Ita Kozakiewicz, czyli ideały z 1990 roku gdzieś się zawieruszyły

-

Ita nie grzeszyła zbytnią pięknością, ale była bardzo zgrabna. Nazwałbym ją „wesołą dziewuszką”, niezmiernie oczytaną i dowcipną. Poznaliśmy się w końcu lat osiemdziesiątych XX wieku. U niej w mieszkaniu znajdowałem zawsze najnowsze i najciekawsze płyty. Skąd ona je dostawała, nie wiem. Pewna kompania ludzi, z którą byłem związany, przychodziła do niej na potańcówki. Ona miała dużo przyjaciółek i tak zaczęła się nasza znajomość. Jakie relacje nas łączyły? Przyjaźniliśmy się, to nie było nic nadzwyczajnego. Jednak w 1989 roku przyszło mi stanąć na czele ryskiego oddziału Związku Polaków na Łotwie. Ita Kozakiewicz była szefową jego ogólnorepublikańskiej organizacji. I pozostałaby nią dalej, gdyby nie tragiczny wypadek trzydzieści lat temu, 28 października, w słonecznej Italii.

Demostenes z Rygi

Ita Kozakiewicz. Zdj. Gunārs Janaitis.

Ita Kozakiewicz urodziła się w 1955 roku w mieszanej, polsko-łotewskiej rodzinie. Poliglotka, absolwentka francuskiego liceum w Rydze i romanistka po skończonych studiach na Uniwersytecie Łotewskim. Pracowała jako korektorka w ryskim wydawnictwie „Liesma” oraz dziennikarka w piśmie „Twórczość ludowa”, a także jako tłumaczka z języka polskiego i francuskiego. Pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku zaangażowała się w działalność w Klubie Przyjaciół Polski „Polonez” w Rydze. 6 listopada 1988 roku, na bazie pierestrojki i łotewskiego odrodzenia narodowego zwanego „atmodą”, powstało w Rydze Towarzystwo Kultury Polskiej, którego została przewodniczącą. Szybko przyszły zmiany i 30 listopada 1989 roku powstaje oficjalnie Związek Polaków na Łotwie. Organizacja, którą w 1940 roku zlikwidowali Sowieci. Na czele związku staje Ita Kozakiewicz. W międzyczasie angażuje się w Łotewski Front Narodowy, który można nazwać łotewską „Solidarnością”.

***

Czym był ten front?

Powstał na samym początku „rewolucji łotewskiej”, która odbywała się na Łotwie tak samo jak w wielu innych republikach sowieckich, choćby na sąsiedniej Litwie. Była to organizacja społeczna, ale parała się również polityką. Występowała z takich pozycji, że Związek Sowiecki niczego dobrego krajowi nie przyniósł poza masową imigracją rosyjskojęzycznej ludności. Owszem, rozwinął przemysł czy gospodarkę rolną, ale zrobił spustoszenie w kulturze i mentalności społeczeństwa. Przeciwko Łotewskiemu Frontowi Narodowemu występowała organizacja „Interfront”, opowiadająca się za prawami „najeźdźcy”. Ita czuła, że to jest jej moment. Wiedziała, że nie może przepuścić takiej okazji. Wstąpiła do Frontu Narodowego, dostała się nawet do jego zarządu. Przydała się, bo była świetnym mówcą, co mnie zadziwia po dziś. Tę „świetną mowę” można było zresztą usłyszeć w trzech językach: polskim, łotewskim i rosyjskim. Ludzie patrzyli na nią oczarowani jak Demostenesa, greckiego mówcę i polityka.

Zachwyty nad łotewską Polką

Zapowiedź rozmowy z Itą Kozakiewicz na łamach pisma “Znad Wilii” (21.01.1990 r.).

Stosunek większości Łotyszy wobec Ity był nacechowany zachwytem. Bardzo ją lubiano. „Gdyby tylko potrafić tak jak ona”, marzył niejeden członek Frontu Narodowego. Trzeba powiedzieć, że po powstaniu frontu pojawiła się na Łotwie cała masa organizacji narodowo-kulturalnych, było ich nawet paręnaście: ukraińska, białoruska, ormiańska, żydowska etc. Powstał także wspomniany Związek Polaków na Łotwie, w skład którego weszło wielu tych, którzy bywali na potańcówkach u Ity.

Jaką Ita była osobą? Z perspektywy lat dobrze widać, że miała talent i trafiła na „dobry moment”. Ludzie byli w niej zakochani. Nazywali łotewską Joanną d’Arc. Była przywódcą demokratycznym, broń Boże autorytarnym czy władczym. Nie przemawiała do nas rozkazami. Tłumaczyła długo i cierpliwie swoje stanowisko. To co mogę jej zarzucić, choć to łatwe z pozycji czasu, to fakt, że była nastawiona na „wieczną zgodę”. Jest taki bohater rosyjskich filmów animowanych, kot Leopold. Budiem żyć drużno… Ita chciała przyjaźni. Widząc złe rzeczy w Związku Polaków na Łotwie, starała się to wszystko wygasić, nie karać, nie wytykać palcami. Była osobą łatwowierną, śmiem to powiedzieć. Uwierzyła w ideę demokratycznej, praworządnej Łotwy. W sumie okazało się, że ktoś myślał jednak inaczej i wszystkie te ideały zepchnięto na margines.

Nad Morzem Tyrreńskim, po utonięciu Ity. Zdj. Zbigniew Mieszkowski.

Ita była zachwycona polskim ruchem związkowym, który pojawił się w 1980 roku, a więc „Solidarnością”. Były to również czasy pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II. Ita bardzo szanowała Karola Wojtyłę, podczas wyjazdu działaczy polonijnych z Europy Wschodniej do Watykanu, na czele którego stał ówczesny marszałek Senatu Andrzej Stelmachowski, miała w planie spotkanie z papieżem. Niestety dzień wcześniej zginęła w falach Morza Tyrreńskiego.

Wspomnienie Ity Kozakiewicz na łamach pisma “Znad Wilii” (11-24.11.1990)

Walki Ity

Co udało jej się wywalczyć, poza przywództwem nad Związkiem Polaków? Odpowiem w ten sposób: wszystko, co się rozpoczynało dobrego na Łotwie, rozpoczynało się od Ity. Audycja radiowa „Nasz Głos”, która istnieje do dziś w czwartym kanale łotewskiego radia, prowadzona przez Irēnę Lieģeniece, zaczyna się po dziś dzień od melodii Roty i słów Ity: „Słuchacie Państwo audycji Nasz Głos”. To ona poszła do radia i zainicjowała ten program. Skromny udział w jego powstaniu miałem także ja. Z inicjatywy Ity jak grzyby po deszczu powstały polskie szkoły. Co najmniej w dziesięciu miastach Łotwy, jeśli weźmiemy pod uwagę także szkółki niedzielne. Do dziś polskie szkoły państwowe istnieją w Rydze, Dyneburgu, Rzeżycy czy Krasławiu. Jak wygląda sprawa z tymi szkołami dziś, to powód do smutnej refleksji, ale o tym potem. Do osiągnięć Ity dochodzi głosowanie na rzecz niepodległości Łotwy w Radzie Najwyższej w dniu 4 maja 1990 roku, gdy Ita podniosła rękę jako przedstawicielka zarazem polskiej społeczności, jak i Frontu Narodowego Łotwy.

Walne zgromadzenie Związku Polaków na Łotwie. Pierwsza od lewej to Ita Kozakiewicz. 14 stycznia 1990 r. Zdj. Gunārs Janaitis.

Ideały poszły w kąt

Czy wszystko w jej krótkim, przebojowym życiu było sukcesem? Niestety wiele ze spraw, o które walczyła Ita, które nieustannie popychała i nawet w pewnym momencie zrealizowała, upadło. W 1990 roku Łotysze obiecywali nam narodowo-kulturalną autonomię, której głównym elementem miały być szkoły polskie. Następne pokolenie Polaków nad Dźwiną miało mówić po polsku, tak jak sobie wymarzyła Ita i jej zwolennicy. Jednak nie minęło dziesięć lat i państwo łotewskie swoje stanowisko wobec mniejszości zmieniło. Język łotewski stał się podstawowym językiem nauczania w szkołach polskich, ukraińskich czy rosyjskich. To jest jeden z przykładów, który ilustruje, jak piękne hasła z końca lat osiemdziesiątych rozminęły się z rzeczywistością. Sądzę, że dziś to zmartwiłoby Itę. Nie zapomnijmy, że istniały już wtedy władze polskie, kraju, który w 1999 roku wstąpił do NATO, kraju, który miał za sobą tysiącletnią historię. Gdyby Polska postawiła na swoim, a przecież wiedziała, co się dzieje na Łotwie, sądzę, że sytuacja z polskim szkolnictwem nie byłaby dziś tak tragiczna. Niestety wśród Polaków łotewskich znalazło się sporo osób, które własne dobro wynosiło ponad dobro społeczne. Zdradzili idee, które reprezentowała i o które walczyła Ita.

Gdyby nie zginęła

Walne zgromadzenie Związku Polaków na Łotwie. Pierwsza od lewej to Ita Kozakiewicz. 14 stycznia 1990 r. Zdj. Gunārs Janaitis.

Ita interesowała się nie tylko tym, co się dzieje w Polsce po 1989 roku, ale także była blisko związana z działaczami polskimi w innych republikach Związku Sowieckiego, w tym na Litwie i na Ukrainie. Oni współdziałali wtedy znacznie szerzej niż obecnie. Panowało zaciekawienie, jak mieszka się w innych krajach.

Opowiem jeszcze o śmierci Ity. Jako osoba numer dwa w Związku Polaków na Łotwie, gdy dotarła do nas ta tragiczna wiadomość, miałem obowiązek wyjaśnić, co się stało. Czy utopiła się sama, czy jej ktoś pomógł, bo takie były także podejrzenia. Rozmawiałem po kolei z każdym ze wspomnianych działaczy, konfrontowałem ich wersje. Doszedłem do wniosku, że był to nieszczęśliwy wypadek. Wbrew temu co głosiła plotka czy spiskowe teorie, nikt „nie pomógł”. Choć wrogów miała Ita bardzo wielu.

Gdy do działaczy Związku Polaków dotarła wiadomość o śmierci, braliśmy udział w ceremoniałach pochówku na cmentarzu Św. Michała w Rydze. Ustawiliśmy wartę honorową. Nie pamiętam natomiast czy to my nieśliśmy trumnę czy ona jechała na katafalku. Czas zaciera w pamięci obrazy. Przecież minęło trzydzieści lat. Mogę tylko powiedzieć, że to nie był pogrzeb, ale demonstracja ogromnej liczby ludzi: Polaków, Łotyszy czy przedstawicieli innych narodów. Oni rzucali kwiaty na trumnę.

Co było potem?

Zapomnienie. O Icie zapomniano. I tak jest już trzydzieści lat. Jest szkoła imienia Ity w Rydze. Stoi pomnik na cmentarzu św. Michała. Rzeźbiarz wyrzeźbił w granicie dwumetrową postać Ity, bardzo podobną do pierwowzoru. Twarz i ręka, z brązu lub miedzi. Ile razy to wszystko kradziono… Związek Polaków za każdym razem zamawiał nowe elementy do nagrobku.

O Icie nie pamiętają. Łotysze i Polacy. Może obawiają się, że odezwie się w nich sumienie. Przepaść między tym, co się działo, gdy żyła, a tym, co się dzieje teraz, jest przerażająca. Ludzie zapominają, o co walczyli wcześniej.

Byłaby nieszczęśliwym człowiekiem

Jak się czułem jesienią 1990 roku, gdy odeszła Ita? Tego nie da się opisać, ale przecież trzeba było iść dalej. Na własne usprawiedliwienie powiem, że Ita także nie zachowała się „w porządku” wobec mnie. Istnieje taka zabawa „potrzymaj dziecko”. Piszę oczywiście w przenośni. Tym „dzieckiem”, którego ani nie można wyrzucić, ani zapomnieć o jego nakarmieniu, był dla mnie Związek Polaków na Łotwie. Jakoś ciągnąłem ten wózek, ale później cała nasza praca poszła na marne.

Gdyby Ita nie zginęła tragicznie, chyba byłoby nieco lepiej. Niestety wśród Polaków łotewskich nie udało się znaleźć osób, które godnie zastąpiłyby Itę. Ludzi wystarczająco obdarzonych inteligencją, temperamentem i patriotyzmem, którzy przejęliby od niej pochodnię. No cóż, trudno. Jest kilka przyczyn, dla których Związek Polaków na Łotwie wcześniej czy później upadnie. On przecież istnieje tylko nominalnie. Pierwszą przyczyną jest stosunek władz łotewskich do mniejszości narodowych, drugą stosunek Warszawy do tego, co ma tu miejsce, a trzecią są obywatele łotewscy polskiego pochodzenia, którzy oddali się na służbę państwu łotewskiemu, ale nic nie udało im się wywalczyć dla własnej społeczności. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo.

Jaki byłby Związek, gdyby żyła Ita? O związku mówić trudno, ale sama Ita byłaby nieszczęśliwym człowiekiem. Trzeba się zapytać, jaki jest stosunek obecnej władzy łotewskiej do tych, którzy trzymają się alternatywnych poglądów. Taki człowiek albo byłby przez system złamany, albo stałby się trybikiem w maszynie. Istnieje takie brzydkie słowo, którym nazywamy ludzi, którzy sprzedali się, stracili sumienie, których kupiono „za kanapki”. Nie będę wymawiał tego słowa, ale może i lepiej, że Bóg zaoszczędził Icie przeżywania tego?

Ona by na tym straciła zdrowie. Co mogę powiedzieć. 1990 rok to był czas, który przypominam sobie z nostalgią. Czas walki o Łotwę, a zarazem o przyszłość Polaków znad Dźwiny. Kiedy ludzie wierzyli w to, co robią i robili to, nie wiedząc, co przyniesie przyszłość. Dziś minęło trzydzieści lat, zarówno Polska, jak i Łotwa się zmieniła.

Czy dziś ktoś wspomni Itę?

Urodził się w 1949 roku w Rydze, jego matką była działaczka polska Regina Mieszkowska, której rodzice pochodzili z Wileńszczyzny. Autor tekstu ukończył studia na Uniwersytecie Łotewskim, uzyskał doktorat z dziedziny biologii. Był autorem książek z dziedziny botaniki. W 1988 roku zaangażował się w działalność polonijną, został członkiem grupy inicjatywnej Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Polaków na Łotwie, które później przekształciło się w Związek Polaków na Łotwie (ZPŁ). W 1989 roku Zbigniew Mieszkowski objął funkcję prezesa ryskiego oddziału ZPŁ, później był także przez pewien czas wiceprzewodniczącym ogólnorepublikańskiego ZPŁ. Zachowuje krytycyzm wobec kierunku, w którym od lat podąża mniejszość polska w państwie łotewskim.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

5 KOMENTARZE

    • Panie Tomaszu, nie będziemy cenzurować zasłużonego działacza polonijnego, bliskiego współpracownika Ity Kozakiewicz i jej przyjaciela. Proszę przeczytać tekst do końca, a nie tylko dwa pierwsze zdania.

  1. Na Lotwie w czasy radziecki nie bylo polskich szkol dla tego ,czemu dziadkowie i rodzice nas nauczyly,tak na Lotwie i rozmawialismy. Moja babcia uczyla mnie polskiej gramatyce z ksiazeczki do nabozenstw,zadnych innych ksiazek nie bylo,nie mielismy kontaktow z Polska.Pamietam,pozwolona nam z mama odwiedzic mamy rodzine w Polsce,w Lodzi pierwszy raz tylko w 1989 roku.Rodzina przyjela nas bardzo cieplo,ale polace nie byli do nas dobrze nastawieni, nazywali na s russkimi. Krytykowac latwo…

    • Jesteśmy pełni uznania w determinacji w zachowaniu polskości, wiemy, że nigdy nie było to łatwe, zwłaszcza przed 1991 rokiem. Przykro też czytać o reakcjach naszych rodaków, mamy nadzieję, że był to tylko nieznaczący margines.

    • Pani Ireno, dziękujemy za wpis. Smutny jest los Polaków łotewskich. Ale cieszę się, że zachowujecie swoją tożsamość, łączność z polskością i krajem. Zapraszamy do czytania tekstów o Polakach na Łotwie na łamach Przeglądu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj