tutaj choćby o szkołach litewskiej, estońskiej, ukraińskiej, białoruskiej czy żydowskiej w Rydze. Mimo to na największym portalu kresowym w Polsce pojawił się we wtorek fake news, twierdzący że Łotwa likwiduje szkolnictwo średnie w języku polskim. W środę wiadomość przedrukowały inne portale. – Te informacje są nieprawdziwe – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim dyrektorka Państwowego Gimnazjum Polskiego im. Józefa Piłsudskiego w Dyneburgu, które należy do najlepszych szkół w stolicy Łatgalii. – Ustawa podpisana przez prezydenta nic nie zmienia w naszym funkcjonowaniu. Już w zeszłym roku w ambasadzie polskiej w Rydze odbyło się spotkanie dyrektorów polskich szkół na Łotwie z ministrem Kārlisem Šadurskisem, na którym wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nas ta reforma nie dotknie. Od lat prowadzimy bowiem nauczanie w systemie bilingwalnym, w języku polskim i łotewskim. W szkole średniej dalej będzie język polski – dodaje w rozmowie z naszym portalem dyrektor Halina Smulko. W szkole średniej w Dyneburgu nauczanie przedmiotów ścisłych prowadzi się w specjalnym systemie, który dopuszcza stosowanie zarówno języka państwowego, jak i jednego z języków krajów unijnych. Jeśli choć jeden uczeń zażyczy sobie, by chemię lub fizykę wykładać także po polsku, organizuje się specjalne fakultety, opłacane przez samorząd i ministerstwo oświaty i nauki. Ta sama zasada obowiązuje w nauczaniu języków obcych. – Zależy nam na tym, by uczeń znał język łotewski, by został na Łotwie, a nie wyjeżdżał do Polski. Dlatego dbamy o oba języki – mówi Halina Smulko. – Muszę jednak powiedzieć, że nawet jeśli matematykę w szkole średniej wykładamy po łotewsku, to uczeń już z wcześniejszych lat, gdzie wykłada się tę lekcję po polsku, wie, że ułamek to ułamek, a pierwiastek to pierwiastek – dodaje dyrektor.

Przeczytaj także:  Ocalić kawałek polskich Inflant

Państwowe Gimnazjum Polskie im. Stefana Batorego w Rzeżycy to jedna z najlepszych szkół łotewskich w skali kraju. Dyrektorka Walentyna Szydłowska irytuje się, że szkoły polskie i rosyjskie wrzuca się w polskich mediach do jednego worka. – Szkoły polskie i rosyjskie to niebo i ziemia. My funkcjonujemy zupełnie inaczej od wielu lat, na podstawie umowy między Polską a Łotwą, przywiązujemy także dużą wagę do nauczania łotewskiego. Jeśli Rosjanie chcą funkcjonować w społeczeństwie łotewskim, muszą znać język państwowy – tłumaczy Przeglądowi Bałtyckiemu Szydłowska. Dodaje, że nie wszyscy absolwenci gimnazjum w Rēzekne pójdą na studia do Polski, dlatego tak ważne jest, by wykładany łotewski był na wysokim poziomie. Potwierdza jednak, to co powiedziała Halina Smulko. Jeśli uczeń sobie zażyczy dodatkowych lekcji chemii czy biologii w języku polskim, szkoła ma obowiązek je zapewnić. – Mamy dziewczynę, która wybiera się na studia medyczne do Białegostoku, zapewniamy jej nauczanie przedmiotów ścisłych po polsku – mówi dyrektor. – Proszę napisać, że nie jesteśmy na Łotwie krzywdzeni. Niedawno ministerstwo zwiększyło nam subwencję oświatową o 0,3 (współczynnik – przyp. red.), dzięki czemu możemy opłacić nauczycieli, pracę na świetlicach czy kółka zainteresowań – dopowiada Szydłowska.

Halina Smulko pytana, czy nie chciałaby przejścia polskiej szkoły w Dyneburgu na „model litewski”, gdzie prawie wszystkie przedmioty wykłada się po polsku, odpowiada: – Może i ten model jest dobry na Wileńszczyźnie, ale trzeba pamiętać o łotewskiej specyfice. Po wojnie Sowieci zlikwidowali wszystkie polskie szkoły w Łatgalii, które odrodziły się wraz odzyskaniem przez Łotwę niepodległości. Wszystko zaczynaliśmy od zera, inaczej niż Polacy na Wileńszczyźnie. Istnienie czterech polskich szkół na Łotwie, nawet bilingwalnych, to niewyobrażalny postęp – dodaje Smulko.

Jakie będą dalsze losy Łotwy

Mając w pamięci konsekwencje ustawy o szkolnictwie z 2000 r. i ówczesne masowe protesty osób rosyjskojęzycznych, teoretycznie można by się było obawiać, że nowe ustawy zmobilizują osoby rosyjskojęzyczne do wystąpień przeciwko ich wprowadzeniu. Wiele protestów w tej sprawie, organizowanych przez osoby znane z prokremlowskiej aktywności takich jak Władimir Linderman i Aleksandr Gaponienko, miało miejsce w Rydze oraz innych miastach europejskich, w tym w Tallinnie, Wilnie i Brukseli. Manifestacje miały jednak wymiar lokalny i nie zdołały przyciągnąć uwagi znacznej liczby osób, co oznacza, że kwestia szkolnictwa nie budzi już tak wielkich emocji, jak to miało miejsce przed kilkunastoma laty. Mimo że wśród osób rosyjskojęzycznych wzrasta zrozumienie dla konieczności reformy – poziom znajomości języka łotewskiego zwiększa ich status społeczny i decyduje o pozycji na rynku pracy – to potrzeba pielęgnacji własnej kultury, tradycji i nauki w języku ojczystym jest bardzo silna. Dodatkowo rosyjska tożsamość kulturowa nie wyklucza łotewskiej tożsamości politycznej, gdyż przedstawiciele mniejszości czują się związani z państwem, w którym żyją i są wobec niego lojalni; według badań SKDS w 2014 r. na Łotwie 73% osób rosyjskojęzycznych czuło się związanych z Łotwą, a 64% uważało się za patriotów Łotwy.

Obecna ustawa w kontekście niełatwej sytuacji międzynarodowej może jednak sprzyjać zaostrzeniu i tak już trudnych relacji Moskwy z Rygą, czemu przejawem jest wtorkowa deklaracja Dumy Państwowej. Może także wzmocnić radykalne, antypaństwowe środowiska polityczne na Łotwie, a także wpłynąć na wybory do Sejmu – osłabiając gotową do kompromisu Socjaldemokratyczną Partię „Zgoda”, a wzmacniając środowisko Rosyjskiego Związku Łotwy, którzy dotychczas nie miał szans na znalezienie się w Sejmie. Jeśli do tego ostatniego dołączyłby popularny w kraju europoseł Andriej Mamykin, to lider „Zgody” mer Nił Uszakow może bać się zarówno o spadek poparcia i utratę przez nią paru mandatów, jak i o pojawienie się w Sejmie konkurencyjnego środowiska rosyjskiego, które będzie go sukcesywnie i agresywnie „podgryzać”.

Czy wszystko to przewidział i przekalkulował straszący Władimirem Władimirowiczem „czarny Karol”?

 

Zdjęcie tytułowe: Kārlis Šadurskis przemawia w łotewskim Sejmie (2014 r.). Zdj. Juris Vīgulis / Kancelaria Sejmu Łotwy / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!