Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Bliżej do Berlina niż do Moskwy

Mieszkańcy rosyjskiego okręgu wokół Królewca patrzą z tęsknotą na Europę.

Z dużą otwartością mieszkańcy regionu wokół byłego Królewca mówią o sprawach politycznych. Mały ruch graniczny z Polską ułatwia życie.

Przeczytaj także:  Kaliningrad - mniej Europy, więcej Rosji
Przeczytaj także:  Z powrotem do Königsbergu

Kłajpeda. Od upadku Rzeszy Niemieckiej i jej najbardziej na wschód wysuniętej prowincji Prusy Wschodnie minęło 70 lat. Tam, gdzie się rozciągała, powstało nowe. Południowa część starych Prus Wschodnich należy od 1945 roku do Polski, północna, dawny Memelland z miastem portowym Memel, dzisiejszą Kłajpedą – do Litwy. Oba kraje są członkami Unii Europejskiej i są dla nas bez problemu osiągalne. By dotrzeć do środkowej części Prus Wschodnich z dawną stolicą Królewcem, potrzeba wciąż wysiłku. Okręg administracyjny (obłast) Kaliningrad – tak dziś nazywa się okolica – to eksklawa Rosji, do której wpuszczają tylko za wizą.

Przy czym zdobycie wizy to najmniejszy problem. Dla tego, który nie mówi po rosyjsku, prawdziwe problemy zaczynają się, gdy tylko wjedzie do obwodu, dlatego, że Rosjanie, których spotkałem, byli co prawda przyjaźni, ale po niemiecku, angielsku czy w jakimkolwiek zachodnim języku mówili tylko nieliczni. Dlatego każdemu, kto nie mówi po rosyjsku, zalecana jest zorganizowana podróż z hotelem, zakwaterowaniem oraz objaśnieniem tego, co się ogląda. Bez kompetentnej i płynnie mówiącej po niemiecku przewodniczki Diany moja podróż byłaby klapą.

I tutaj natrafiamy na najbardziej pozytywne wrażenie z tej podróży: ludzi. Zaskakująco przyjemne. Czas, gdy usiłowano możliwie silnie zepchnąć niemiecką przeszłość tego kraju do podświadomości, już minął. Świadczy o tym pozbawione uprzedzeń podejście do dziedzictwa pruskiego zarówno w mieście takim jak Tylża, gdzie w parku miejskim ustawiono ponownie (jako kopię) stary pomnik pruskiej królowej Luizy, jak i restauracja innych niemieckich pozostałości, np. zamku Georgenburg czy Trakanów (ros. Jasnaja Polana), gdzie pracuje się obecnie nad restauracją pozostałości budynków.

Ludzie, których spotkaliśmy, sprawiali wrażenie odprężonych i przyjaznych. Szczególnie stosunek do dzieci sprawia miłe wrażenie. Całe rodziny z rodzicami, dziadkami i dziećmi łazikują po promenadach i ulicach, małe dziewczynki w warkoczykach, kokardkach i ozdobnych utensyliach odpucowane na chodzące klejnoty. Niemniej zdumiewające jest coś innego: otwartość i wewnętrzna wolność, która cechuje rosyjskich interlokutorów, gdy mowa o sytuacji kraju, ludzi czy nawet o polityce. Bez porównania do tego, co mamy w pamięci z wcześniejszych pobytów w Rosji.

Zajęcie przez Putina Krymu i jego konsekwencje, mianowicie sankcje, są tak samo otwarcie krytycznie oceniane, jak sytuacja we własnym kraju, przy czym nie Rosja, a przede wszystkim obwód Kaliningrad, „eksklawa”, stoi tutaj w centrum uwagi.

„Jesteśmy obecnie tak samo odcięci od Rosji, jak Prusy Wschodnie po pierwszej wojnie światowej od Niemiec. Do Moskwy mamy 1200 kilometrów, do Berlina zaś tylko 600 i czujemy się bliżsi Europy niż pozostała część Rosji. Zaczynamy bezpośrednio odczuwać sankcje Putina na artykuły spożywcze, szczególnie owoce i warzywa, które do tej pory importowaliśmy z Polski. Brakuje nam ich i zaczęliśmy dla naszego użytku uprawiać kartofle, kukurydzę i zboże oraz wzmacniać hodowlę bydła. Także duże uprawy owoców. Ale zanim to wszystko zaskoczy, będzie już, miejmy nadzieję, po sankcjach. Bo jedno musi Pan wiedzieć: Rosjanie są leniwi. Oni wiedzą, że mają najbogatszy kraj na ziemi, bo bogaty w surowce. Musimy tylko wydobywać ropę i gaz i sprzedawać zachodowi, czy także złoto i inne metale, których mamy w bród” – słyszymy niektóre zdumiewające dla nas beztroskie wypowiedzi.

Zachód, dokładniej „Europa”, do której, jak wskazuje dobór słownictwa, nie zaliczają się, silniej niż w pozostałej części Rosji przyciąga w obwodzie przede wszystkim intelektualistów. Mały ruch graniczny, który ułatwia podróż do Polski i zakupy w Polsce, jest wychwalany jako dobrodziejstwo. Europa przyciąga, ale jednocześnie dla rosyjskich intelektualistów jest jasne, dlaczego Rosja do niej nie należy i należeć nie może: „Musi Pan wiedzieć”, tłumaczą mi, „Rosja jest 50, jeśli nie więcej, lat za Europą. I dlaczego? Dlatego, że nie jesteśmy w stanie zbudować zachodniej demokracji. Decydujący powód dla tego stanu rzeczy jest taki, że brakuje nam wystarczająco silnie rozwiniętej klasy średniej, która niezależnie myśli, decyduje, działa”.

Ale teraz wróćmy do kraju, przez który przejeżdżamy. Z Królewca do Tylży jest około 120 kilometrów. Droga jest dobra, krajobraz płaski, widoczność dobra. Tylko horyzont wszystko ogranicza. Przy słońcu i biało-niebieskim niebie uzyskujemy pogodny obrazek. Na prawo i lewo od drogi, tam, gdzie za niemieckich czasów najprawdopodobniej były pola, rozciąga się porzucona ziemia, która wczesnym latem jest po prostu łąką – z jedną różnicą: w wielu miejscach znajdują się bagna, bo kiedyś leżące na tym terenie urządzenia odwadniające zostały zniszczone przez niczego nieświadomych Rosjan, gdy w 1950 roku z Moskwy przyszedł ukaz, że w Związku Sowieckim ziemia musi być wszędzie orana do głębokości 50 centymetrów – a więc także w obwodzie kaliningradzkim. Ale tam drenaże dochodziły do 40 centymetrów. Padły w ten sposób ofiarą rozkazu Moskwy.

Obecnie na dawnych polach w nieregularnych odstępach rosną wielkie krzaki głogu i w czerwcu zdobią je swoim święcącym na biało kwieciem.  Od czasu do czasu pola przerywają monotonię tego krajobrazu. Młode zboże, świeżo wyrośnięta kukurydza, gdzieniegdzie pola kartoflane – założone przez i dla prywatnych użytkowników (Selbstversorger). Obraz zachęca do pytań i w ten sposób dowiadujemy się kolejnych detali o tym, dlaczego dawne pola są dziś wyjałowione i w większej części niezagospodarowane.

Kiedy w 1991 roku jako konsekwencja upadku Związku Sowieckiego zniknęła także instytucja własności ludowej, ziemia potrzebowała nowych właścicieli. Najczęściej znajdywali się w Moskwie, tam gdzie byli ludzie z pieniędzmi, ale przede wszystkim mający powiązania z tymi, którzy decydowali o nowym przydziale ziemi. W ten sposób ziemia nie została podzielona między mieszkańców Prus Wschodnich, tylko oddana nowobogackim jako obiekt spekulacji.

Miasta prowincjonalne w obwodzie kaliningradzkim takie jak Tylża (Sowieck), Wystruć (Czerniachowsk), Stołupiany (Niestierow), Ragneta (Niaman) czy Welawa (Znamiensk) mają jedną cechę wspólną: ich ulice są czysto zamiecione, ale wygląd zewnętrzny szary i czyni je prawie bez wyrazu. Tylko Gąbin (Gusiew) jest wyjątkiem: zachowana także dziś w centrum substancja miejska z niemieckich czasów sprawia pogodne wrażenie, bo fasady malowane są na biało i wyglądają na zadbane. Podobnie jak za niemieckich czasów znów w centrum miasta stoi łoś z brązu i czyni z Gąbina spokojne miasto prowincjonalne. Jedno jest jednak irytujące: miasta sprawiają wrażenie prawie wymarłych. Liczba ludności wciąż spada, ponieważ tutaj, jak nam mówią, nie zarabia się pieniędzy.

Nie ma przemysłu, a rolnictwo jest właściwie w stanie upadku. Nie ma już chłopskich zagród. To stwierdzenie jeszcze bardziej odnosi się do wsi. Wielka ich część w ogóle już nie istnieje, a w tych, które istnieją, upadek jest daleko posunięty. Liczba ludności spadła z paruset, czasem nawet więcej niż tysiąca, do 90, 70, 30 osób.

Poletka dla samowystarczalnych

To najczęściej starsi ludzie wegetują tu (bardziej niż żyją) jako samowystarczalni rolnicy. Chłopów nie ma tutaj już od dawna. Demoralizująco działa widok upadłej starej niemieckiej substancji budowlanej, zagród chłopskich i kościołów, wśród których znajduje się wiele budynków projektowanych przez znanego następcę Schinkela Friedricha Augusta Stülera.

Ale nie cały obwód tak wygląda. Sambia wraz ze swoimi kąpieliskami, które kiedyś nazywały się Cranz (Zielonogradsk), Rauschen (Swietłogorsk) i Palmnicken (Jantarnyj), jest kontrastem do tego obrazu. Tutaj panuje dobrobyt. Kąpieliska są w dobrym stanie, ponieważ, tak jak kiedyś w czasach niemieckich, mieszkańcy Królewca wyremontowali stare wille i postawili nowe. Wrażenie zadbanego miasta sprawia także Pilawa (Bałtijsk) – ważny port dla rosyjskiej marynarki, którego wygląd wciąż kształtują czerwone ceglane budynki z czasów pruskich.

Ale takży dawny Królewiec sprawia całkiem porządne wrażenie, nawet jeśli starzy mieszkańcy miasta już go nie rozpoznają. Niezmienione przez ząb czasu są jednak cuda natury kraju: Mierzeja Kurońska, Puszcza Romincka, ale także dawne puszczańskie Elchniederung, tam gdzie znów zawitał łoś. Wszystkie te miejsca są nieskalane ręką człowieka. Dzięki Bogu.

 

Źródło: nwzoline.de. Tłumaczenie z języka niemieckiego Tomasz Otocki.

 

Zdjęcie: Dima Bushkov / Flickr / CC

 

Polub nas na Facebooku!