Tłumacz języka litewskiego: Polacy są politykami, a Litwini poetami

-

Kraków. Rynek Starego Miasta. W jednej z kawiarń spotykam się z Kamilem Pecelą. Kawę zamawiamy po polsku, a rozmawiamy po litewsku, gdyż Kamil jest tłumaczem z tego języka. Kulturą litewską mój rozmówca zainteresował się podczas studiów na polonistyce na Uniwersytecie Jagiellońskim. Później obronił dysertację doktorską poświęconą litewskiemu pisarzowi i publicyście Rapolasowi Mackonisowi. Obecnie tłumaczenia z języka litewskiego to jego chleb powszedni.

Karierę tłumacza Kamil Pecela rozpoczął od przekładu pierwszego rozdziału monografii Mindaugasa Kvietkauskasa Polifonia literatury w Wilnie okresu wczesnego modernizmu 1904–1915, który zaproponowała mu jego wykładowczyni, historyczka literatury litewskiej i tłumaczka dr Beata Kalęba. Obecnie mój rozmówca ma na swoim koncie osiem przełożonych z języka litewskiego książek. Kamil był współautorem tłumaczeń takich książek jak Poszukiwanie optymizmu w epoce pesymizmu. Europa Wschodnia – przeczucia i prognozy Tomasa Venclovy i Leonidasa Donskisa oraz Proteusz i radykalna wyobrażeniowość Kristupasa Saboliusa, przełożył wypowiedzi Litwina w Rozmowie Litwina z Polakiem Herkusa Kunčiusa i Piotra Kępińskiego. Najnowsze jego tłumaczenie to Wizje stosunków polskolitewskich w środowiskach emigracji 1945–1990 autorstwa Giedrė Milerytė-Japertienė. Wkrótce w polskich księgarniach mają ukazać się również inne tłumaczenia mojego rozmówcy: przewodniki po architekturze Wilna i Kowna, Wileński poker Ričardasa Gavelisa oraz wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė pt. Litwini nad Morzem Łaptiewów.

Przeczytaj także:  Rozmowa ludzi wolnych – recenzja „Rozmowy Litwina z Polakiem” Piotra Kępińskiego i Herkusa Kunčiusa

Misja – prezentacja kultury litewskiej w Polsce

Przekładu najbardziej znanego utworu Gavelisa Kamil Pecela podjął się z własnej inicjatywy: „Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych powieści. W Polsce nadal nie mamy wielu ważnych litewskich książek. Na przykład nie ukazało się dotąd nic z twórczości Jurgi Ivanauskaitė”. Czy tłumaczenia Wileńskiego pokera Kamil podjął się z uwagi na jego wartość literacką, czy z powodu sentymentów Polaków do litewskiej stolicy? „Wileński poker nie nadaje się do wzmacniania sentymentów, a zwłaszcza stereotypów. Wilno dla Polaków to utracona Arkadia, a Gavelis takie wyobrażenie burzy, przedstawia miasto zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że w Polsce musimy zobaczyć Wilno Gavelisa, aby dostrzec i lepiej zrozumieć perspektywę litewską”.

Zdaniem Kamila Peceli litewskie postrzeganie doświadczenia Syberii jest inne niż polskie czy rosyjskie, dlatego uznał, że warto przetłumaczyć wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė. W przekonaniu mojego rozmówcy w polskiej perspektywie wyraźny jest mesjanistyczny sposób myślenia o narodzie. Rosyjska analiza gułagu jest bardzo skomplikowana, niejednoznaczna i fatalistyczna, a Dalia Grinkevičiūtė, w jego opinii, nie zastanawia się nad sensem zesłania, bardziej koncentruje się na konkretnych, bliskich osobach, na sobie, na przetrwaniu – jej perspektywa jest ludzka. Kamila Pecelę najbardziej interesuje jej silna osobowość.

„Swoje tłumaczenia uważam za misję pokazania Polakom, co jest wartościowego w litewskiej literaturze i kulturze” – mówi mój rozmówca i wymienia autorów, których chciałby przełożyć na język polski w przyszłości: Romualda Granauskasa, Jurgę Ivanauskaitė, Aleksandrasa Štromasa, Vytautasa Kavolisa i innych.

„Kultura litewska różni się od polskiej. U was, na przykład, postmodernizm pojawił się wcześniej. Być może wynikało to z używania języka ezopowego, a może dlatego, że umiecie grać, jesteście artystami: mam wrażenie, że na Litwie wszyscy coś tworzą. W Polsce mieszkają politycy, a na Litwie poeci” – dzieli się spostrzeżeniami Kamil Pecela.

Sam przekład najczęściej jest finansowany ze środków Instytutu Kultury Litwy, jednak na wydanie książki środków należy szukać w Polsce i nie jest to proste. „Nie dlatego, że jest to literatura litewska, po prostu dlatego, że to literatura. Niestety, Polacy za dużo nie czytają” – mówi tłumacz. Żartuje, że będąc w Krakowie, szczególnie na Rynku, wręcz wypada mieć ze sobą książkę, jednak sytuacja wygląda inaczej w innych miejscach Polski.

Chociaż praca Kamila Peceli nie należy do łatwych i wielką jej część stanowi jego własna inicjatywa, rozmówca przyznaje, że wykonuje ją z ciekawości i serdeczności, a może nawet miłości. Wspomina, iż w takich litewskich instytucjach jak Ambasada Litwy w Polsce, w Instytucie Kultury Litwy, Litewskim Instytucie Literatury i Folkloru oraz na litewskich uniwersytetach jest przyjmowany z otwartością.

Z Krakowa do Wilna 

„Poczułem jakąś siłę, która zmusiła mnie do zainteresowania się literaturą litewską, zacząłem ją czytać, a później tłumaczyć” – wspomina czasy studiów Kamil Pecela. Szczególnie jego uwagę zwrócił pewien fragment z wiersza Antanasa Strazdasa: „Šaukia visi: bloga diena,/ Kiškis miežius sugadino, –/Necnata, necnata.“. Tekst ten go bardzo rozbawił i zachęcił do poznania dziwnie brzmiącego języka.

Przyszły tłumacz bardzo szybko połknął bakcyla lituanoznawsta. Pracę doktorską poświęcił autorowi, o którym większość mieszkańców Litwy nawet nie słyszała. Na początku chciał się skupić na literaturze w Wilnie w okresie międzywojennym, ale gdy zaczął zgłębiać temat zrozumiał, że materiału jest zbyt wiele. Wówczas na przedmiot swoich badań wybrał Rapolasa Mackonisa (1900–1982), ponieważ z grona Litwinów wileńskich napisał on najwięcej, ponadto pozwalano mu na publikację swoich tekstów w Wilnie, pomimo że nie wszyscy mieli taką szansę – Polacy znacząco ograniczyli Litwinom swobodną twórczość i jej publikację. „Był w pewnym stopniu nacjonalistą, czasami nazywa się go polakożercą. Interesowało mnie dlaczego Polacy pozwolili mu pisać i wydawać swoje prace w Wilnie. Dlaczego jego twórczości wszędzie było pełno, a na przykład Mykolas Biržiška został z Wilna usunięty” – zastanawia się rozmówca.

I odpowiada: „Gdy ukazały się pierwsze książki Mackonisa w 1926 roku, być może Polacy nie zrozumieli jeszcze co się dzieje, a może w Wilnie czuli się już tak bezpiecznie, że nie odczuwali potrzeby usuwania nikogo. Później Mackonis pisał w łagodniejszym tonie. Działała cenzura. Jednocześnie część jego książek była wydawana w Kownie, a potem przywożona do Wilna”. Zdaniem Kamila Peceli niektóre aspekty twórczości Mackonisa można porównać z Buntem rojstów Józefa Mackiewicza, którego prace są obecnie tłumaczone na język litewski. Ten zbiór reportaży, który ukazał się jeszcze w okresie międzywojennym, tak samo jak twórczość Mackonisa, jest książką wymierzoną w ówczesny system. Główna różnica polega na tym, jak twierdzi rozmówca, że Mackiewicz był dobrym literatem, a Mackonis nie.

Jego zdaniem twórczość Mackonisa nie jest dobrą literaturą w sensie artystycznym, ma wartość przede wszystkim jako kronika, w oparciu o którą można zrekonstruować ogólny obraz tamtych czasów: „Był ważną postacią dla litewskiej literatury, kultury i społeczeństwa w Wilnie. Między innymi dzięki niemu kultura litewska w Wilnie mogła przetrwać”.

W okresie międzywojennym Rapolas Mackonis wydał, wśród innych tekstów literackich, siedem powieści, z których najbardziej znane to Szarzy bohaterowie (lit. Pilkieji didvyriai) i Trudna droga (lit. Sunkus kelias). Ukazały się także jego polityczne i propagandowe broszury, bardzo obfita jest publicystyka Mackonisa. Po śmierci autora i odzyskaniu niepodległości przez Litwę staraniem jego córki, popularnej autorki powieści detektywistycznych Birutė Mackonytė, ukazało się kilka tomów jego wspomnień: Od kawiarni do kawiarni (lit. Iš kavinės į kavinę), Dwunastu księży wileńskich (lit. Dvylika Vilniaus kunigų), Stare pokolenie wilnian (lit. Senoji vilniečių karta) i Zapiski świadka wieku (lit. Amžiaus liudininko užrašai). Zdaniem Kamila Peceli warto poznać postać Mackonisa pomimo jego „skomplikowanego” stosunku do Polaków i rozmawiać o wszystkim otwarcie i bez kompleksów.

„Kultura litewska w międzywojennym Wilnie była słaba. Przyznaję, że również z naszej winy. Wyrzuciliśmy z miasta ważnych dla litewskiej kultury ludzi, nie pozwoliliśmy Litwinom swobodnie działać” – mówi dr Pecela. Po ultimatum Polski do Litwy w 1938 roku sytuacja się zmieniła: mieszkający w Wilnie Polacy i Litwini zaczęli się ze sobą komunikować i realizować wspólne przedsięwzięcia. Na przykład Juozas Kėkštas i Albinas Žukauskas współpracowali z żagarystami, co objawiło się chociażby poprzez wzajemne tłumaczenia.

Przeczytaj także:  Od „zimnej wojny” do normalizacji – polskie ultimatum wobec Litwy w 1938 roku

Z Wilna do Krakowa

„Kraków ze wszystkich miast Polski jest najbardziej podobny do Wilna” – mówi Kamil Pecela. – „Główna różnica polega na tym, że Kraków posiada centrum, a Wilno nie. Z tego powodu jest dla mnie ciekawsze.”

Rozmówca przygotował trasę spaceru po litewskim Krakowie. Łączy ona miejsca związane z Litwą – pomniki, domy, w których mieszkały ważne postacie historyczne, czy kościoły. W Krakowie mieszkało wielu znanych Litwinów i osób związanych z Litwą. Przede wszystkim na myśl przychodzi Czesław Miłosz, który spędził tu ostatnich dziesięć lat życia. Wśród nich jest również krytyk literacki, prekursor litewskiej eseistyki i ekscentryczna postać znana Polakom przez związek z kabaretem „Zielony Balonik” – Józef Albin Herbaczewski, który w 1904 roku wraz z malarzem Adomasem Varnasem założył Litewskie Towarzystwo „Rūta“. W działalności stowarzyszenia uczestniczyli mieszkający w Krakowie Litwini: Sofija Kymantaitė, Petras Rimša, Justinas Vienožinskis, Kazimieras Ulianskis, Jurgis Šlapelis, Adalbertas Staneika i Zigmas Skirgaila.

„Uważali oni, że przyczyną naszych konfliktów jest brak wiedzy. Ich zdaniem Polacy przestaliby traktować Litwinów jak rosyjskich szpiegów, gdyby dowiedzieli się o nich więcej” – opowiada dr Kamil Pecela i zwraca uwagę, że nieopodal kawiarni, w której rozmawiamy, znajdowała się biblioteka „Rūty”. To tam Michał Römer napisał swoją pracę pt. Litwa: studyum o odrodzeniu narodu litewskiego. Mój rozmówca żartuje, że dzisiaj to on kontynuuje misję Herbaczewskiego: zwiększania wiedzy Polaków o Litwinach, m.in. prowadząc profil na Facebooku „Kultura Litwy”. Informuje na nim o wydarzeniach i zjawiskach w Polsce, które są związane z kulturą litewską.

W Krakowie mieszkał również Józef Angrabajtis – introligator i książkonosz, wydawca nielegalnych książek litewskich z czasu zakazu druku książek litewskich czcionką łacińską, który przybył do Krakowa i prowadził tu sklep z dewocjonaliami, wydawał i przesyłał na Litwę modlitewniki oraz wspierał studentów z Litwy. Jak opowiada mój rozmówca, o pożyczkę zwracał się do niego także Herbaczewski. Katolik Angrabajtis pomagał mu, nie zważając na „okultystyczne” skłonności Herbaczewskiego. Czy wiedział, że pożyczonych pieniędzy Herbaczewski raczej mu nie zwróci?

Artykuł pierwotnie ukazał się na portalu Bernardinai.lt Przedruk w Przeglądzie Bałtyckim za zgodą redakcji. Tłumaczenie z języka litewskiego Małgorzata Stefanowicz.

Doktorantka w zakresie nauk politycznych na Uniwersytecie Wileńskim, pracowała jako dziennikarka w dzienniku „Lietuvos žinios”, obecnie jest redaktorem naczelnym portalu Bernardinai.lt, pracowała również w Centrum Edukacji Obywatelskiej przy Kancelarii Prezydenta Litwy.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

3 KOMENTARZE

  1. To Lublin jest najbardziej podobny do Wilna, a nie Kraków. Architektura, atmosfera i wspólna przeszłość przemawia właśnie za Lublinem, choć Kraków też troszkę do Wilna może porównywać.

    Przeciw Lublinowi przemawia tylko jego wielkość, w porównaniu ze znacznie jednak większym Wilnem.

  2. Mirosław, Pan raczy żartować! W czym niby Wilno przypomina Kraków?! To, przez ponad sto lat, były zupełnie inne zabory, z zupełnie inną architekturą. Gdzie w Krakowie ma Pan tyle klasycyzmu?!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj