Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Daleko od Bordurii – recenzja książki Ziemowita Szczerka „Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową”

Ziemowit Szczerek rusza w podróż po krajach Europy Środkowej, szuka wspólnych mianowników, dostrzega paradoksy, sprzeczności. Obserwuje, jak Wschód próbuje imitować Zachód. Bo chociaż Zachodowi można czasem wygrażać, obrażać się na niego, to na poważnie nikt nie chce być Wschodem. Owocem podróży jest książka „Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową” (Wydawnictwo Agora/Czarne).

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Europa Środkowa, Europa Wschodnia, Środkowo-Wschodnia, Mitteleuropa, Trójkąt ABC, Międzymorze… Sporo już było w historii nazw i pojęć, którymi próbowano objąć obszar między Łabą a Dnieprem, między Niemcami a Rosją. Milan Kundera w słynnym eseju pisał nawet o „Zachodzie uprowadzonym”, aby podkreślić nierozerwalność więzów łączących ten obszar z zachodnią częścią kontynentu, uznając sowiecką dominację w tamtym momencie (esej został opublikowany w 1983 roku) za coś nienaturalnego i obcego.

W Polsce politycy przypomnieli niedawno zapomniane pojęcie Międzymorza, całkiem popularne w okresie międzywojennym, gdy postulowana wspólnota krajów regionu miała stanowić przeciwwagę dla rosnących w siłę Niemiec i Związku Sowieckiego. Dziś idea Międzymorza wraca, chociaż nie ma już tamtych, militarystycznych Niemiec, a jest za to ekspansywna, putinowska Rosja. Rządzący w Warszawie są asertywni wobec Rosji, ale nie podoba im się także niemiecka dominacja w Unii Europejskiej. Sojuszników dla swego projektu chcieliby szukać w innych stolicach „Europy środka”, od Tallinna po Bukareszt, od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne. Pytanie, czy w tych stolicach ktoś takim projektem jest zainteresowany?

Przeczytaj także:  Laurynas Kasčiūnas: chcemy budować z PiS Międzymorze

Można się zastanawiać, czy książka Ziemowita Szczerka powstałaby, gdyby polscy geopolitycy nie rzucili tytułowego hasła. Ale raczej powstałaby nawet i bez niego. Autor zajmuje się tym obszarem nie od dziś. O Europie „międzymorskiej” Szczerek pisze ze znawstwem i wiedzą, wyrobioną w ciągu wielokrotnych podróży, licznych rozmów, spotkań, zarówno z ekspertami, decydentami, jak i przygodnie poznanymi „zwykłymi ludźmi”.

W książce dają o sobie znać pasje Szczerka: zainteresowanie historią alternatywną i fikcyjnymi krainami tworzonymi na potrzeby literatury i popkultury. Przywołuje zaczerpnięte z komiksów o Tintinie Syldawię i Bordurię, które są konglomeratem stereotypów i wyobrażeń zachodnich Europejczyków o nie do końca oswojonym „Wschodzie”.

Szczerek na Europę Środkową patrzy bez złudzeń. Obserwuje ją w szczególnym momencie: ekspansja Rosji, kryzys migracyjny, trzeszcząca w szwach Unia Europejska, fala populizmów, obudzenie się nacjonalizmów, „odzyskiwanie godności” i „wstawanie z kolan”. Szczerek dostrzega niebezpieczeństwo, że kraje regionu będą przekształcać się w Bordurie – wsobne, obskuranckie, zamordystyczne państewka rządzone przez operetkowych dyktatorów.

A miało być przecież zupełnie inaczej: historia Europy Środkowej to miała być „success story”, przykład zwycięstwa modelu liberalnej demokracji, udane i efektowne włączenie do rodziny krajów europejskich. Znacznie łatwiej jednak sięgało się po europejskie fundusze, trudniej szło implementowanie europejskich wartości i zasad.

To poczucie, że mamy do czynienia z pozorem, przebraniem, upudrowaniem, towarzyszy lekturze niemal cały czas. Coś jest zatem niemieckawe czy gotyckawe, ale nie niemieckie czy gotyckie, Wschód próbuje udawać, imitować Zachód. Ale dowodzi to tego, że zachodni model jest atrakcyjny, nieudolnie się go jednak przeszczepia na lokalny grunt. Niemcy – można się im stawiać, kwestionować ich rolę w Europie. Nikt jednak nie będzie sobie z nimi psuł stosunków, nie warto. Wymierzonej w Berlin idei Międzymorza nikt tu raczej nie kupi.

Przeczytaj także:  Sprūds: Łotysze wiedzą, że należy dzwonić do Jarosława Kaczyńskiego. Ale Międzymorza z nami nie będzie

Na tle reszty regionu kraje bałtyckie zdają się być oazą spokoju. Nie grozi im, że staną się Borduriami. Populiści tu nie szaleją, nacjonaliści siedzą cicho, nikt nie chce przywracać kontroli granicznych. Bo niby gdzie? W Valce/Valdze, gdzie granicę przekracza się idąc do sklepu po drugiej stronie ulicy? Tutaj nawet strach przed rosyjskim zagrożeniem miejscowi rozmówcy Szczerka starają się tonować. Putin nie zajmie Narwy, „zielone ludziki” nie pojawią się w Dyneburgu. Raczej.

I tutaj mamy jednak do czynienia z próbą mentalnej „ucieczki” z regionu. W Europie Środkowej nikt nie chce być Wschodem, tym bardziej nikt nie chce być Wschodem w krajach bałtyckich – tu otwarcie kojarzącym się z sowiecką przeszłością. Szczerek dostrzega to zawieszenie między – jak to nazywa – „Radziecją” a Skandynawią. Delikatnie jednak pokpiwa z „niemieckawości” Łotwy, tak samo jak z estońskiego zafascynowania nowoczesnymi technologiami.

Co innego Litwa. Tu zawieszenie „pomiędzy” ma inny charakter. Z jednej strony Polska, z drugiej Rosja. Dwie siły, które od zawsze próbowały Litwę zdominować. Im gorsze stosunki z Polską, tym głośniej na Litwie mówi się o Bałtoskandii. Ale tak naprawdę nikt w nią nie wierzy (podobnie jak w Międzymorze). Mało jest na Litwie Skandynawii. Niby Polska i Litwa to inne światy, a jednak Szczerek dostrzega wiele podobieństw: imitowanie Zachodu tanimi środkami, szyldoza, obyczajowy konserwatyzm.

Z korzyścią dla książki, Szczerek opisuje odwiedzane kraje i zaobserwowane zjawiska bez nieraz spotykanego u polskich publicystów besserwisserstwa. Raczej pyta niż rzuca gotowe wytłumaczenia, diagnozy, recepty. Czasem jednak można odnieść wrażenie, że ponosi go publicystyczna swada, gubi go skłonność do efektownych, choć nie zawsze uzasadnionych porównań i uogólnień. Sam ma jednak świadomość tego, jak ograniczone mogą być jego narzędzia poznawcze („Może zadaję głupie pytania?”).

Pisząc o negatywnych zjawiskach, o nacjonalizmie, populizmie i innych środkowoeuropejskich demonach, Szczerek nie potępia otwarcie, ale próbuje poznać przyczyny. Gdy patrzy na uczestników warszawskiego Marszu Niepodległości czy na sanktuarium w Licheniu to nie wyśmiewa się, bo wie, że sam „jest stąd”. Ma świadomość własnego pochodzenia i nie wypiera się go. Pisze o rodzinnej wsi swojej babci, w twarzach jej mieszkańców może się „przeglądać jak w lustrze”. We fragmencie dotyczącym rodzinnych losów Szczerek, podobnie jak wcześniej Aneta Prymaka w „Bieżeństwie”, dotyka problemu nieopowiedzianej i nieprzepracowanej historii „zwykłych ludzi”.

Przeczytaj także:  „Bo wsie jechali” – recenzja reportażu „Bieżeństwo 1915” Anety Prymaki-Oniszk

Jak się wydaje, wedle autora nie ma alternatywy dla zachodniego modelu rozwoju, zachodniego rozumienia państwa, demokracji, praw człowieka. Choć i na Zachodzie populiści coraz głośniej mówią o odrzuceniu tego modelu. Ale czy na serio ktoś chciałby mieszkać w Bordurii?

Polub nas na Facebooku!