Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Quo Vadis, Wileńszczyzno?

Każdy jubileusz jest wspaniałą okazją, aby przyjrzeć się przebytej drodze, pomyśleć o problemach teraźniejszości oraz zastanowić się nad przyszłością. W tym roku Litwa obchodziła ważny 25-lecie odzyskania niepodległości. Z tej okazji na różnych wydarzeniach, konferencjach, publicznych dyskusjach i w mediach sporo mówiono o osiągnięciach Litwy, ale także problemach i sposobach na wzmocnienie litewskiej państwowości oraz polepszenia dobrobytu jej obywateli.

Z drugiej strony, podczas tych rozważań zdecydowanie nie wszystkie problemy otrzymały odpowiednią dawkę uwagi. Wśród nich jest coraz trudniejsza w ostatnich latach kwestia Wileńszczyzny oraz mieszkających tu litewskich Polaków[1]. Gdyby na te kwestie zwrócono należytą uwagę podczas jubileuszowych obchodów, prawdopodobnie musianoby przyznać, że władze Litwy nie są w stanie porozumieć się z litewskimi Polakami i reprezentującą ich Akcją Wyborczą Polaków na Litwie (AWPL) w temacie oryginalnej pisowni imion i nazwisk, dwujęzycznych nazw ulic i miejscowości, oświaty polskiej na Litwie i zwrócenia nieruchomości znacjonalizowanych w swoim czasie przez ZSRS i narodowosocjalistyczne Niemcy. Te spory wpływają też na relacje Litwy z Polską, które w chwili obecnej nie są najlepsze.

Przeczytaj także:  Kowieńskie spojrzenie na relacje litewsko-polskie

Jednak na stosunki niepodległej Litwy z litewskimi Polakami można spojrzeć też inaczej, z perspektywy polskiej wspólnoty. Takie spojrzenie ukazałoby, że pomimo tych wszystkich znanych sporów, w samej społeczności Polaków litewskich zachodziły inne, o wiele ważniejsze procesy, które dotykają i zmieniają nie tylko tę wspólnotę, ale i całą Litwę, a na które media, politycy i naukowcy zwracają zbyt mało uwagi. Można je nazwać „prawdziwymi” problemami litewskich Polaków.

W rzeczywistości dzisiejsze problemy Wileńszczyzny determinuje pięć czynników: mizerne środowisko kulturalne, brak polityki historycznej, pogarszająca się sytuacja demograficzna litewskich Polaków, kiepski stan gospodarczy regionu i pogląd polityków litewskich na Wileńszczyznę. Nawet po rozwiązaniu kwestii nazewnictwa i podobnych, te okoliczności nie znikną i z biegiem czasu mogą doprowadzić do kolejnych napięć pomiędzy Polakami litewskimi a resztą Litwy.

Chcąc temu zapobiec, musimy lepiej zrozumieć dzisiejszy stan Wileńszczyzny i jej prawdziwe problemy.

Próżnia kulturalna

Rozmawiając o dzisiejszych litewskich Polakach, a na potrzeby tego artykułu za „litewskiego Polaka” uważam każdego obywatela Republiki Litewskiej, który w spisie powszechnym zadeklarował narodowość polską, za punkt wyjścia musimy uznać rok 1945. Właśnie ta data oznacza koniec dotychczasowego świata litewskich Polaków. Cała była Wileńszczyzna wtedy dostała się definitywnie w skład ZSRS i rozpoczął się proces tak zwanej repatriacji miejscowych Polaków do Polski[2]. W ciągu dziesięciu lat litewscy Polacy stracili praktycznie całą elitę kulturalną – w Wilnie pozostała zaledwie garstka przedwojennych intelektualistów. Mała ich liczba i nacisk sowieckiej władzy doprowadziły po II wojnie światowej do prawie całkowitego zaniku życia kulturalnego litewskich Polaków w Wilnie, as we used to know it.

Absolutna większość Polaków, którzy zostali na Litwie, była pochodzenia chłopskiego, słabo wykształcona. Spora część rozmawiała tylko po białorusku lub mieszanką białoruskiego i polskiego. Podczas sowieckiej okupacji litewscy Polacy wpadli pod przemożny wpływ kultury rosyjskiej. Sporo Polaków wysyłało swoje dzieci do szkół rosyjskich, w mieszanych rodzinach dominowała rosyjska kultura.

Nie patrząc na to, polska kultura na Litwie w czasach sowieckich przetrwała. Po pierwsze, działała sieć polskich szkół, którą sowiecka władza rozwijała w rejonach wileńskim, trockim i solecznickim (dlaczego Sowieci wspierali polskojęzyczne szkolnictwo – to temat na inne opracowanie). Po drugie, do przetrwania polskiej kultury na Litwie walnie się przyczynił Kościół Katolicki. Po trzecie, w czasach sowieckich istniało kilka dodatkowych – sowieckich – źródeł polskiej kultury: prasa, katedra języka polskiego na Wileńskim Instytucie Pedagogicznym i różne zespoły folklorystyczne typu sowieckiego.

Jednak w czasach sowieckich nie uformowała się nowa inteligencja litewskich Polaków – Polacy nadal byli jedną z najmniej wykształconych grup narodowych na Litwie. Większa część należała do klasy robotniczej lub pracowała w kołchozach. Taka sytuacja utrzymała się do końca sowieckiej okupacji. Na przykład, w roku 1990, gdy Litwa ogłosiła niepodległość, w kraju było tylko dwóch Polaków, którzy mieli stopień naukowy doktora nauk. Natomiast sowietyzacja litewskich Polaków była bardzo potężna, co najjaskrawiej się przejawiło w 1990 roku w postulacie utworzenia polskiej autonomii w składzie ZSRS.

Po 1990 roku – nie zważając na te konwulsje minionej epoki – litewscy Polacy rozpoczęli nowy etap życia kulturalnego na Litwie. W pierwszych latach niepodległości rzeczywiście czuć było odrodzenie narodowe Polaków na Litwie: więcej osób zaczęło oddawać dzieci do polskich szkół, pojawiło sporo nowych, niepartyjnych gazet i czasopism w języku polskim, na Litwie była nadawana polska telewizja, powstało polskie radio, tworzyły się koła sportowe, stowarzyszenia kulturalne.

Ten okres jednak nie trwał zbyt długo – po 2000 roku wszystko zaczęło powoli zanikać. Większości tych inicjatyw nie udało się wzmocnić i zinstytucjonalizować z powodu problemów finansowych, konfliktów i ambicji osobistych liderów, i wreszcie skupieniu się na politycznej agendzie, a nie na sferze kultury. Ponadto, jak wspomniałem, litewskim Polakom brakowało inteligencji, która mogłaby tworzyć wysoką i jakościową kulturę.

Z tych przyczyń na Litwie dotychczas nie powstała silna polska kultura, która pozwalałaby miejscowym Polakom pielęgnować swoją polskość i zarazem czuć się integralną częścią Litwy.

Dzisiejszą kulturę Polaków litewskich charakteryzują trzy cechy.

Po pierwsze, jest ona słaba. Znajomość języka polskiego wśród Polaków litewskich jest dosyć słaba, a to niewątpliwie ogranicza możliwości uczestniczenia w tworzeniu i rozwijaniu kultury polskiej. Podczas jednego ze spotkań zorganizowanych przez Polski Klub Dyskusyjny w Wilnie, podczas którego omawiano stan polskiej kultury na Litwie, dyrektor radia Znad Wilii, Mirosław Juchniewicz powiedział wprost: jest zaledwie 2 tys. Polaków chodzących na polskie imprezy kulturalne na Litwie. Reszta nie wykazuje większego zainteresowania polską kulturą, częstokroć rozmawia po rosyjsku lub używa polsko-rosyjskiej mieszanki[3].

Po drugie, jest prowincjonalna. Dominują zespoły folklorystyczne nawiązujące do tradycji sowieckiej, amatorskie wieczory poezji, dożynki, pielgrzymki i święta religijne. Inne imprezy – na przykład: koncerty muzyki współczesnej, wystawy malarstwa, prezentacje książek – swoim poziomem ustępują litewskim i zazwyczaj przyciągają tylko przyjaciół twórców.

Po trzecie, jest po części etnocentryczna. Koncentruje się tylko na samopoznaniu i nie interesuje się zewnętrznym światem, stosunkami z Litwą, Litwinami i innymi grupami etnicznymi. Tak pojmowana polska kultura nie jest atrakcyjna dla tych Polaków, którzy chcą utożsamiać się z Litwą. Działają więc poza granicami polskiej kultury i czasami w swoich dziedzinach osiągają wiele, lecz jednocześnie tracą więzi ze swoją wspólnotą narodową.

Te trzy przyczyny skutkują tym, że kultura tworzona przez litewskich Polaków dla większości społeczności jest po prostu nieatrakcyjna, więc ich potrzeby kulturalne zaspokajają inne kultury. Z jednej strony wśród litewskich Polaków mocno rozpowszechnia się rosyjska kultura, szczególnie poza Wilnem. Warto zauważyć, że to nie jest wysoka kultura rosyjska, tylko jej najprymitywniejsza forma, czasami zwana kulturą „Gazmiasu”[4]. Ta kultura jest bardziej dostępna i atrakcyjna niż polska, dlatego większość Polaków, szczególnie osoby starsze, mając jeszcze z czasów sowieckich bardziej przychylny stosunek do języka rosyjskiego niż litewskiego, orientują się na nią.

Potwierdzają to również badania naukowe. Badanie socjologiczne przeprowadzone w 2010 roku przez naukowców z Tartu wykazało, że obcując z przyjaciółmi i w większych grupach tylko 21% litewskich Polaków używa języka polskiego, 31% używa języka litewskiego, zaś 29% – języka rosyjskiego. Inne liczby są bardziej ponure: tylko nieco ponad połowa litewskich Polaków w domu używa języka polskiego, 12% Polaków czyta polską prasę i zaledwie 8,5% Polaków ogląda polską telewizję. Natomiast nawet 48% Polaków czyta prasę rosyjską, 43% słucha rosyjskiego radia, 23% Polaków w domu używa języka rosyjskiego i 20% regularnie odwiedza rosyjskie imprezy kulturalne[5]. Badania wykonane przez Kingę Geben pokazują, że 92% Polaków prywatne wiadomości, maile, osobiste notatki pisze po rosyjsku, 60% – po polsku[6], 55% z małżonkiem rozmawia po polsku, a 54% – po rosyjsku[7].

Ta tendencja nieuchronnie wpływa także na polityczne poglądy tych ludzi. Już badania robione w 2006 roku pokazały, że aż 40% Polaków głosowałoby na partię, wspieraną przez Rosję. Również 45,7% Polaków na Litwie pozytywnie ocenia sowieckie czasy, negatywnie – zaledwie 24,6%. Prawie 1/4 (24,7%) Polaków pozytywnie ocenia system władzy Rosji i zaledwie 16% – negatywnie. Ponad 1/3 Polaków (34,6%) pozytywnie ocenia Białoruś i tylko 29,6% negatywnie[8]. Obecnie sytuacja prawdopodobnie jest jeszcze gorsza. Na przykład, Julia Mackiewicz, radna rejonu solecznickiego z ramienia Ruchu Liberałów, na jednym ze spotkań Polskiego Klubu Dyskusyjnego opowiadała, że odwiedzając szkoły rejonu solecznickiego słyszała od uczniów, że za największy autorytet uważają Władimira Putina[9]. Te czynniki – poza pragmatyczną chęcią zdobycia dodatkowych głosów – także skłaniają AWPL do aktywniejszej współpracy z Rosją i jej klientami na Litwie[10].

Z drugiej strony, wśród litewskich Polaków nasila się lituanizacja. Przede wszystkim wśród młodzieży, Polaków z Wilna i Polaków bardziej wykształconych, którzy chcą robić karierę, tworzyć rodziny i pełnowartościowo mieszkać na Litwie. Z tego względu muszą oni dobrze znać język litewski. Na przykład, badanie wykonane przez Kingę Geben wykazało, że 48% Polaków często ze swoimi dziećmi rozmawia po litewsku, a z wnukami nawet 54%[11]. Lituanizacja nie jest automatycznie złym zjawiskiem, ale zazwyczaj prowadzi do utraty nawet minimalnego, formalnego związku z polską kulturą.

Tak więc chcąc rozwiązać swoje problemy, litewscy Polacy powinni stworzyć atrakcyjną, wysokiej jakości polską kulturę, która pozwalałoby pielęgnować polskość i jednocześnie być pełnoprawnymi, godnymi zaufania obywatelami Litwy. Aby ten cel został osiągnięty, litewscy Polacy muszą od nowa zastanowić się nad swoim pochodzeniem, rolą w państwie litewskim i istotnymi elementami swojej tożsamości. A to prowadzi po raz kolejny do stawiania pytań o historię i pogląd Polaków litewskich na nią.

Brak polityki historycznej

Polityką historyczną zazwyczaj są określane upamiętnienia wspólnych wydarzeń historycznych i związane z tym wysiłki zmierzające do formowania tożsamości politycznej: „Każda formacja polityczna powstaje i uprawomocnia się tworząc odpowiadającą swoim interesom narrację o swojej przeszłości. Takie narracje rozwiązują kwestie tożsamości, nadają kierunek dzisiejszym działaniom i je usprawiedliwiają, formują, nie zawsze skutecznie, zasady jednoczące polityczną wspólnotę”[12].

Litewscy Polacy także tworzą historyczną narrację o sobie, mają instytucjonalne formy poprzez które jest ona uruchamiana. Taka polityka historyczna litewskich Polaków jest formowana poprzez szkoły, prasę, różne polskie organizacje, publiczne imprezy i miejsca pamięci (pomniki, tablice pamiątkowe, itd.). Prawie wszystkie te instrumenty należą albo są podporządkowane AWPL. Wyjątków jest niewiele: polska wersja portalu Delfi, portal, radio i czasopismo Znad Wilii, Polski Klub Dyskusyjny, blogi, grupa literacka Nowa Awangarda Wileńska, młodzieżowa organizacja Europroject, która dzięki Julii Mackiewicz aktywnie działa w rejonie solecznickim, niektóre lokalne wspólnoty, oddzielni aktywiści i politycy polskiego pochodzenia nienależący do AWPL, nieformalne grupy i inicjatywy młodzieżowe.

W polityce historycznej litewskich Polaków dominują dwie linie, które uruchomiła AWPL. Pierwsza twierdzi, że litewscy Polacy są częścią Polski i jej narodu, która z powodu historycznej niesprawiedliwości została od nich odłączona. Ich zdaniem Litwa jest niejako z natury swojej antypolska i planowo dąży do zniszczenia lokalnej polskiej wspólnoty. Dlatego Polacy muszą być skonsolidowani i razem walczyć o swoje przetrwanie i prawa. Ten pogląd obrazuje mnóstwo imprez i artykułów w polskiej prasie, które podtrzymują nacjonalistyczną interpretację polskiej historii. W wielu wydarzeniach, organizowanych przez miejscowe polskie organizacje i służących upamiętnieniu historycznych wydarzeń, dominuje Józef Piłsudski i Armia Krajowa. Natomiast do upamiętnienia spuścizny osób, które pochodziły z Wileńszczyzny i czuły historyczną więź z Litwą – takich jak Michał Römer, Józef Mackiewicz, Ludwik Abramowicz, Czesław Miłosz, Stanisław Swianiewicz, Pawel Jasienica, Stanisław Narutowicz – nie przywiązuje się większej uwagi.

Druga linia polityki historycznej litewskich Polaków neutralizuje sowiecką okupację. Ta linia nie ocenia okupacji sowieckiej ani pozytywnie, ani negatywnie, w gruncie rzeczy niwelując różnicę między okresami niepodległej Litwy i okupacji sowieckiej. Dobrym przykładem takiego poglądu jest obchodzone przed dwoma laty sześćdziesięciolecie dziennika Kurier Wileński i związane z tym publikacje oraz wydarzenia. Kurier Wileński powstał w 1990 roku jako wydawnictwo litewskiej Rady Najwyższej na bazie organu prasowego Komitetu Centralnego Litewskiej Partii Komunistycznej Czerwony Sztandar, jednak podczas okolicznościowych imprez nie robiono w zasadzie żadnych większych różnic pomiędzy gazetą wydawaną za czasów sowieckiej okupacji i już w niepodległej Litwie. Nie wspominano o wysługiwaniu się komunistycznemu reżimowi, o cenzurze, natomiast podkreślano, że była to polska gazeta. Powstaje wrażenie, że pracownicy i współpracownicy Kuriera Wileńskiego nie widzą żadnej różnicy między Litewską Republiką Sowiecką a niepodległą Litwą – dopóki można wydawać polską gazetę.

Niewątpliwie wspomniane dwie linie polityki historycznej litewskich Polaków bardzo różnie przejawiają się np. w polskich szkołach – niektóre z nich realizują te linie konsekwentnie, a inne (najczęściej w Wilnie) bardziej podkreślają związki miejscowych Polaków z Litwą. Należy też zaznaczyć, iż także państwo litewskie nie uprawia względem litewskich Polaków żadnej polityki historycznej. Jest to w dużym stopniu związane z niezdolnością historyków litewskich do stworzenia konsekwentnej narracji historii Litwy, która objęłaby także wszystkich nielitewskich obywateli Litwy. Chociaż w ostatnich latach zrobiono sporo pozytywnych kroków w tym kierunku, to nauczanie historii Litwy zarówno w szkołach litewskich, jak i polskich wciąż przedstawia Litwę jako polityczną formację, którą tworzyli wyłącznie etniczni Litwini.

To wszystko ma swoje konsekwencje. Część litewskich Polaków, szczególnie ci działający w AWPL i w Związku Polaków na Litwie, uważają siebie za takich samych Polaków jak Polacy z Polski. Bardzo często nie czują się obywatelami Litwy. De facto uważają się bardziej za cudzoziemców, a więc nigdy nie będą pełnowartościową częścią litewskiego społeczeństwa, nie zważając na to, jak bardzo liberalne będzie państwo litewskie. Ponadto, ta dominująca historyczna narracja zakłada, że Polacy muszą być zjednoczeni – inaczej znikną. Dlatego wszyscy muszą zjednoczyć się wokół AWPL i jej lidera Waldemara Tomaszewskiego. Prowadzi to do podejrzeń wobec kultury litewskiej. Pojawiają się obawy, że kontakt z kulturą litewską automatycznie osłabia polskość, że Litwini chcą wynarodowić Polaków, dlatego się trzeba od nich trzymać z daleka. W ten sposób formuje się prowincjonalna mentalność rodem z getta – litewscy Polacy żyją własnym życiem, zupełnie nie interesując się i nie próbując oddziaływać na procesy zachodzące na Litwie i w Europie[13].

Większości liderów litewskich Polaków wydaje się, że takie nastawienie pomaga litewskim Polakom utrzymać polskość i swoją wspólnotę. Lecz w rzeczywistości większość młodych Polaków, którzy chcą żyć normalnym życiem kulturalnym i zawodowym, a nie zajmować się, ich zdaniem, prowadzącą donikąd „martyrologią”, wybiera inną drogę: albo przechodzą do kultury litewskiej, albo wyjeżdżają na studia do Polski i już nie wracają na Litwę. Tak czy inaczej przyczyniając się do pogłębiania problemów demograficznych polskiej wspólnoty na Litwie.

Kryzys demograficzny

Spisy powszechne pokazują, że od 1990 roku liczba litewskich Polaków co dziesięć lat zmniejsza się mniej więcej o 30 000. W 1989 roku Polaków na Litwie było 258 000 (7% mieszkańców Litwy), w 2001 – 235 000 (6,7%), w 2011 – 200 317 (6,6%).

Ten spadek powodują trzy czynniki. Dwa z nich są identyczne z ogólnymi tendencjami na Litwie: ujemny przyrost naturalny oraz masowa emigracja. Trzeci czynnik skutkujący zmniejszeniem się populacji Polaków na Litwie jest właściwy tylko dla mniejszości narodowych – asymilacja, która zachodzi z trzech powodów.

Po pierwsze, jak już wspomniałem, sporo młodych ludzi, szczególnie w Wilnie, woli utożsamiać się z kultura litewską, a nie polską, z powodu ubóstwa i nieatrakcyjności lokalnej odmiany kultury polskiej.

Po drugie, spora część dzieci z polskich rodzin uczęszcza do szkół litewskich. Na przykład, w Wilnie do litewskich szkół uczęszcza ponad połowa dzieci z polskich rodzin. Niektórzy rodzice decyzję o wysłaniu dziecka do szkoły litewskojęzycznej podejmują w imię lepszych perspektyw życiowych swoich dzieci (chociaż to nie zawsze się sprawdza), inni – z uwagi na zbytnie upolitycznienie szkół polskojęzycznych (ten problem istnieje przede wszystkim w rejonach, w Wilnie można też znaleźć całkowicie apolityczne polskojęzyczne placówki oświatowe), jeszcze inni – z uwagi na to jaka szkoła jest bliżej ulokowana lub z powodu języka używanego na co dzień w rodzinach mieszanych i wielu innych powodów. Dzieci w szkołach litewskojęzycznych nie otrzymują żadnej edukacji w języku polskim i często kończą te szkoły całkowicie zlituanizowane. To czy po szkole litewskojęzycznej jeszcze utrzymują więzi z polskością zależy od rodziny, Kościoła, a najczęściej jest po prostu dziełem przypadku. Trzecią przyczyną asymilacji są rodziny mieszane. W polsko-rosyjskich rodzinach najczęściej jest używany język rosyjski, w polsko-litewskich – litewski, a ich potomkowie, zamiast stać się dwujęzycznymi, często już nie znają języka polskiego wcale, bo znajomość polskiej kultury i języka przez ich rodziców jest częstokroć tak mizerna, że nie mają już oni po prostu czego przekazać swoim dzieciom.

Te demograficzne tendencje bez wątpienia wpływają na życie litewskich Polaków. U części z nich, szczególnie utożsamiających się z AWPL, wzmacnia to mentalność „oblężonej twierdzy” i jeszcze bardziej zachęca do tworzenia kulturowego getta jako panaceum na negatywne demograficzne tendencje. Te tendencje przejawiają się również w szkołach: nie tylko maleje liczba uczniów, co niechybnie prowadzi do zamykania mniejszych szkół, lecz także w polskich szkołach na Litwie brakuje nauczycieli. I wreszcie negatywne tendencje demograficzne utrudniają tworzenie się dwóch grup społecznych, które mogłyby odnowić kulturę litewskich Polaków, zaktywizować społeczeństwo obywatelskie i wnieść pozytywne zmiany w procesy polityczne: inteligencji i silnej klasy średniej. Formowanie się tej ostatniej jest blisko związane z zagadnieniem dobrobytu ekonomicznego Wileńszczyzny.

Ekonomiczna stagnacja

Gospodarcze zacofanie Wileńszczyzny nie jest zjawiskiem nowym. Już w drugiej połowie XIX w., Wilno coraz bardziej traciło na znaczeniu kulturalnym, gospodarczym i politycznym powoli przekształcając się w typowe prowincjonalne miasto Cesarstwa Rosyjskiego. Niewiele pomogła przynależność w okresie międzywojennym Wilna do Polski – miasto nadal pozostało gospodarczo zacofanym zakątkiem na polskich Kresach. Tylko Uniwersytet Stefana Batorego wniósł do miasta więcej kulturalnej żywotności. Ekonomiczne zacofanie Wileńszczyzny w czasach międzywojennych pogłębiała granica ze Związkiem Sowieckim, która przecięła żelazną kurtyną naturalne drogi handlowe. To wszystko świetnie opisał Józef Mackiewicz w tomiku swoich publicystycznych reportaży o Wileńszczyźnie pt. Bunt Rojstów[14].

Od tamtych czasów niewiele zmieniło się na lepsze. Ekonomiczne wskaźniki rejonów wileńskiego i solecznickiego, którymi „od zawsze” rządzi AWPL, nie są dobre. W rankingu samorządów Litewskiego Instytutu Wolnego Rynku, z 53 rejonowych samorządów rejon wileński zajął 39., a rejon Solecznicki – 45. miejsce (dane z 2014 roku). Samorząd rejonu Wileńskiego zajął 34. miejsce według wskaźników dla mieszkańców, 44. – według wskaźników dla inwestorów i 39. – według administrowania. Odpowiednio rejon solecznicki zajął miejsca 42., 51. i 22.[15]. W rejonie solecznickim jest najmniejsze średnie wynagrodzenie na Litwie – 492,4 euro (średnia krajowa – 699,9 euro według danych za pierwszy kwartał 2015 r.)[16]. Obydwa rejony nie realizują całego swego potencjału gospodarczego.

Za gospodarczym zacofaniem Wileńszczyzny stoi wiele czynników. Po pierwsze, brakuje wykwalifikowanej siły roboczej, Wileńszczyzna wciąż jest regionem rolniczym. Ludzie, którzy mogliby pracować w biznesie, przedsiębiorstwach związanych z zaawansowanymi technologiami lub sferze usług, najczęściej przenoszą się do Wilna lub emigrują. To wszystko bardzo utrudnia przyciąganie inwestycji.

Po drugie, gospodarczy stan Wileńszczyzny pogarsza bardzo szczelna granica z Białorusią, która przecięła mnóstwo naturalnych dróg handlowych. W dyskusjach o ekonomicznym stanie Wileńszczyzny i strategii na jego polepszenie często jest przytaczana myśl, że region mógłby stać się węzłem logistycznym na szlaku handlowym z Białorusią. Dawno podpisana i wciąż nieratyfikowana przez Mińsk umowa o małym ruchu granicznym pomiędzy Litwą a Białorusią również mogłaby ożywić gospodarkę Wileńszczyzny. Lecz po reżimie Alaksandra Łukaszenki nie należy oczekiwać wielkich zmian w tej kwestii.

I po trzecie, miejscowa władza zbyt mało uwagi zwraca na kwestie gospodarcze. Po części z braku kompetencji. Większość polityków AWPL z rejonów wileńskiego i solecznickiego legitymuje się wykształceniem zdobytym jeszcze za czasów sowieckich, nie za bardzo rozumie na czym polega fenomen wolnego rynku, wolnorynkowe zasady, jak przyciągać inwestycje lub polepszać infrastrukturę. Zarazem lokalni przywódcy, z braku politycznej konkurencji, nie czują żadnej większej presji, aby poważnie zająć się dobrobytem gospodarczym swoich rejonów. Szczególnie, że brak dobrobytu mieszkańców również można użyć dla umocnienia swej władzy. Wileńszczyzna „słynie” bowiem z tego, że nierzadko mieszkania socjalne, zasiłki, zamówienia publiczne, etaty w szkołach i administracji samorządowej są przeznaczane dla osób lojalnych wobec AWPL, a głosy wyborców są „kupowane” za dotacje i subsydia na wodę i ogrzewanie.

Brak silnej klasy średniej wśród litewskich Polaków jest przyczyną niewykształcenia się wystarczającego popytu na jakościowe nauczanie w szkołach polskich, jakościową polską kulturę i jakościową politykę, która rzeczywiście rozwiązywałaby problemy mieszkańców, zamiast prowadzić kontrproduktywne konfrontacje. Większy gospodarczy dobrobyt litewskich Polaków automatycznie związałby ich bardziej z większością społeczeństwa litewskiego i pozwoliłby przekonać się na własnej skórze, że mity tworzone przez AWPL o jakoby naturalnej i powszechnej polonofobii Litwinów są tylko politycznymi manipulacjami. Litwini są tacy sami jak inni: jedni lubią Polaków, inni nie lubią, a dla większości narodowość jest po prostu obojętna. Być może właśnie dlatego AWPL nie jest zmotywowana by poważnie zająć się gospodarczym rozwojem Wileńszczyzny. Nie byłoby to problemem, gdyby ogólnokrajowe partie polityczne Litwy zwracały na ten region więcej uwagi. Niestety, one przez lata Wileńszczyznę po prostu ignorowały.

Świadomość litewskiej elity politycznej i kulturalnej

Poglądy litewskich polityków na mniejszości narodowe ewoluowały. W pierwszym okresie, który można nazwać okresem pacyfikacji i który trwał od czasu powstania „Sąjūdisu“ w 1988 roku aż po mniej więcej rok 1996, najważniejszym zadaniem było przekonanie mniejszości narodowych do poparcia niepodległości Litwy i spacyfikowanie inicjatywy powołania autonomicznej Wileńszczyzny. Ostatecznie te cele zostały osiągnięte, lecz i wtedy zabrakło bardziej konkretnej i konsekwentnej propozycji litewskich polityków wobec polskiej mniejszości na Litwie, a przede wszystkim zabrakło komunikacji z Polakami. Stąd niektóre decyzje wywołały więcej kontrowersji niż powinny. Na przykład rozwiązanie rad samorządowych w rejonach solecznickim i wileńskim we wrześniu 1991 r. i wprowadzenie na Wileńszczyźnie bezpośredniego zarządzania.

Następnie nastąpił okres kooptacji (lata 1998-2004). W tym czasie Litwa negocjowała wstąpienie do UE i musiała przeprowadzić cały szereg różnorodnych reform, ułożyć dobre stosunki z sąsiadami i wypracować reputację dojrzałego, europejskiego państwa. W tym okresie politycy litewscy poświęcali całkiem sporo uwagi miejscowym Polakom, starając się ich przekonać do europejskiego projektu. Unikali kontrowersji, które mogłyby nie spodobać się mniejszościom narodowym i stworzyć napięcie na tle etnicznym. W partiach ogólnokrajowych działało sporo polityków polskiego pochodzenia, odbyło się też niemało wydarzeń symbolicznych, z których chyba najbardziej znanym jest podpisana w 2004 roku deklaracja pojednania między weteranami Armii Krajowej i Litewskiego Korpusu Posiłkowego[17]. Warto podkreślić, że Polska wtedy również aspirowała do UE i jej również zależało na tym, żeby Polacy na Litwie nie stali się kością niezgody w stosunkach z Litwą.

Właśnie wtedy rozpoczął się trzeci okres kształtowania się poglądu litewskich polityków na litewskich Polaków – okres lekceważenia. Uwierzono, że wszystkie problemy litewskich Polaków zostały rozwiązane, a reszta to drobiazgi, które zostały obiecane Polsce: oryginalna pisownia nazwisk, dwujęzyczne tablice z nazwami ulic, szerszy zakres używania języka polskiego w życiu publicznym. Lecz te drobiazgi w owym czasie zupełnie nie przeszkadzały w rozwijaniu dobrych stosunków z Polską i na ich rozwiązanie nie przeznaczono należytej uwagi. Wszystkim pasowała sytuacja, którą najlepiej określił Valdas Tamošaitis: „elita polityczna Litwy zżyła się z myślą, iż rejony wileński i solecznicki są zarządzane przez lokalne książątka i te terytoria po prostu wyłączyły ze sfery swoich interesów. Przez wiele lat taki układ zadowalał wszystkich. Miejscowi polscy książęta umocnili swój monopol władzy, a litewskie elity polityczne udawały, że mniejszości polskiej w Litwie, najzwyczajniej w świecie, nie ma”[18].

Taka sytuacja idealnie pasowała Waldemarowi Tomaszewskiemu i pozwoliła nowo wybranemu (w 1999 roku) przewodniczącemu polskiej partii stopniowo wzmacniać swoją władzę na Wileńszczyźnie, używając do tego polskiej narracji nacjonalistycznej i tworząc polityczną agendę z nierozwiązanych kwestii zawartych w traktacie polsko-litewskim z 1994 roku. Najpierw Tomaszewski rozprawił się z opozycją wewnątrz AWPL i zmarginalizował wpływ na lokalną polską wspólnotę polityków polskiego pochodzenia działających w innych partiach. Po roku 2004 zaczął się jego powolny wzlot na litewskiej scenie politycznej – wystarczy spojrzeć tylko na dynamikę wyborów do Sejmu. W 2004 roku AWPL zebrała 45 302 głosy, co stawiło tylko 3,79% ogółu oddanych w tych wyborach parlamentarnych głosów. W 2008 roku – 59 237 głosów (4,79%), a już w 2012 roku AWPL zdobyła 79 840 głosów (5,83%) i po raz pierwszy mogła stworzyć samodzielną frakcję w Sejmie. Ten proces bardzo wspomogło to, że litewska elita polityczna ignorowała Wileńszczyznę. To pozwoliło Tomaszewskiemu przekonać blisko 2/3 litewskich Polaków, że tylko jego obchodzą ich problemy, a niechęć ogólnokrajowych polityków do zajęcia się polskimi kwestiami tłumaczył jako litewski spisek, którego celem jest zniszczenie polskości na Litwie.

Jednocześnie rosła wzajemna nieufność między litewską elitą polityczną a miejscowymi Polakami. Wpływ na to miało kilka historycznych błędów popełnionych przez każdą ze stron. Pierwszym było dążenie części litewskich Polaków w latach 1990-1991 do utworzenia autonomii terytorialnej. To był błąd, który do dnia dzisiejszego rodzi u Litwinów podejrzliwy stosunek do wszelkich inicjatyw polskich, nawet kulturalnych. Drugim była przyjęta w 1996 r. ustawa reprywatyzacyjna, która pozwoliła na tzw. przenosiny ziemi (właściciel mógł odzyskać znacjonalizowaną nieruchomość w dowolnym zakątku Litwy, a nie tylko tam gdzie się znajdowała przed nacjonalizacją). Z powodu tej ustawy ucierpiało także wielu Litwinów, nie jest jednak tajemnicą, że najbardziej poszkodowani zostali Polacy z Wileńszczyzny, bowiem właśnie tam jest najbardziej atrakcyjna i najdroższa ziemia, która stała się głównym celem różnych korupcyjnych układów. I trzeci błąd – to przyjęta w 2011 roku nowelizacja ustawy o oświacie, która ujednoliciła egzamin maturalny z języka litewskiego dla maturzystów ze szkół litewskich i mniejszości narodowych. Problemem było nie samo ujednolicenie egzaminu – państwo ma prawo wymagać od wszystkich swoich obywateli jednakowo dobrej znajomości języka państwowego i jest to niemal powszechna praktyka w Europie. Błędem było niewyznaczenie okresu przejściowego. Ówcześni jedenastoklasiści dostali zaledwie dwa lata na nadrobienie dziesięciu lat zaległości. Było to fizycznie niemożliwe, czego dowodem są wyniki egzaminów maturalnych ogłaszane przez Narodowe Centrum Egzaminacyjne (na przykład w tym roku państwowy egzamin z języka litewskiego zdało 90% maturzystów ze szkół litewskich i 84% ze szkół polskich). Litewskich Polaków również irytowała arogancja twórców tej reformy, którzy zarzucali protestującym, iż… nie rozumieją, że to dla ich dobra.

Wydarzenia z ostatnich lat zmuszają polityków litewskich, aby zredefiniować swoje spojrzenie na Polaków litewskich i ich problemy. Po pierwsze, wojna rosyjsko-ukraińska, która pokazała, że Rosja jest gotowa z bronią w ręku walczyć o prawa swoich „rodaków” i używać problematycznych regionów do osiągania własnych celów geopolitycznych. To zmusiło wszystkich mieszkańców Litwy do poważniejszego zastanowienia się nad Wileńszczyzną i nad tym, czy może stać się ona narzędziem polityki Rosji. Innym ważnym momentem są bezpośrednie wybory merów na Litwie. W wyborach mera miasta Wilna duże znaczenie mają głosy mniejszości narodowych. Mając na uwadze znaczenie stanowiska mera miasta Wilna w ogólnym obrazie litewskiej polityki, można było z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że zmusi to główne partie Litwy do zmiany swego stanowiska wobec mniejszości narodowych i walki o ich głosy. Pozytywnym sygnałem jest wzrost zainteresowania mediów litewskojęzycznych problemami miejscowych Polaków i Wileńszczyzny.

Przeczytaj także:  Wilno przyjazne mieszkańcom – rozmowa z merem Remigijusem Šimašiusem

Można więc stwierdzić, że w 2014 roku zaczął się nowy etap rozwoju poglądów litewskiej elity politycznej na Polaków litewskich. Jeszcze zbyt wcześnie jest oceniać, jakim ten pogląd ostatecznie będzie. Można tylko zauważyć, że obok nowego pokolenia litewskich polityków, pozytywniej patrzących na mniejszości narodowe, pojawili się nowi polscy politycy niezwiązani z AWPL i nowe niezależne polskie inicjatywy społeczne. Obydwie strony wykazują chęć współpracy i rozwiązywania problemów na drodze dialogu. Aby jednak ten cel został osiągnięty, obie strony powinny trzymać się jednej istotnej zasady: Wileńszczyzna z całą swoją wielokulturowością i wielonarodowością jest integralną częścią Litwy, co jest skutkiem takiej a nie innej historii Litwy.

Perspektywy: dokąd zmierza Wileńszczyzna?

Zazwyczaj debata publiczna o Polakach litewskich skupia się na kwestiach nazwisk, dwujęzycznego nazewnictwa i szkół. Dlatego może powstać wrażenie, że na nich kończą się wszystkie problemy litewskich Polaków. Niestety, takie wrażenie jest mylne. Dobrym przykładem są Polacy z Czech, mieszkający na Zaolziu. Czechy mają jedno z najbardziej liberalnych ustawodawstw w dziedzinie praw mniejszości narodowych w Europie: wystarczy żeby 10% ludności gminy stanowiły mniejszości narodowe, aby pojawiły się dwujęzyczne napisy publiczne; Polacy w Czechach mają prawo zapisać swoje imię i nazwisko w oficjalnych dokumentach po polsku ze wszystkimi znakami diakrytycznymi; istnieje polskie gimnazjum. Lecz polska mniejszość w Czechach zanika. Jak mówi Jarosław Jot-Drużycki: „Czeska kultura jest bardziej atrakcyjna niż polska. Niektórzy miejscowi Polacy – bo nie wszyscy – wolą się zatem identyfikować z Czechami, z Republiką Czeską lub kulturą czeską, ponieważ to jest pewna solidna marka”[19].

To samo można powiedzieć i o litewskich Polakach, których problemy omówiliśmy. Tych problemów nie da się rozwiązać bez zmian w samej polskiej wspólnocie na Litwie. Najważniejsze zmiany muszą zajść na poziomie mentalnym. Litewscy Polacy muszą zrozumieć, że dzisiejsza ich postawa prowadzi do wymierania tej grupy etnicznej. Kulturowa próżnia i konfrontacyjna postawa polskich liderów na Litwie jeszcze bardziej będą zachęcały młodych, zdolnych Polaków do separacji od wszystkiego, co jest związane z litewskimi Polakami. Poza tym litewscy Polacy muszą zrozumieć, że są litewskimi Polakami i swoje problemy muszą rozwiązywać w Wilnie. Ani Warszawa, ani Bruksela, ani Moskwa im nie pomogą stać się pełnowartościowymi obywatelami Litwy i jednocześnie częścią mocnej kulturowo wspólnoty polskiej. To muszą zrobić sami Polacy we współpracy z Litwinami. No i koniec końców litewscy Polacy powinni zrezygnować z myślenia kategoriami getta, które najlepiej opisał wileński poeta Jan Rożanowski: „Jeżeli muszę wybierać między niedoskonałą polskością i doskonałą lituanizacją (trzeciego wyboru nie ma), wybieram niedoskonałość”[20]. Litewscy Polacy muszą zrozumieć, że większe kontakty z litewską kulturą nie oznaczają automatycznego wynarodowienia. Można doskonale znać i język litewski, i język polski, i być pełnowartościowym obywatelem Litwy. Tylko w ten sposób litewscy Polacy będą w stanie odnaleźć swoje miejsce w tym państwie, utrzymać swoją kulturę i ją rozwijać.

To, jak Polacy litewscy rozwiążą swoje problemy, będzie zależało i od poglądu litewskiej elity politycznej. Jeżeli pozostanie przy koncepcji Litwy jako ojczyzny tylko etnicznych Litwinów, to poza drobnymi zmianami, które polepszą stosunki Polski z Litwą, niewiele da się zrobić, nie uda się odwrócić wspomnianych tendencji i Polacy litewscy będą musieli dać sobie z nimi radę sami. W takim przypadku jest bardzo prawdopodobnie, że około 2050 roku Polaków w kraju praktycznie nie będzie, a z nimi znikną wszystkie ich problemy.

Można również uznać, że Litwa nie jest państwem jednej grupy etnicznej i mniejszości narodowe są integralną częścią państwa litewskiego, jego historii i kultury. W tej sytuacji można byłoby stworzyć silną miejscową wspólnotę polską, która opierając się w tradycjach Wielkiego Księstwa Litewskiego, wzmocniłaby Litwę politycznie i kulturowo. Mogłaby stać się mostem jednoczącym Litwę i Polskę, a w bardziej odległej przyszłości – nawet Litwę i Białoruś, podobnie jak to teraz czynią miejscowi Żydzi w stosunkach Litwy z Izraelem. Jednak aby to się stało, Litwini i litewska elita polityczna także muszą przyznać, że litewscy Polacy mogą być pełnowartościowymi obywatelami Litwy, a więc państwo litewskie powinno dążyć, żeby miejscowi Polacy znali dobrze nie tylko język litewski, ale i polski, promować formowanie się i umocnienie się tożsamości litewskiego Polaka.

Chcąc rozwiązać kwestię litewskich Polaków, trzeba patrzeć na nią kompleksowo, zważając na okoliczności historyczne i kulturowe. Dominujący w obecnej litewskiej polityce pogląd, że wszystko polepszy się automatycznie, gdy się usunie Tomaszewskiego lub gdy się rozwiąże kilka symbolicznych problemów, jest myśleniem życzeniowym. Zresztą w sposób historyczny i kompleksowy należy pojmować także inne problemy Litwy: Unię Europejską, problemy tradycyjnej rodziny, kryzys szkolnictwa wyższego… Pozostaje tylko oczekiwać, że te problemy w przyszłości litewscy Polacy będą rozwiązywali razem z Litwinami jako część jednego litewskiego narodu politycznego.

 

Pierwsza wersja tego tekstu pojawiła się w czasopiśmie „Naujasis Židinys-Aidai“, 2015, Nr 5, s. 15-23.

 

[1] Jeden z niewielu wyjątków to dyskusja zorganizowana przez Polski Klub Dyskusyjny (patrz: Polacy mają wolność we krwi. Balcewicz, Okińczyc i Rudzys w Polskim Klubie Dyskusyjnym. http://zw.lt/wilno-wilenszczyzna/polacy-maja-wolnosc-we-krwi-balcewicz-okinczyc-i-rudzys-w-polskim-klubie-dyskusyjnym/)

[2] Więcej na ten temat: Vitalija Stravinskienė, Tarp gimtinės ir Tėvynės: Lietuvos SSR gyventojų repatriacija į Lenkiją (1944–1947, 1955–1959 m.), Vilnius: Lietuvos istorijos instituto leidykla, 2011.

[3] „Dyskusja o kulturze polskiej w PKD: Łatwe pytanie, niejednoznaczna odpowiedź“. http://zw.lt/wilno-wilenszczyzna/dyskusja-o-kulturze-polskiej-w-pkd-latwe-pytanie-niejednoznaczna-odpowiedz/

[4] Terminu „kultura „Gazmiasu” jako pierwszy użył litewski publicysta Rimvydas Valatka: http://www.15min.lt/naujiena/aktualu/komentarai/rimvydas-valatka-gazmanovas-gazprom-ir-seimo-patepta-gazmiaso-kultura-500-392321

[5] Inna Wileńszczyzna Jest Możliwa, „Ilu jest Polaków na Litwie?“ http://rojsty.blox.pl/2010/12/Ilu-jest-Polakow-na-Litwie.html

[6] Kinga Geben, „Lietuvos lenkai ir lenkų kalba Lietuvoje“, in: Miestai ir kalbos, kn. II: Sociolingvistinis Lietuvos žemėlapis, sudarytoja Meilutė Ramonienė, Vilnius: Vilniaus universiteto leidykla, 2013, s. 226.

[7] Ibid., s. 227. Badanie dopuszczało wielokrotny wybor odpowiedzi.

[8] Ainė Ramonaitė, Nerijus Maliukevičius, Mindaugas Degutis, Tarp Rytų ir Vakarų: Lietuvos visuomenės geokultūrinės nuostatos, Vilnius: Versus aureus, 2007, s. 182–204.

[9] „Polski Klub Dyskusyjny: Jeśli potrzebują ustawy, to trzeba przyjąć”, http://zw.lt/wilno-wilenszczyzna/pkd/

[10] Valdas Tamošaitis, „AWPL i reszta świata. Skąd wieją wiatry”, http://pl.delfi.lt/aktualia/litwa/awpl-i-reszta-swiata-skad-wieja-wiatry.d?id=65740826

[11] Kinga Geben, op. cit., s. 227.

[12] Istorijos politikos modeliai ir kryptys: Europos Sąjungos, Lenkijos, Rusijos ir Baltarusijos istorijos politika, Vilnius: Vilniaus universiteto leidykla, 2014, s. 7.

[13] Dobrym przykładem takiego myślenia jest znaleziony przeze mnie komentarz w jednej dyskusji w Facebooku, podczas której omawiano, dlaczego Polacy upamiętnili 70-lecie operacji Armii Krajowej „Ostra Brama” (6/7-go lipca), lecz nie uczestniczyli w żadnych uroczystościach upamiętniających koronację Mendoga (6-go lipca): „No i dobrze. Oni [Litwini] świętowali swoje, a my [Polacy] swoje”.

[14] Józef Mackiewicz, Bunt rojstów, Londyn: Kontra, 2011.

[15] Lietuvos Laisvos Rinkos Institutas, „Lietuvos savivaldybių indeksas 2014“. http://www.llri.lt/lietuvos-savivaldybiu-indeksas-2014

[16] Lietuvos Statistikos Departamentas, „Darbo Užmokestis apskrityse ir savivaldybėse“ https://osp.stat.gov.lt/informaciniai-pranesimai?articleId=3436756

[17] „Lietuvos vietinės rinktinės ir Armijos krajovos susitaikymo deklaracija“, http://www.xxiamzius.lt/archyvas/priedai/horizontai/20040908/3-2.html; Tadeusz Andrzejewski, „Czas na przebaczenie“, http://www.tygodnik.lt/200437/aktualia2.html

[18] Valdas Tamošaitis, op. cit.

[19] „Jarosław Jot-Drużycki: Polacy na Zaolziu wolą identyfikować się z Czechami“, http://zw.lt/opinie/jaroslaw-jot-druzycki-polacy-na-zaolziu-wola-identyfikowac-sie-z-czechami/

[20] Profil Radia „Znad Wilii” na Facebooku, 2015-06-26, w: https://www.facebook.com/radioznadwilii

 

Zdjęcie tytułowe: Timo / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!