Litwa przed stu laty: początki armii niepodległego państwa

-

Pięknym zwieńczeniem roku 1918 – którego stulecie właśnie obchodzimy – były niewątpliwie wydarzenia z 23 listopada, kiedy powołane zostało Wojsko Litewskie, i z 29 grudnia, kiedy wydana została odezwa „Do obywateli Litwy”, nawołująca wszystkich mieszkańców Litwy do stanięcia w obronie swojego nowo powstałego państwa. Przyjrzyjmy się bliżej początkom i najważniejszym aspektom organizacji litewskiej samoobrony.

5 października 1918 roku nowy kanclerz Niemiec książę Maximilian von Baden ogłosił, że uznaje historyczną, 14-punktową deklarację prezydenta USA Woodrowa Wilsona i gotów jest zgodzić się na powstanie państw narodowych na terytoriach znajdujących się pod niemiecką okupacją. Von Baden częściowo próbował w ten sposób powstrzymać upadek imperium, jednak jego oświadczenie miało szczególnie mocny wydźwięk.

Augustinas Voldemaras. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Już 11 listopada niepodległość ogłosiła Polska, a tydzień później – Łotwa. W międzyczasie Litwa musiała postarać się, żeby jej wcześniej proklamowana niepodległość nie pozostała tylko pustą deklaracją. Dlatego też w tym czasie pracę rozpoczął pierwszy rząd niepodległej Litwy, na czele którego stanęła postać kontrowersyjna, ale i charyzmatyczna – historyk Augustinas Voldemaras. Jego rządowi zawdzięczamy dekret z 23 listopada, który wspominamy obecnie jako początek armii litewskiej.

Trzeba jednak przyznać, że pierwszy premier litewskiego rządu, choć był utalentowanym naukowcem, w czasie geopolitycznych przemian pod koniec 1918 roku nie wykazał się dalekowzrocznością. Wydawało mu się, że Litwa w ciągu najbliższych lat nie dozna realnej agresji i państwu wystarczy mała armia wykonująca raczej funkcje policyjne. Voldemaras miał nadzieję, że o sytuacji w Europie zadecyduje zwycięska w I wojnie światowej Ententa, która zapobiegnie groźbie ponownego konfliktu zbrojnego. Te nadzieje okazały się bezpodstawne. Jedno z pierwszych oczywistych zagrożeń nadeszło ze Wschodu.

Prawą ręką ministra obrony Voldemarasa był generał Kiprijonas Kondratavičius (wcześniej m.in. członek Rady Białoruskiej Republiki Ludowej, w białoruskojęzycznych źródłach występujący jako Kipryjan Kandratowicz – przyp. red.). Choć z całego serca nienawidził bolszewików, był przede wszystkim patriotą carskiej Rosji, stojącym po stronie „Białych” w rosyjskiej wojnie domowej. Litwa była dla niego tylko jednym z etapów tej wojny – tutaj trzeba było bez wątpienia zatrzymać bolszewizm, jednak dalszy los Litwy nieszczególnie interesował wiceministra obrony…

Podobne było stanowisko wielu rosyjskich oficerów, których Voldemaras chętnie angażował do pomocy. Irytowało to niejednego litewskiego wojskowego. Vincas Grigaliūnas-Glovackis (oficer litewski, później generał; w okresie międzywojennym oficer sztabu generalnego oraz adwokat – przyp. red.)  powiedział o Kondratavičiusie: „Teraz twierdzi, że jest Białorusinem, lecz naprawdę był stuprocentowym czarnosecinnym kacapem”. Grigaliūnas-Glovackis swoje stwierdzenie uzasadniał tym, że nawet w sztabie wojennym Kondratavičus żądał tłumaczenia dokumentów na rosyjski, bo język litewski, którego nie znał, uważał jedynie za „język chłopski”.

Inne nastawienie demonstrowali młodzi, lecz ambitni litewscy wojskowi, jak na przykład twórca narodowych oddziałów w składzie armii rosyjskiej Kazys Škirpa, który jako pierwszy zapisał się do litewskiego wojska jako ochotnik. Dzisiaj kontrowersyjnie oceniany ze względu na działalność w okresie II wojny światowej Škirpa odegrał wówczas jednoznaczną rolę w tworzeniu litewskiej armii (współcześnie Škirpa, uchodzący za polityka proniemieckiego, bywa oskarżany o kolaborację z III Rzeszą – przyp. red.).

Škirpa uważał, że inicjatywa obrony ojczyzny powinna należeć do tych, którym jest ona naprawdę droga, podczas gdy rosyjscy wojskowi, choć może mieli doświadczenie, to losem Litwy byli mniej zainteresowani. Zastanawiał się on, co się stanie, jeśli w imię zwycięstwa w walce przeciwko bolszewizmowi oddadzą oni część lub całą Litwę większym krajom – Polsce lub Niemcom. Miały one przecież większe możliwości przeciwstawienia się bolszewikom…

Takie opinie nie były pozbawione podstaw. W cywilizowanej Europie nie brakowało ludzi sugerujących, że trzeba zjednoczyć siły i wspólnie zadać cios barbarzyńskiemu bolszewizmowi. Jedną z najbardziej znanych, czy mówiąc dokładniej później wsławionych osób, które podzielały taką opinię, był ówczesny minister w rządzie Wielkiej Brytanii Winston Churchill. Jego zdaniem w celu zmiecenia bolszewizmu z powierzchni ziemi każdy środek był dozwolony, włącznie z bronią chemiczną. Dążeń Churchilla do wojny z Rosją Sowiecką nie poparł jednak nawet jego własny rząd.

Więcej silnej woli było w odrodzonej Polsce, która chciała odtworzyć swoje państwo w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów obowiązujących jeszcze w 1772 roku i dlatego też Rosję postrzegała jako geopolitycznego przeciwnika. Interesy litewskie i polskie były w oczywisty sposób sprzeczne, bo nowa, tworzona na etnicznych podstawach Polska, otwarcie chciała dominować na całym obszarze dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a Litwinom, jak i Białorusinom, Ukraińcom, Żydom i Łotyszom pisany byłby los mniejszości narodowych. Innym możliwym punktem oparcia byli pokonani w wojnie Niemcy, których armia wciąż jeszcze przebywała na Litwie.

Równolegle do tych procesów powstała inicjatywa, aby obronę kraju organizować razem z Białorusinami. Właśnie dlatego część armii była kompletowana w Kownie, gdzie miał nią dowodzić pułkownik Pranas Liatukas, posiadający doświadczenie zdobyte podczas I wojny światowej, a pozostała część, składająca się głównie z etnicznych Białorusinów, kompletowana była w Grodnie. Tu miał nią dowodzić pułkownik Mikołaj Ławrentiew. Pod koniec 1918 roku narodowe aspiracje Litwinów i Białorusinów często postrzegano zatem jako zbieżne. Szczególnie aktywny był tu białoruski działacz narodowy pułkownik Kanstancin Jezawitau, często uzgadniający swoje stanowisko z Litwinami, który starał się również o to, aby w skład nowo powstającego państwa byli włączeni także Żydzi.

Na początku grudnia 1918 roku w dawnej guberni grodzieńskiej odbył się zjazd białoruski, na którym pojawił się pomysł przyłączenia się do Litwy. Litewski rząd chętnie przystał na powiększenie terytorium o część białoruską. Może zaważyła na tym pamięć o historycznym Wielkim Księstwie Litewskim, a może i to, że ani Białorusini, ani Litwini nie chcieli pozostać częścią Rosji ani stać się częścią odrodzonej Polski. Z drugiej strony, część litewskich wojskowych krytykowała również plany przyciągnięcia Białorusinów. Między 28 listopada a 2 grudnia odbyło się posiedzenie Rady Litwy w czasie którego premier Voldemaras, nieufny wobec litewskich możliwości obronnych, nerwowo mówił:

„W Mińsku jest białoruska organizacja. Jeśli tam ona się nie utrzyma, to wycofa się do Wilna. To dotknie i inne narody. Własnymi siłami niezbyt długo będziemy się mogli bronić. Na Niemcach nie możemy się długo opierać. Trzeba zatroszczyć się o kontakty z Ententą. Tym zajmują się nasi wysłannicy. Niemcy się zgadzają. Być może sami doczekają się oddziałów Ententy”.

Voldemaras w jednym się nie pomylił – 10 grudnia Armia Czerwona rzeczywiście zajęła Mińsk i posuwała się dalej. Zarzuty litewskich oficerów wobec premiera poparł również członek Rady Litewskiej, sygnatariusz Aktu 16 Lutego, Aleksandras Stulginskis.  Było dla niego niezrozumiałe, dlaczego w niektórych formacjach armii, np. w lotnictwie, dominują rosyjscy wojskowi, którzy marzą o tym, żeby przyłączyć się do ruchu „Białych” i wciągnąć Litwę w rosyjską wojnę domową. Voldemaras odpowiedział Stulginskisowi, że litewskich specjalistów nie ma, a polskim nie ufa, bo ich celem będzie odtworzenie wielkiej Polski, w której nie będzie miejsca dla litewskiej autonomii kulturalnej.

Dlatego też orientował się na Białorusinów, Żydów, a nawet Niemców, a szczególnie pruskich Litwinów, służących w armii niemieckiej. Postawiony przez Voldemaras cel, jakim było stworzenie wielonarodowościowej armii, wynikał z czysto praktycznego powodu – braku doświadczonych litewskich wojskowych. Bądź co bądź, katoliccy Litwini byli w armii Imperium Rosyjskiego dyskryminowani i nie mogli zajmować wyższych stanowisk. Stulginskis jednak nie odpuszczał, obawiał się, że wycofujący się Niemcy wpuszczą do Wilna Polaków, którzy jako lepiej zorganizowani natychmiast wypchną Litwinów z miasta. Szczególnie interesującą myślą w tym kontekście podzielił się sygnatariusz Aktu 16 Lutego Jonas Vileišis. „Wojsko musi być państwowe. Pułki narodowościowe nie obronią Wilna” – stwierdził. Ciekawy i dość logiczny był pogląd Vileišisa na temat przeciwstawienia się bolszewizmowi: „Boicie się bolszewizmu? Stańcie na prawdziwych fundamentach demokracji, a niczego nie będziecie musieli się bać”.

Choć Przewodniczący Rady Litewskiej Antanas Smetona jeszcze jakiś czas wcześniej radził Litwie „wrócić” do Europy przez Niemcy, to teraz był już bardziej ostrożny i mówił wręcz, że Niemców trzeba się obawiać bardziej nawet niż bolszewików. W tym przypadku opinia przewodniczącego była wyjątkiem. Sami Niemcy zmienili swoją strategię wobec Litwinów. Niemiecki generał Hoffmann (Max – przyp. red.) popierał pomysł, aby biskupem Wilna został Litwin, a nie Polak. Kiedy odmówił tego sygnatariusz Aktu 16 Lutego ks. Kazimeras Steponas Šaulys, który niegdyś przekazywał ów Akt w ręce Hoffmanna, na jego miejsce 1 grudnia wybrano Jerzego Matulewicza (Jurgisa Matulaitisa), później ogłoszonego błogosławionym przez Kościół katolicki za próbę pogodzenia wileńskich Polaków i Litwinów. To był czytelny znak, że Litwa może zachować Wilno. Do tego pomoc przegranych w wojnie, ale mimo to pozostających regionalnym mocarstwem Niemiec była niezbędna.

Kiprijonas Kondratavičius

W tym samym czasie litewscy wojskowi, niechętni Kondratavičiusowi, postanowili znieść stopnie wojskowe. Metoda ta, przypominająca zastosowane przez bolszewików, nie była popularna, jednak w ten sposób udało się ograniczyć wpływy rosyjskich oficerów, którzy byli skłonni wykorzystywać swoją wyższą pozycję w hierarchii. Kondratavičius z kolei widział w Litwinach potencjalnych zwolenników bolszewizmu, dlatego też stawał się coraz bardziej zamknięty i niechętny do rozmów. Wkrótce litewscy oficerowie zaczęli ignorować rozkazy wydawane po rosyjsku, a nawet przestali oddawać honory przechodzącemu dowódcy.

Kiedy w litewskiej armii zapanował chaos, w Wilnie organizowały się dwie inne potencjalne siły. Przy ulicy Užupio 5 (pol. Zarzeczna – przyp. red.) powstał sztab polskich Legionów, z nadzieją, że Wilno szybko stanie się częścią Polski, a przy ulicy Varnų 5 (pol. Wronia – przyp. red.) sztab bolszewików, dla których Wilno było tylko jedną z pierwszych stacji w przemarszu na Zachód, w oczekiwaniu najpierw europejskiej, a później światowej rewolucji… Tu na nadchodzącą Armię Czerwoną już czekali lokalni zwolennicy – często całkowicie nieświadomi tego, jak naprawdę wygląda bolszewizm, ale wierzący w utopijne obietnice lepszego jutra. Niespokojna sytuacja w Wilnie – rozboje dokonywane przez rosyjskich jeńców i oczekujących na powrót do domu Niemców – pokazywała, że wojsko jest potrzebne także po to, by bronić zwykłych mieszkańców Litwy.

Kontrolujący kraj Niemcy nie byli już w stanie powstrzymać organizowania się armii litewskiej, a zarazem byli skłonni do negocjacji z dopiero co rodzącym się państwem polskim. Niemcy obawiali się, że silna Polska wystawi im swój rachunek, dlatego też planowano wykorzystać Litwę jako możliwy przedmiot wymiany. W tej sytuacji politycy litewscy musieli zręcznie lawirować.

Sytuacja była bardzo skomplikowana. Negocjując z Niemcami Kondratavičius zdradził, że  litewskie siły zbrojne składają się z nie więcej niż 500 w pełni przygotowanych ludzi. Škirpa, razem z przyszłym architektem, a wówczas wojskowym, Vytautasem Landsbergisem-Žemkalnisem udali się do członka Rady Litewskiej, sygnatariusza Aktu 16 Lutego, Petrasa Klimasa i próbowali ustalić, co robić w tak krytycznym położeniu. Sytuacja pogarszała się szybko – w grudniu pierwsze oddziały bolszewickie zaczynały wkraczać na terytorium Litwy. Premier Voldemaras w desperacji rozsyłał noty do różnych państw europejskich z prośbą o pomoc. W czasie gdy zbliżała się Armia Czerwona, część wojska litewskiego wycofała się do Olity, a Białorusini do Grodna. W Wilnie coraz głośniej agitowano o nadchodzącej „świetlanej przyszłości”. Nie zwracając uwagi na tę sytuację Voldemaras udał się do Niemiec, by negocjować udzielenie pożyczki dla Litwy.

Wojskowi, którzy pozostali na Litwie, zdecydowani by bronić ojczyzny z bronią w ręku, a jeśli będzie trzeba, nawet i polec w walce, skłonni byli uważać, że premier wyjeżdżając, uciekał przed odpowiedzialnością. Dlatego niedługo potem nastąpił kryzys, który pozbawił stanowiska zarówno premiera Voldemarasa, jak i jego prawą rękę – wiceministra obrony Kondratavičiusa. Oficerowie zaczęli szukać nowej osoby, która zjednoczyłaby naród w obliczu niebezpieczeństwa. Przyczyna była bardziej niż pożałowania godna. 22 grudnia w popłoch wpadł również – pozbawiony swego głównego politycznego protektora Voldemarasa – faktycznie dowodzący armią Kondratavičius. Wysłał on wojsko do Kowna, a samo Ministerstwo Obrony do Grodna i polecił wszystkim zebrać się 6 stycznia 1919 roku, czyli po dwóch tygodniach… Jednak wydarzenia bardzo szybko wyprzedziły te plany.

Mykolas Sleževičius

Przez wojskowych takie zachowanie zostało uznane jeśli nie za otwarty sabotaż, to co najmniej za haniebne tchórzostwo, a dni Kondratavičiusa na czele litewskiego wojska były policzone. Co prawda, mieszkańców ziem dawnej guberni grodzieńskiej można było przyciągnąć tylko rzeczywistymi ideami federacyjnymi, podczas gdy propagowanie litewskiej idei narodowej, co oczywiste, nie mogło być zaakceptowane przez tych, którzy nie uważali się za etnicznych Litwinów. Nie usprawiedliwia to jednak działań Kondratavičiusa, ponieważ zbyt długo pozwalał on sobie na ignorowanie orientacji etnicznej samych Litwinów. Patriotycznie nastawieni litewscy oficerowie przyznawali, że trzeba znaleźć kompromis pomiędzy Litwinami a mniejszościami narodowymi. Uosobieniem takiego kompromisu stał się Mykolas Sleževičius, który dopiero co wrócił z Rosji. Chociaż był litewskim patriotą, zaakceptowali go również Białorusini i Żydzi. Krążyły legendy, jakoby w 1905 roku, podczas pogromu Żydów w Odessie Sleževičius jako przewodniczący lokalnej wspólnoty litewskiej, miał wręcz stanąć po stronie Żydów i próbować walczyć wraz z nimi.

Na posiedzeniu Rady Litewskiej 23 grudnia 1918 roku Sleževičius wezwał wszystkich do zachowania spokoju i ogłosił, że chciałby stworzyć rząd koalicyjny obejmujący wszystkie stronnictwa polityczne. Jego trzeźwe, lecz zdecydowane przemówienie wyróżniało się na tle tamtej wypełnionej emocjami chwili, tak że wkrótce oficerowie zaczęli wznosić okrzyki poparcia dla Sleževičiusa. Tego samego dnia pozostali członkowie Rady Litewskiej wraz z jej półgodzinnym dyktatorem Šilingasem (Stasys Šilingas, pol. Stanisław Szyling; stojący na czele Rady pod nieobecność Smetony – przyp. red.) powierzyli Sleževičiusowi funkcję Naczelnego Wodza Armii. Ani przedtem, ani potem taka funkcja na Litwie nie istniała, jednak po niedługim czasie zrzekł się on tego pretensjonalnego stanowiska, został natomiast drugim premierem Litwy oraz sformował nowy rząd. Sleževičius zabrał się natychmiast do pracy, korzystając z nieformalnego doradztwa Škirpy, któremu zaufał, szybko zwolnił ze służby w wojsku Kondratavičiusa, a na stanowisko ministra obrony – w miejsce w zasadzie niezdolnego wypełniać tych obowiązków premiera Voldemarasa – powołał pułkownika Mykolasa Vėlykisa.  Postanowiono usunąć ze sztabu armii wszystkich białogwardzistów, a w ich miejsce powołać oficerów litewskich. Prawie natychmiast zdecydowano się też na szeroki nabór ochotników.

Ogromne znaczenie miała przygotowana przez Sleževičiusa odezwa „Do obywateli Litwy” z 29 grudnia, w której wszyscy mieszkańcy Litwy, niezależnie od pochodzenia etnicznego, wyznawanej religii, światopoglądu czy pozycji społecznej, zostali wezwani do ochotniczego zgłaszania się do Litewskiego Wojska, a ci, którzy nie mogli tego zrobić – do aktywnej pomocy w obronie Litwy. Nadszedł czas rozpoczęcia walki o niepodległość. Ale ostatecznie do stanięcia w obronie ojczyzny została wezwana cała Litwa, która w nadchodzących latach obroniła swoje prawo do niepodległości.

Artykuł pierwotnie ukazał się na portalu Delfi.lt w ramach projektu edukacyjnego LT1918. Przedruk w Przeglądzie Bałtyckim za zgodą redakcji. Tłumaczenie z języka litewskiego Anna Krawczyk. Tytuł od redakcji Przeglądu Bałtyckiego.

Litewski historyk, ukończył studia na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie, kontynuuje naukę na studiach doktoranckich na macierzystej uczelni. Od 2014 roku pracuje w Muzeum Miasta Kowna. Był uczestnikiem ekspedycji „Misja Sybir”, przewodniczącym zarządu Litewskiego Stowarzyszenia Historii Wojskowości oraz jednym z inicjatorów projektu LT1918, publikował m.in. na portalach Delfi.lt, Bernardinai.lt oraz w czasopismach naukowych.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj