Klasztor kamedułów w Pożajściu – litewska perła baroku włoskiego

-

Kowno to atrakcyjny cel dla wielu turystów, zwłaszcza tych, którym znudziło się klasyczne podróżowanie przez trzy stolice państw bałtyckich – Wilno, Rygę i Tallinn. Przy okazji odwiedzin w Kownie warto udać się do bardzo ciekawego i wyjątkowego w swoim rodzaju miejsca położonego na półwyspie, który okalają wody Niemna i Zalewu Kowieńskiego, powstałego w 1958 r. po wybudowaniu zapory w dzielnicy Pietraszuny. Mowa oczywiście o Pożajściu – miejscu, do którego udają się miłośnicy relaksu na plaży i kąpieli wodnych, jak również ci, którzy chcą podziwiać perełkę baroku włoskiego na Litwie – pokamedulski zespół klasztorny z XVII w.

Dawny klasztor kamedułów w Pożajściu (lit. Pažaislis) jest największym na Litwie. Powstał z fundacji kanclerza wielkiego litewskiego Krzysztofa Zygmunta Paca. Budowlę ulokowano na nadniemeńskim wzgórzu zwanym z tej okazji Monte Pacis, czyli na Górze Pokoju. Projekt w stylu baroku włoskiego powstał w 1664 r. i był dziełem architekta Isidoro Affaitatiego. Budowę kompleksu klasztornego zakończono w 1690 r. Przeznaczono go dla zakonu kamedułów, którego specyfiką jest to, że mnisi mieszkają za klauzurą, w odosobnieniu od świata. Pożajście w tamtym czasie zdawało się najlepszym do tego miejscem. Klasztor przez dekady należał do rodu Paców, a kameduli zamieszkiwali go aż do kasacji po powstaniu listopadowym w I połowie XIX w. Władze carskie osadziły wówczas w nim mnichów prawosławnych, a kościół przebudowali na cerkiew, niekiedy zamalowując cenne freski i malowidła. W 1915 r. mnisi zostali ewakuowani, a w 1918 r., po uzyskaniu przez Litwę niepodległości, zespół klasztorny oddano pod opiekę siostrom z konwentu św. Kazimierza, zwanych krócej kazimierzankami. W okresie sowieckim miejsce nie mogło pełnić dalej swojej funkcji – zlokalizowano tutaj archiwum, zakład psychiatryczny i galerię sztuki. Od 1992 r. klasztor ponownie wrócił do rąk sióstr kazimierzanek, które dbają o to, by przywrócić kompleksowi dawne życie.

Klasztor kamedułów w Pożajściu. Zdj. Jakub Zygmunt

Obecnie zespół klasztorny jest miejscem pełnym spokoju, położonym w zaciszu lasu. Udając się na zwiedzanie, na początku miniemy dawną wielką bramę, na której łaciński napis głosi, że kobietom do klasztoru wstęp wzbroniony. Napis tyczy się czasów, kiedy urzędowali tutaj kameduli – dzisiaj możemy wejść do klasztoru z całymi rodzinami. Wejście do kompleksu znajduje się z lewej strony od głównej bramy, ponieważ dominujący w pierwszym planie Dom Pielgrzyma jest obecnie prywatnym hotelem i restauracją. Wchodząc na teren klasztornego ogrodu z boku, jeszcze bardziej poczujemy magię i osobliwość miejsca. Przy bramce obok dawnej stajni i wozowni zadzwonimy domofonem, przejdziemy dalej, w oficynie północnej po prawej stronie kupimy bilet wstępu (w 2019 r. kosztował on 6 euro), przejdziemy potem przez kolejną bramę i znajdziemy się wreszcie na kościelnym podwórzu.

Klasztor w Pożajściu przypomina swoim klimatem ten z filmu Jana Jakuba Kolskiego „Jasminum”. Jeśli zawitamy późną wiosną lub latem to obezwładni nas na pewno zapach klasztornych kwiatów. Na kościelnym podwórzu również go czuć. W tym miejscu także możemy obserwować najpopularniejszy widok, jaki znajdziemy na zdjęciach w Internecie. Mowa o kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Konsekrowany w 1712 r., z dwiema wieżami i sześciokątnym sklepieniem (rzadko spotykany z tamtego okresu), jest najznamienitszym przykładem baroku włoskiego w tej części Europy. Z podwórza również możemy wejść do oficyny południowej, w której znajduje się obecnie ekspozycja muzealna, ukazująca historię klasztoru, zakonu kamedułów i rodu Paców.

Zaglądając dalej, przechodzimy na dziedzińce otoczone krużgankami w stylu włoskim, którym przywrócono pierwotny wygląd w latach 80. XX w. Przez kratę w przejściu zaobserwujemy tę część klasztoru, do której wizytujący już nie mają dostępu. Chodzi o eremitorium, czyli plac, na którym znajdują się eremy pierwotnie zamieszkane przez kamedułów, a dzisiaj żyją w nich siostry zakonne. Pierwotnie było ich dwanaście, do dzisiejszych czasów zachowały się trzy.

Z dziedzińców wejdziemy wreszcie do kościoła. Wejście jest nieco schowane i słabo oznakowane. Należy wyszukać starych, nadpróchniałych drzwi i odważnie wkroczyć do miejsca, w którym wydaje się, że czas się zatrzymał. Do kościoła klasztornego wchodzimy przez kryptę kamedulską, miejsce, gdzie chowano zmarłych. Następnie przez wąskie i niskie przejścia dostaniemy się do nawy głównej. Naszą uwagę będzie przyciągać wiele elementów – bogactwo fresków i malowideł pieczołowicie odnowionych, przedstawiających sceny biblijne oraz wątki z historii Litwy, sześciokątność kościoła, okalające nawę kaplice boczne oraz bogato ornamentowane prezbiterium ze schowanym zań chórem zakonnym. Można również odwiedzić zakrystię, w której zachowała się drewniana, kilkusetletnia zabudowa oraz freski przedstawiające sceny z Wieczernika.

Sklepienie sześciokątnej wieży w kościele w Pożajściu. Zdj. Jakub Zygmunt.

Na wizytę w pokamedulskim zespole klasztornym w Pożajściu trzeba poświęcić przynajmniej dwie godziny, aby spokojnie poznać ducha tego miejsca. Jednak nie trzeba tutaj kończyć zwiedzania tej części Kowna. Na wielbicieli letniego odpoczynku na świeżym powietrzu czekają piaszczyste plaże nad Zalewem Kowieńskim oraz niewielka sieć szlaków i chodników spacerowych, po których wędrując możemy poznać z bliska litewską przyrodę.

Zalew Kowieński. Zdj. Jakub Zygmunt

Dojazd do Pożajścia jest łatwy i bezproblemowy. Jeśli podróżujemy samochodem to możemy zaparkować niedaleko plaży. Podróżujący komunikacją publiczną mogą wsiąść w centrum Kowna w trolejbusy nr 9 lub 12.

Podróżowanie po krajach bałtyckich za każdym razem przekonuje, że nie zawsze trzeba udawać się w dalekie rejony, aby mieć okazję zwiedzić i poznać bardzo atrakcyjne i niezwykłe miejsca. Po wizycie w dawnym klasztorze kamedulskim w Pożajściu, na pewno na długo zostanie w pamięci każdego wizytującego zapach kwitnących kwiatów w dziedzińcu i starych wnętrz kościoła oraz poczucie podróży w czasie, do XVII-wiecznej Litwy.

Jakub Zygmunt
Jakub Zygmunt
Z pochodzenia Sądeczanin, z wykształcenia geolog, z pasji miłośnik państw bałtyckich (zwłaszcza Estonii) i górski wędrowiec, zawodowo "człowiek-orkiestra", w Internecie prowadzi bloga "Sądecki Włóczykij".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here