Was du ererbt von deinen Vätern hast, erwirb es, um es zu besitzen. Przypominam sobie ten werset z Goethego za każdym razem, gdy wybucha spór o „prawdziwych” i „nieprawdziwych” wilnian, i o to, ile pokoleń rodu musiało mieszkać w Wilnie, aby ktoś mógł zwać się wilnianinem. Nie twierdzę, że te kategorie są bezsensowne, nie przeczę, że życie w mieście z pokolenia na pokolenie zmienia perspektywę, wiąże pamięć i wyobraźnię z innymi centrami znaczeniowymi, inaczej strukturyzuje egzystencjalną czasoprzestrzeń. A mimo to: „Czym ojcowego mienia dziedziczenie? Co zapracujesz, w należnej jest cenie”. Każdy mieszkaniec miasta w pewnym momencie musi sam przed sobą otworzyć to miasto, dokonać jego odkrycia – niczym jakiejś nowej ziemi, na której dotąd nie stanęła stopa ludzka – aby stało się częścią jego własności.
Właśnie w ten sposób ja, który wyrosłem na Karolince (dzielnica Wilna – przyp. red.), w dzieciństwie prowadzony obowiązkowo za rączkę do ówczesnej Galerii Obrazów w Katedrze, do nieskończ...
Pozostało jeszcze 97% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


