Białorusini protestują, Litwini wspierają

-

Deklaracje polityczne, możliwość wjazdu dla Białorusinów z powodów humanitarnych, zbiórka środków na wsparcie dla protestujących i leczenie ofiar pacyfikacji demonstracji, żywy łańcuch z Wilna do białoruskiej granicy w rocznicę słynnej Bałtyckiej drogi – Litwa od pierwszych dni po wyborach na Białorusi nie pozostaje obojętna na los sąsiadów.

Protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym na Białorusi trwają już drugi tydzień. W pierwszych dniach po wyborach władza próbowała je brutalnie spacyfikować. Dwie osoby zginęły, a kilka tysięcy trafiło do aresztów, gdzie były poddane brutalnemu i poniżającemu traktowaniu. Białorusini nie ustają jednak w sprzeciwie i domagają się ustąpienia urzędującego od 26 lat prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Skandowane głośno „Odejdź!” jest lejtmotywem pokojowych ulicznych demonstracji i strajków w zakładach pracy. Niedzielna (16 sierpnia) manifestacja w Mińsku mogła zebrać nawet 500 tysięcy uczestników, a tym samym była największą w historii niepodległej Białorusi.

Przeczytaj także:  Białoruś: To więcej niż protest, to przebudzenie narodu

Wybory, które odbyły się 9 sierpnia, miały być inne niż wszystkie poprzednie w epoce Łukaszenki. Przeciwko niemu stanęła kandydatka, która najwyraźniej cieszyła się autentycznym poparciem Białorusinów, zmęczonych trwającymi ćwierć wieku rządami jednego człowieka. 37-letnia Swiatłana Cichanouska zdecydowała się na start w wyborach po tym, gdy władze odmówiły rejestracji kandydatury i uwięziły jej męża Siarhieja, video-bloggera i autora popularnego kanału na YouTube „Kraj dla życia”. Wybory przebiegły jednak według wypróbowanego scenariusza: wg oficjalnego exit poll Łukaszenka miał rzekomo zdobyć prawie 80 proc. głosów, podczas gdy Cichanouska zaledwie 7 proc.

Wielu wyborców uznało oficjalne rezultaty za fałszerstwo. Już po zakończeniu głosowania na ulice wielu białoruskich miast wyszli ludzie, chcący zaprotestować przeciwko wyborczym manipulacjom. Wtedy doszło do pierwszych aresztowań i brutalnych pacyfikacji. Dzień później Swiatłana Cichanouska udała się do siedziby Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) w Mińsku, by złożyć skargę na wyniki wyborów. Na kilka godzin stracono z nią kontakt. Następnego dnia rano okazało się, że niezależna kandydatka znalazła się na Litwie – jako pierwszy poinformował o tym litewski minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius.

Przyjazd Cichanouskiej na Litwę wywołał falę komentarzy i pytań. Zwłaszcza w Polsce zastanawiano się, dlaczego kandydatka zdecydowała się na przyjazd na Litwę, a nie np. do Polski. Według oficjalnej wersji, Cichanouska chciała być blisko dzieci, które jeszcze przed wyborami zostały sprowadzone na Litwę. Jednak opublikowane tego samego dnia nagrania z udziałem Cichanouskiej sugerują, że najprawdopodobniej została zaszantażowana i zastraszona przez organy bezpieczeństwa Białorusi. Według relacji Hanny Krasuliny ze sztabu wyborczego kandydatki tamtejsze służby miały towarzyszyć Cichanouskiej po opuszczeniu siedziby CKW i najpewniej to one dostarczyły ją do granicy z Litwą.

Reakcja – racjonalna i empatyczna

Litwini od samego początku nie pozostali obojętni na wydarzenia w sąsiednim kraju. Także na poziomie oficjalnym. Gdy tylko zaczęła się pacyfikacja powyborczych protestów, 9 sierpnia wieczorem prezydenci Litwy Gitanas Nausėda i Polski Andrzej Duda wydali wspólne oświadczenie, apelujące do białoruskich władz o przestrzeganie demokratycznych standardów i powstrzymania się od stosowania przemocy. Ze stanowiskiem wzywającym do zaprzestania represji i zwolnienia zatrzymanych wystąpił następnego dnia minister Linkevičius. Zostało ono podtrzymane we wspólnych oświadczeniach szefów MSZ Trójkąta Lubelskiego, obejmującego Litwę, Polskę i Ukrainę oraz Ósemki Nordycko-Bałtyckiej (Danii, Estonii, Finlandii, Islandii, Litwy, Łotwy, Norwegii i Szwecji).

Ministers Spraw Zagranicznych Litwy Linas Linkevičius w w Sejmie w czasie nadzwyczajnym posiedzenia 18 sierpnia. Zdj. Lietuvos Respublikos Seimas.

– Litwa była jednym z pierwszych krajów, które zareagowały politycznie na sytuację na Białorusi. Trudno ocenić skuteczność tych działań, biorąc pod uwagę, że zarówno protesty, jak i opór Łukaszenki przed odejściem trwają – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu litewski publicysta i doradca rektora Uniwersytetu Wileńskiego Paulius Gritėnas. – Uważam jednak, że reakcja była jednocześnie racjonalna i empatyczna. Z jednej strony litewscy przywódcy polityczni wspólnie potępili okrucieństwa reżimu. Z drugiej strony, przyjęły liderkę opozycji Swiatłanę Cichanouską jako uchodźcę politycznego i zadeklarowały, że przyjmą innych Białorusinów poszukujących schronienia – tłumaczy Gritėnas.

Przeczytaj także:  Białoruś oczami Niemca. Bałtycki łańcuch po ponad trzech dekadach

O możliwości udzielenia Białorusinom azylu mówiła 11 sierpnia minister spraw wewnętrznych Litwy Rita Tamašunienė: „Nie pierwszy raz przedstawiciele opozycji z Białorusi ubiegają się o azyl polityczny na Litwie. Jeśli tak stanie się tym razem, zarówno z przyczyn politycznych lub innych zagrożeń, to jesteśmy gotowi im pomóc do momentu, aż będą mogli bezpiecznie powrócić do domu” – powiedziała po spotkaniu z przedstawicielami policji, straży granicznej i służb migracyjnych. Z kolei premier Saulius Skvernelis zapowiedział możliwość zniesienia w stosunku do przybywających Białorusinów niektórych ograniczeń wynikających z epidemii koronawirusa.

Także zdaniem białoruskiej politolożki pracującej na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie Tacciany Czulickiej litewskie władze zareagowały stosunkowo szybko. – Może to być przynajmniej częściowo związane z tym, że Białoruś jeszcze przed wyborami była na agendzie litewskiej polityki zagranicznej w związku z budową elektrowni atomowej w Ostrowcu – zwraca uwagę badaczka. Mimo wszystko jednak wybory były jej zdaniem raczej na drugim planie, w cieniu sprawy elektrowni – jej budowę Litwa uważa za rosyjski projekt geopolityczny (elektrownię buduje firma należąca do koncernu Rosatom), zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa i deklaruje, że nie będzie sprowadzać energii wytworzonej w Ostrowcu.

Zdaniem Czulickiej po 9 sierpnia wybory stały się głównym wydarzeniem w litewskiej agendzie dotyczącej Białorusi. Politolożka zwraca też uwagę na szereg inicjatyw podjętych na najwyższym szczeblu politycznym, w tym prezydenta, parlamentu i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. – Bardzo ważną inicjatywą było stanowisko w sprawie nieuznania wyników białoruskich wyborów na poziomie politycznym. Według mnie jest to krok, jaki warto podjąć i na poziomie UE, i poszczególnych państw – ocenia badaczka. Jej zdaniem trudno jednak w tym momencie ocenić skuteczność takich działań.

Jedną z najważniejszych inicjatyw politycznych był trzypunktowy plan prezydenta Nausėdy, ogłoszony 12 sierpnia, po konsultacji z Andrzejem Dudą, skierowany do białoruskich władz. Obejmowałby on: powstrzymanie represji, zwolnienie zatrzymanych i rozpoczęcie dialogu ze społeczeństwem w celu wyjścia z politycznego kryzysu. Dzień później plan Nausėdy został przedstawiony jako wspólne stanowisko prezydentów Polski, Estonii, Litwy i Łotwy, którzy jednocześnie zaoferowali gotowość do odegrania roli negocjatorów. Chociaż 17 sierpnia doradczyni Nausėdy ds. międzynarodowych Asta Skaisgirytė poinformowała o odrzuceniu planu przez stronę białoruską, prezydenci podtrzymali swoją ofertę mediacji.

Powyżej swojej wagi

Szybkie i aktywne działania Wilna w sprawie Białorusi spotkały się z pozytywnymi reakcjami komentatorów i ekspertów. W międzynarodowych mediach zaczęły pojawiać się opinie, że Litwa staje się międzynarodowym liderem w kwestii białoruskiej czy że „boksuje powyżej swojej wagi”. Autorzy analizy w serwisie Onet.pl Witold Jurasz i Kamil Turecki pokusili się o opinię, że „Litwa odgrywa znaczną rolę w obecnym kryzysie białoruskim i przejmuje rolę Polski, która tylko już we własnym przekonaniu odgrywa znaczącą rolę”. Wtórował im w „Gazecie Wyborczej” Paweł Wroński, pisząc: „Litwa jest krajem uważniej słuchanym w sprawach Białorusi oraz prezentuje bardziej aktywną, zwartą i konsekwentną politykę wobec swojego południowego sąsiada”.

– Litwa od dawna zainteresowana jest tym, co dzieje się na Białorusi, czy to z uwagi na kwestie bezpieczeństwa czy relacje gospodarcze – ocenia politolog z Uniwersytetu Wileńskiego Tomas Janeliūnas. – Przed dziesięciu laty prezydent [Dalia] Grybauskaitė próbowała nawet odgrywać rolę moderatora między Białorusią a UE, w nadziei na jakąś liberalizację reżimu Łukaszenki. Prezydent Nausėda także w swojej polityce zagranicznej zaczął od próby zmiany status quo w stosunkach z Białorusią – przypomina Janeliūnas. Zwraca on również uwagę, że litewscy politycy wierzą, że Białoruś wciąż jeszcze może uniknąć zaanektowania przez Rosję – i dlatego pozytywnie zareagowali na przebudzenie białoruskiego społeczeństwa.

Przeczytaj także:  Reset z Białorusią?

W ocenie Tacciany Czulickiej Litwa jest jednym z „aktywnych promotorów sprawy białoruskiej” z uwagi na uwarunkowania geograficzno-historyczne, jak i polityczne. I te drugie w obecnej sytuacji, zdaniem badaczki, mają większe znaczenie. – Trzeba w tym miejscu wrócić do kwestii elektrowni atomowej, którą Litwa miała na europejskim porządku dziennym już od dłuższego czasu, co spotykało się z różnymi ocenami z strony innych państw UE – uważa politolożka. Zwraca ona uwagę również na oczywiste doświadczenie eksperckie Litwy w odniesieniu do kwestii białoruskiej, które pozwala jej promować tematykę białoruską zarówno na poziomie politycznymi jak i społecznym.

Paulius Gritėnas wymienia z kolei trzy najważniejsze przyczyny litewskiego zaangażowania: pierwsza to geograficzna bliskość, druga – to postrzeganie Białorusi jako swego rodzaju strefy buforowej broniącej przed bezpośrednim wpływem czy nawet agresją ze strony Rosji. – Pomimo tego, że pod rządami Łukaszenki białoruskie struktury wojskowe czy gospodarka coraz bardziej poddawane są interesom Rosji, białoruska tożsamość społeczna i kulturowa pozostaje pewną niewidzialną przeszkodą – tłumaczy publicysta. A z tego, jego zdaniem, wynika trzecia przyczyna – Białoruś i Litwa są postrzegane jako część dziedzictwa Wielkiego Księstwa Litewskiego.

– Pewna część litewskich elit opiera ideę polityki zagranicznej na historycznych i kulturalnych więzach wynikających z doświadczenia WKL. Stąd Mińsk jest postrzegany jako możliwy naturalny sojusznik i opozycja wobec Moskwy – dodaje Gritėnas. I wreszcie, empatia Litwy na podobne zdarzenia wynika, zdaniem publicysty, z wciąż żywych wspomnień o upadku Związku Radzieckiego i tragicznych wydarzeniach 13 stycznia 1991 roku. – Na Łukaszenkę patrzy się jak na relikt tradycji radzieckiej, a na Białoruś jak na część postsowieckiego, ale wciąż nieodzyskanego świata. Dlatego protesty nie tyle są postrzegane jako bezpośredni sprzeciw wobec Łukaszenki jako osoby, ale jako odrzucenie wartości i retoryki minionych czasów, jako krok w stronę demokracji – uważa Gritėnas.

Przeczytaj także:  Loreta – dziewczyna z ulicy Gwiaździstej

Islandzki moment

Na oświadczeniach politycznych nie kończą się reakcje Litwinów na wydarzenia na Białorusi. Solidarność z sąsiadami wyrażają dziennikarze, działacze społeczni, artyści, naukowcy, literaci i zwykli obywatele. Nie tylko słowem. W pierwszym tygodniu po wyborach ruszyła inicjatywa Go Belarus – zbiór środków dla białoruskiej organizacji „BY_Help”, przeznaczonych na wsparcie protestujących, aresztowanych i leczenie ofiar pacyfikacji. Inicjatywę wsparło wiele znanych na Litwie osób: rajdowiec Benediktas Vanagas, reżyserka operowa Dalia Ibelhauptaitė, aktor Marius Repšys, księża Algirdas Toliatas i Ričardas Doveika, poeta Antanas A. Jonynas czy lider rockowego zespołu Antis Algirdas Kaušpėdas. Do 17 sierpnia zebrano ponad 10 tys. euro.

Z propozycją wsparcia białoruskich koleżanek i kolegów wyszli także litewscy dziennikarze. W czwartek, 13 sierpnia, opublikowali oni apel (w czterech językach) skierowany do białoruskich dziennikarzy, którzy w trakcie protestów znaleźli się w niebezpieczeństwie lub zostali poddani represjom. Litewscy dziennikarze nie tylko wyrazili solidarność z Białorusinami, ale także zadeklarowali pomoc – w postaci bezpłatnego dostępu do własnych materiałów lub w inny sposób. Do apelu dołączono listę kontaktów do redakcji oferujących pomoc, w tym telewizji publicznej LRT, agencji informacyjnej BNS, portali Delfi, 15min czy Lrytas.

Popularny dziennikarz i właściciel internetowej telewizji Laisvės TV Andrius Tapinas wystąpił natomiast z inicjatywą zorganizowania 23 sierpnia żywego ludzkiego łańcucha od placu Katedralnego w Wilnie do granicy z Białorusią – na wzór i w rocznicę słynnej Bałtyckiej drogi, która w 1989 roku połączyła Wilno, Rygę i Tallinn. „Dziś, kilkadziesiąt kilometrów od Litwy, nasi historyczni bracia i siostry zmagają się o swoją wolność. Mamy okazję im pomóc i pokazać, że w walce o wolność Litwa i Białoruś są zjednoczone tak, jak było w czasach WKL” – napisał Tapinas na swoim profilu na Facebooku, zachęcając Litwinów do udziału w akcji.

Przeczytaj także:  Bałtycki łańcuch. Protest Litwinów, Łotyszy i Estończyków w 50. rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow

Dla chętnych do udziału w łańcuchu uruchomiono formularz w Internecie. Wczoraj (18 sierpnia) Tapinas poinformował, że jak dotąd zarejestrowało się 37 tysięcy osób. Do inicjatywy dołączyli również Estończycy i Łotysze, a także mieszkańcy Rzymu, Londynu czy Kijowa, którzy planują zorganizowanie podobnych wydarzeń w swoich krajach. Skala litewskiego zaangażowania jest tak duża, że w krajowych mediach zaczęto już mówić o „islandzkim momencie” – Litwa miałaby odegrać wobec Białorusi podobną rolę, jaką wobec Litwy odegrała Islandia, która jako pierwsza uznała jej niepodległość (11 lutego 1991 roku).

Zdaniem Tomasa Janeliūnasa obywatelskie inicjatywy są wyrazem poparcia dla wolności. – Okazywaliśmy podobne wsparcie Ukraińcom, a teraz mamy nadzieję na zmiany na Białorusi. Coś historycznego dzieje się całkiem niedaleko Wilna i wielu ludzi sympatyzuje z obudzonym społeczeństwem obywatelskim na Białorusi – ocenia politolog. Paulius Gritėnas mówi z kolei o zwykłej ludzkiej empatii: – Nie jest łatwo oglądać nagrania z Mińska, gdzie kilkadziesiąt kilometrów od ciebie ktoś jest bity a nawet zabijany tylko za głoszenie swoich poglądów politycznych. Mieszkańcy Litwy wciąż pamiętają, co to znaczy być uciskanym, gdy twoi rodacy giną z powodu represji, gdy jesteś bity przez OMON albo szpiegowany przez KGB – wyjaśnia.

Tacciana Czulicka zwraca uwagę na inne aspekty litewskiego wsparcia, wykraczające poza geograficzną oraz historyczno-kulturową bliskość, a mianowicie kontakty międzyludzkie: – Litwa w ostatnich latach jest dla Białorusinów nie tylko celem migracji w celach edukacyjnych czy rodzinnych, ale także migracji zarobkowej. Dość dużo Białorusinów przyjeżdża na Litwę do pracy. Do czasu koronakryzysu intensywne były też stosunki związane z wyjazdami w celach kulturalnych czy na zakupy, zarówno Białorusinów na Litwę, jak i Litwinów na Białoruś. Wszystkie te kontakty i związki międzyludzkie sprzyjają empatii i wsparciu, jakie Litwini wyrażają teraz Białorusinom – ocenia badaczka.

Wyrazom wsparcia towarzyszą też jednak i innego rodzaju głosy. – Ze strony niektórych działaczy politycznych i zwykłych ludzi na Litwie padają oskarżenia pod adresem Cichanouskiej i innych alternatywnych białoruskich kandydatów o ich związki z Rosją. Biorąc pod uwagę, że to właśnie polityka Łukaszenki wpędziła Białoruś w głęboką zależność od Rosji. I przez to niektórzy pozwalają sobie nawet na usprawiedliwianie milicyjnej przemocy i tortur w stosunku do obywateli Białorusi. Ale takie stanowisko nie jest dominujące – podkreśla Czulicka.

Sankcje czy dialog?

W sytuacji utrzymującego się kryzysu (protesty trwają a władze nie chcą podjąć dialogu) pojawia się pytanie, jak jeszcze Litwa może wesprzeć Białoruś? Litewskie władze otwarcie deklarują, że w przypadku braku gotowości do podjęcia przez Łukaszenkę rozmów z własnym społeczeństwem należy wrócić do polityki sankcji. W czasie nadzwyczajnego spotkania Rady UE ds. zagranicznych 14 sierpnia minister Linkevičius zaproponował wprowadzenie unijnych sankcji przeciwko białoruskim urzędnikom odpowiedzialnym za fałszerstwa wyborcze i represje, a jednocześnie zasugerował stworzenie europejskiego funduszu wsparcia ofiar prześladowań na Białorusi.

Pojawiają się również pytania o dalszy los Swiatłany Cichanouskiej, przebywającej na Litwie. Były minister spraw zagranicznych z ramienia opozycyjnych konserwatystów Audronius Ažubalis zaproponował uznanie jej za prezydenta-elekta Białorusi, ale jego pomysł nie zdobył poparcia wśród litewskich polityków. Niemniej jednak Linas Linkevičius w publicznych wypowiedziach zaczął nazywać Łukaszenkę „byłym prezydentem Białorusi”. Sama Cichanouska wraca do aktywnej działalności, wydała kilka oświadczeń oraz przystąpiła do kompletowania składu Rady Koordynacyjnej, w celu zapewnienia transferu władzy na Białorusi.

– Myślę, że najlepszym wsparciem, jakie Litwa mogłaby okazać białoruskiej opozycji jest globalny rozgłos – twierdzi Paulius Gritėnas. Jego zdaniem, nawet mimo brutalnych naruszeń praw człowieka w Mińsku stosunek świata zachodniego do Białorusi pozostaje dwuznaczny. – W ubiegłych latach i teraz pozwalało to Łukaszence na łatwe uniknięcie odpowiedzialności. Litwa musi być liderem w poszukiwaniu rozwiązań dyplomatycznych, inicjowaniu sankcji i uświadamianiu Unii Europejskiej o rzeczywistej sytuacji i ogólnych realiach białoruskiej polityki. Także litewskie społeczeństwo musi pozostać aktywne i wspierać białoruską opozycję tak, aby nie czuła się osamotniona czy nieusłyszana.

Zdaniem Tacciany Czulickiej aktualnym problemem jest zorganizowanie korytarza humanitarnego, umożliwiającego wjazd białoruskich obywateli na Litwę. – Chodzi o te osoby, które z uwagi na swoją działalność w alternatywnych sztabach, swoje wypowiedzi publiczne, udział w strajkach i zgromadzeniach znalazły się w sytuacji fizycznego niebezpieczeństwa na Białorusi. W niektórych sytuacjach takie osoby same nie chcą wyjeżdżać, ale czują zagrożenie dla swoich dzieci i rodzin – tłumaczy politolożka. Dlatego, według niej, należałoby jak najszybciej przyjąć odpowiednie środki, a co więcej, warto byłoby w organizację korytarzy humanitarnych włączyć także inne kraje członkowskie UE, zwłaszcza Łotwę i Polskę.

Innym problemem, na który uwagę zwraca badaczka jest sytuacja licznych białoruskich organizacji pozarządowych zarejestrowanych na Litwie, które z powodów politycznych nie mogą być zarejestrowane na Białorusi i nie mogą otrzymywać pomocy finansowej z zagranicy. – Z uwagi na obowiązujące przepisy dotyczące prania brudnych pieniędzy w ostatnim czasie NGO-sy stają wobec dodatkowych wymagań ze strony litewskich banków, w wyniku czego ich konta są nawet zamykane. A to oznacza brak możliwości legalnego otrzymania grantów umożliwiających pracę. Byłoby dobrze, gdyby ten techniczny problem został rozwiązany – tłumaczy Czulicka.

Politolożka zauważa, że istnieją też pewne wątpliwości dotyczące istnienia ogólnej strategii polityki Litwy wobec Białorusi. – Jest zrozumiałe, że obecna sytuacja rozwija się bardzo szybko i wszystkie decyzje mają charakter sytuacyjny. Byłoby jednak dobrze, gdyby w przyszłości udało się zobaczyć dobrze sformułowaną i efektywną strategię – twierdzi Czulicka. Z kolei zdaniem Tomasa Janeliūnasa istnieją pewne ograniczenia oficjalnej polityki Litwy. – Nie możemy ingerować z żadnym bezpośrednim finansowaniem ani materialnym wsparciem dla opozycji. Opozycja powinna zorganizować się sama i sama znaleźć najlepszy sposób transferu władzy. Taki sposób byłby mile widziany przez litewskich urzędników, ale nie mogą oni narzucać się z żadną „litewską agendą” – tłumaczy politolog.

Bez względu na dalszy rozwój wydarzeń jedno pozostaje niezmienne: jako sąsiad Białorusi Litwa musi prowadzić aktywną politykę na tym odcinku. Najbliższe tygodnie, a być może dni, mogą przynieść odpowiedź na pytanie, czy była ona skuteczna.

***

18 sierpnia Sejm Litwy na nadzwyczajnym posiedzeniu przyjął uchwałę „W sprawie sytuacji w Republice Białorusi po sfałszowanych wyborach prezydenckich”. Uchwała stwierdza, że wyniki wyborów zostały sfałszowane, zwraca uwagę na użycie siły wobec pokojowych demonstracji, areszty i ofiary w ludziach, przypomina o wcześniejszym łamaniu praw obywatelskich, popiera trzypunktowy plan deeskalacji przemocy autorstwa prezydenta Nausėdy oraz w pełni popiera dążenie Białorusinów do budowy demokratycznego państwa. Posłowie apelują do przywódców Litwy, Rady UE, Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz krajowych parlamentów i rządów państw członkowskich UE i NATO m.in. o nieuznawanie wyników wyborów i nieuznawanie Alaksandra Łukaszenki za legalnego przywódcę Białorusi, apeluje o przeprowadzenie nowych, przejrzystych wyborów prezydenckich i parlamentarnych, proponuje stworzenie misji negocjacyjnej UE na Białoruś, proponuje wprowadzenie sankcji wobec urzędników i funkcjonariuszy odpowiedzialnych za fałszerstwa i łamanie praw człowieka, proponuje stworzenie europejskiego systemu sankcji, obejmującego także zakazy wjazdu i zamrożenie aktywów, wzywa do aktywnego wsparcia białoruskich organizacji pozarządowych i społeczeństwa obywatelskiego oraz ograniczenia wsparcia finansowego dla białoruskich instytucji państwowych, wzywa do zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Europejskiej w celu przedyskutowania sytuacji na Białorusi, w tym kwestii wprowadzenia embarga na dostawy energii wytworzonej w elektrowni atomowej w Ostrowcu. Uchwała została poparta przez przedstawicieli wszystkich frakcji zasiadających w Sejmie Litwy.

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi, był współautorem "Programu Bałtyckiego" w Radiu Wnet, publikował m.in. w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe" i "Tygodniku Powszechnym".

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj