Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Prawo do wolności czy intryga Kremla. Bałtowie za Katalonią?

Co może łączyć estońskich Zielonych, łotewską lewicę, prorosyjską partię Tatiany Żdanok i eksprezydenta Litwy Rolandasa Paksasa, usuniętego z urzędu w wyniku impeachmentu? Pewnie niewiele, ale od paru tygodni także w krajach bałtyckich, podobnie jak w reszcie Europy, trwa dyskusja, czy Katalonia powinna mieć prawo do secesji. Oficjalnie władze w Wilnie, Rydze i Tallinnie podkreślają integralność terytorialną Hiszpanii, ale społeczeństwa i partie polityczne krajów bałtyckich wcale nie są zgodne, czy Katalończycy powinni czy nie powinni być niepodległym krajem. Jedni sądzą, że uznanie Katalonii będzie wsparciem dla Rosji, która dąży do destabilizacji mapy Europy, inni, że kraje bałtyckie, które jeszcze parę dekad temu były same okupowane przez potężny Związek Sowiecki, powinny mieć szczególną wrażliwość wobec dążeń Barcelony. Regułą jednak jest, że żadna z dużych, wpływowych partii nie opowiedziała się za wolnością Katalończyków od Madrytu. Els catalans muszą raczej liczyć na niewielkie, często kanapowe ugrupowania. A także na samorząd łotewskiej Jaunjelgavy.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Zaczęło się od gafy premiera

Valdis Dombrovskis. Zdj. Wikipedia / CC.

Cztery lata temu temat Katalonii nie był tak oczywisty jak obecnie. Zaczęło się od gafy ówczesnego premiera Łotwy Valdisa Dombrovskisa. Mogło go to nawet kosztować późniejszą karierę w instytucjach europejskich. Tak przynajmniej nerwowo informowała łotewska prasa. Co zrobił przywódca Łotwy? W rozmowie z Agencia Catalana de Noticies (lokalna agencją informacyjna – przyp. red.) powiedział, że jeśli decyzja o niepodległości Barcelony zapadnie w sposób „zgodny z prawem”, wtedy nie będzie można mieć zastrzeżeń do ogłoszenia przez Katalonię niezależności. Wypowiedź miękka, delikatna, ale Hiszpanie uznali to za wtrącanie się w swoje wewnętrzne sprawy. Na dywanik został wezwany ambasador Łotwy w Madrycie Jānis Eichmanis. Po prawdzie jednak także premier Litwy Algirdas Butkevičius wypowiedział się w podobnym duchu, że „każdy naród ma prawo do samookreślenia”. Hiszpanie wezwali wobec tego do MSZ także litewską ambasadorkę Audrę Plepyte. Regionalne gazety w Katalonii uznały wypowiedź premierów za jeden z najważniejszych newsów, poświęcając krajom bałtyckim swoje szpalty. Maleńka Łotwa, nieznana zupełnie Katalończykom, nagle stała się krajem o niebo bliższym. – Gdy mówiłam, że jestem z Łotwy, w hotelach, sklepach czy knajpkach, ludzie zatrzymywali się, by uścisnąć mi dłoń i pozdrowić mnie – wspominała dziennikarka gazety Neatkarīgā Rīta Avīze.

Później łotewska służba antykorupcyjna KNAB przez lata prowadziła dochodzenie, czy Valdis Dombrovskis nie przyjął od Katalończyków łapówki w wysokości paru milionów euro. Wielu traktowało to jako zemstę ze strony Hiszpanów. Oskarżenie opublikował jednak mało wiarygodny magazyn erotyczny ” Interviu”.

Debata o polityce zagranicznej

Imants Parādnieks. Zdj. Ernests Dinka / Saeimas Kanceleja / CC.

Jest styczeń 2014 roku, Łotwa dopiero co weszła do strefy euro i świętuje dyplomatyczny sukces. W międzyczasie tworzy się nowy rząd Laimdoty Straujumy, a w Sejmie odbywa się coroczna debata na temat łotewskiej polityki zagranicznej. Do głosu zgłosił się poseł nacjonalistów, będących częścią centroprawicowej koalicji rządzącej, Imants Parādnieks. Nie, nie mówił tym razem o Rosji, Ukrainie czy Krymie. A przecież właśnie trwał Majdan. – Jest jeden aspekt, na który chciałbym zwrócić uwagę. Główną zasadą w życiu narodów powinno być prawo do samookreślenia. Na tym prawie oparta  jest niepodległość Łotwy. Dziś w XXI wieku w Europie jest naród, który przez stulecia pokazał, że ma wykształconą swoją historię i kulturę, swój język i unikalną tożsamość. To Katalończycy. Podobnie jak Bałtowie w 1989 roku wzięli się oni jesienią 2013 roku za ręce, jednocząc się w drodze i pięknym marzeniu o swoim niepodległym państwie – mówił działacz narodowców z trybuny sejmowej, wspominając katalońską drogę, Via Catalana, w której wzięło udział pół miliona ludzi, a która wzorowana była na bałtyckim łańcuchu sprzed parudziesięciu lat. O tym marszu mówił w rozmowie ze mną parę lat temu honorowy konsul Łotwy w Barcelonie Xavier Vinyals i Capdepon. Wspominał także bałtycką drogę z 1989 roku. – Byłem wtedy bardzo młody. Zjawiłem się tam z powodów ideologicznych, upadek Związku Sowieckiego i te sprawy. Ale jak uczestniczyłem w Bałtyckiej Drodze to była dla mnie jako dla Katalończyka po prostu jedna demonstracja więcej. Bardzo działająca na wyobraźnię, ale jedna demonstracja więcej. Dopiero po jakimś czasie, gdy Łotwa już odzyskała niepodległość, zrozumiałem, jak wielkie było tego wydarzenia znaczenie – powiedział w Programie Bałtyckim Radia Wnet Vinyals i Capdepon.

Wierzę, że wszyscy koledzy z Sejmu wzięli ten katalog, którego nazwa „Katalonia woła – co świat wiedzieć powinien”. Musimy wiedzieć, że język kataloński nie jest dialektem hiszpańskiego, ale odrębnym językiem tak jak włoski czy francuski. To dziewiąty język pod względem wielkości w Europie, którym mówi więcej niż siedem milionów ludzi – agitował dalej Parādnieks, który nawet nie był wtedy członkiem Komisji Spraw Zagranicznych, Europejskich ani parlamentarnej grupy łotewsko-hiszpańskiej, ale działał podobnie jak wszyscy narodowcy na rzecz wolnego Tybetu. Właśnie Bałtowie najlepiej i najboleśniej mogliby zrozumieć, co Katalończycy przeżyli. Podobnie jak my za czasów Stalina i innych wodzów komunistycznych, Katalończycy w czasie dyktatury Franco byli wsadzani do więzień, niszczeni, zakazano im języka ojczystego, a najbardziej światłe umysły musiały opuścić kraj. Dlatego Łotwa musi pryncypialnie wspierać naród kataloński, który oczekuje, że Europa zrozumie i doceni jego demokratyczną wolę. By samemu określić los swojego narodu – powiedział w Sejmie łotewski narodowiec. Nie spotkało się to jednak z wielką reakcją na sali. Ot, kolejny zagubiony ideowiec. Później Parādnieks wezwał w przemówieniu Łotwę, by nie była tak tchórzliwa jak zachodnie mocarstwa w 1990 roku i jak najszybciej uznała Katalonię, podobnie jak to zrobił Reykjavík z Rygą ponad dwie dekady temu.

Niech żyje rosyjski Krym, niech żyje wolna Katalonia

– Ta kobieta jest warta więcej niż cała dywizja pancerna. Na wiecach ma energię huraganu, a w robocie papierkowej – skrupulatność komputera. „Skarb” – mówi Mirosław Mitrofanow, publicysta i poseł na sejm z ramienia Rosyjskiego Związku Łotwy. – Opluje, ośmieszy, upokorzy. Nie przepuści żadnej okazji i użyje każdej metody, żeby zaszkodzić Łotwie. Nie znam nikogo, kto by tak nienawidził własnej ojczyzny. Przekleństwo – odpowiada Anatolijs Gorbunovs, pierwszy przewodniczący łotewskiego parlamentu. – Mam mówić o Tatianie Żdanok? – pyta łotewski eurodeputowany Karlis Szadurskis. – To będzie opowieść o rosyjskiej agenturze w europejskich instytucjach. O agentce zwerbowanej jeszcze przez KGB, przez lata uśpionej i teraz aktywowanej – tak pisał o Tatianie Żdanok dwa lata temu dziennikarz Gazety Wyborczej Igor T. Miecik.

Poseł na Sejm Mirosław Mitrofanow w czasie protestu za niepodległą Katalonią w Rydze. Zdj. Rosyjski Związek Łotwy / Facebook.

Okej, narodowcy mogą jej nienawidzić. Ale to ona teraz podniosła sztandar niepodległości Katalonii i trzyma go nawet teraz w zmarzniętej od jesieni Rydze.

***

7 listopada. Setna rocznica rewolucji październikowej. Rosyjski Związek Łotwy umieszcza na Facebooku zdjęcia z antyhiszpańskich demonstracji w Barcelonie. Obok wielka flaga katalońska z hiszpańskim napisem liberdad. Trzy dni później przed ambasadą Hiszpanii w Rydze grupka działaczy partii urządza demonstrację z użyciem katalońskich symboli narodowych. Nie mogło zabraknąć la pasionarii Tatiany Żdanok. Mirosław Mitrofanow, były poseł prorosyjskiej partii O Prawa Człowieka w Zjednoczonej Łotwie, trzyma transparent z flagą Katalonii zakrytą więziennymi kratami. Przemawia młoda gwiazda partii Aleksandr Filej. Już parę lat temu Filej udzielił wywiadu Programowi Bałtyckiemu Radia Wnet, w którym mówił także o prawie regionów europejskich do autonomii czy nawet niepodległości. – Możliwe rozszerzenie suwerenności Katalończyków, Galisyjczyków czy Basków, czy nawet deklaracja niepodległości, to sprawa bardzo na czasie. Jesteśmy przekonani, że te sprawy powinny zostać rozwiązane przez wolne referenda w tych regionach. W każdym razie – prawo międzynarodowe nie zabrania, ale wręcz przeciwnie: daje prawo ludziom do samookreślenia. A jeśli kulturalne i historyczne tradycje sprzyjają prawu do samookreślenia, musimy to uznać – powiedział wtedy Filej.

Tatiana Żdanok z katalońską flagą. Protest Rosyjskiego Związku Łotwy za niepodległą Katalonią. Zdj. Rosyjski Związek Łotwy / Facebook.

Mitingi Tatiany Żdanok w sprawie Katalonii są jednak mikroskopijne w porównaniu z protestami, jakie mogą wybuchnąć po przejściu szkół rosyjskich całkowicie na łotewski, co planowane jest przez obecny rząd. – Zorganizowaliśmy te akcje, by wyrazić nasze poparcie dla towarzyszy z Lewicy Republikańskiej Katalonii, uwięzionych przez władze hiszpańskie. Ale drugi powód jest taki, że po prostu chcemy się solidaryzować z ludźmi z Katalonii, którzy obecnie nie są reprezentowani na poziomie Unii Europejskiej. Paradoks, że taką reprezentację mają mniejsze narody takie jak Estończycy i Maltańczycy – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Mirosław Mitrofanow, asystent Tatiany Żdanok w Parlamencie Europejskim.

Przemawia Tatiana Żdanok. Protest Rosyjskiego Związku Łotwy za niepodległą Katalonią. Zdj. Rosyjski Związek Łotwy / Facebook.

Żdanok, opowiadając się za niepodległością Katalonii, realizuje strategię Kremla, by maksymalnie rozbić, rozczłonkować Europę Zachodnią, chaos w tej części świata jest Putinowi bardzo na rękę – mówi w rozmowie ze mną jeden ze znanych analityków łotewskich zajmujących się polityką międzynarodową. Można na to jednak popatrzeć inaczej. Partia Tatiany Żdanok od trzynastu lat jest częścią Wolnego Sojuszu Europejskiego, skupiającego organizacje dążące do pogłębienia autonomii czy nawet secesji poszczególnych regionów. Z ramienia tego sojuszu zasiada we wspólnej frakcji parlamentarnej z Zielonymi w Strasburgu. W 2015 roku ówczesna szefowa Zielonych Rebecca Harms uznała jednak za stosowne publicznie odciąć się od Żdanok. – Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby podobny los pani Tatiana chciała zgotować Łotwie – dodaje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim polityk rządzącej centroprawicy. – Za wszystkim może stać Kreml mówi naszemu portalowi wicedyrektor Łotewskiego Instytutu Polityki Zagranicznej Kārlis Bukovskis. – Tatiana Żdanok popiera agendę Federacji Rosyjskiej w sprawie Katalonii, ale ważne jest także to, że chce się wypromować przed wyborami do Sejmu w 2018 roku – dodaje Bukovskis. Według analityka będzie to jednak dla niej kiepskie paliwo.

Protest Rosyjskiego Związku Łotwy za niepodległą Katalonią. Zdj. Rosyjski Związek Łotwy / Facebook.

***

Parę dni temu wypowiedziała się historyczna partia socjaldemokratyczna, dzięki której na emigracji w ogóle wiedziano o niepodległościowych aspiracjach Łotwy. – Zbliża się 18 listopada, gdy najjaśniejsze umysły łotewskiego narodu ogłosiły niepodległość, niezbywalne prawo każdego narodu. Państwo narodowe to wartość, która przysługuje każdemu narodowi, który mieszka na swym etnicznym terytorium i tego chce. Ci, którzy nie chcą sprawiedliwego rozwiązania, mówią, że ogłoszenie niepodległości przez Katalonię to wewnętrzna sprawa Hiszpanii. Należałoby przypomnieć, jak Łotwa odzyskała swą niepodległość. Jak cieszyliśmy się z rezultatów referendum zorganizowanego przez Łotewski Front Narodowy, jak cieszyliśmy się pierwszymi uznaniami międzynarodowymi wolnej Łotwy – tyle mówi oświadczenie Łotewskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej. Przy okazji partia opowiedziała się za dymisją obecnego ministra spraw zagranicznych Łotwy Edgarsa Rinkēvičsa.

Łotewska lewica jest jednak dziś formacją zupełnie kanapową i to nie od jej stanowiska zależy pozycja Łotwy wobec niepodległości Katalonii. O wiele silniejsza i reprezentowana w Sejmie Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda”, łącząca Rosjan i Łotyszy, o wolnej Katalonii, w przeciwieństwie do Tatiany Żdanok, wspominać nie chce. Nie jest to zresztą interesujące dla jej elektoratu.

Katalonia kolonizowana jak sowiecka Łotwa

Poparcie dla niepodległości Katalonii to prywatna inicjatywa posła Parādnieksa – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Rihards Kols, odpowiedzialny u narodowców za politykę międzynarodową. Nie do końca tak jest. Słynny bloger nacjonalistyczny, parę lat temu nominowany przez narodowców w skład Centralnej Komisji Wyborczej, Ritvars Eglājs wylicza podobieństwa między Łotwą okupowaną przez Sowietów a będącą pod władzą Madrytu Katalonią. Zaczyna od sakramentalnego wyznania. – Katalończycy mają takie same prawo do niepodległości jak Łotysze, Szkoci, Duńczycy czy Czeczeni. Nie zgadzam się z tym, co mówią łotewscy przeciwnicy niepodległości Katalonii, że to są hiszpańscy Łatgalczycy. Oni są odrębnym narodem – wyrokuje Eglājs. Przy okazji uspokaja także łotewskich prawicowców. – Można usłyszeć, że niepodległościowcy katalońscy to lewica, nie mają wyraźnej większości. Odpowiadam więc. Katalończycy mają poczucie narodowe, mieli swoją historię i państwowość, a język kataloński jest dalszy hiszpańskiemu niż portugalski. Owszem, Katalończycy rozumieją hiszpański, ale na takiej samej zasadzie Ukraińcy rozumieją rosyjski. Druga sprawa. To fakt, że wielu niepodległościowców katalońskich to lewica. Ale trzeba pamiętać o frankistowskiej przeszłości i można tutaj zacytować słowa wybitnego Polaka Józefa Piłsudskiego. „Wsiadłem do czerwonego socjalistycznego tramwaju, a wysiadłem na przystanku niepodległość” – pisze Eglājs.

Zbija także argumenty, że nie ma wyraźnej większości w Katalonii za niepodległością. – Pół na pół jest tylko dlatego, że Katalonia została skolonizowana przez Hiszpanów. 35% mieszkańców urodziło się poza Katalonią, analogicznie jak 26% osób na Łotwie w 1989 roku. Język kataloński za swój uznaje 40% mieszkańców, na Łotwie w 1989 roku 52%  – wylicza podobieństwa między sowiecką Łotwą w czasach działalności Łotewskiego Frontu Narodowego a współczesną Katalonią Eglājs.

Oficjalnie łotewscy politycy milczą

Veiko Spolītis. Zdj. Reinis Inkēns / Saeimas Kanceleja / CC.

Politycy trzech partii centroprawicowych tworzących łotewski rząd niechętnie wychylają się, kwestionując oficjalną linię MSZ, że Katalonia to wewnętrzna sprawa Hiszpanii. Jednym z wyjątków jest poseł i były wiceminister obrony Veiko Spolītis, obserwator referendum niepodległościowego w Barcelonie, który delikatnie przyznaje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim, że Katalonia mogłaby być niepodległa, bo ma wszystkie atrybuty państwowości. – Wybicie się na niepodległość nie jest łatwe, ale mamy przykłady aksamitnego rozwodu w Czechosłowacji czy separacji Słowenii i Chorwacji. By tak się stać Katalończycy muszą wypowiedzieć się nie fifty fifty, jak ma to miejsce obecnie, ale po prostu większość ludzi musi być za niepodległością – dodaje poseł na Sejm. – Problem Katalonii polega na tym, że w swoją grę grają nie tylko Katalończycy, ale także dwie duże partie hiszpańskie PSOE i Partia Ludowa oraz Trybunał Konstytucyjny, który został w 2006 roku spolityzowany przez te siły polityczne podobnie jak ma to miejsce obecnie w Polsce. Mamy więc kryzys gospodarczy, polityzację sądów i niezdolność premiera Rajoya do politycznych negocjacji, by rozwiązać największy kryzys polityczny po śmierci Franco – mówi Przeglądowi Spolītis. Polityk dodaje, że powinniśmy poczekać na wynik wyborów w Katalonii przewidzianych na 21 grudnia.

Usunięty prezydent broni Katalonii

Były prezydent Litwy Rolandas Paksas, który został usunięty z funkcji w wyniku skandalu w 2004 roku, w tle oskarżenia o związki z Moskwą, napisał w sprawie Katalonii list otwarty do przewodniczącego Sejmu Viktorasa Pranckietisa.

Flaga katalońska na biurze Rolandasa Paksasa. Zdj. Paksas.lt.

Jesteśmy suwerennym narodem, więc nie mamy moralnego prawa, aby zamknąć oczy, na to co się dzieje w Katalonii – pisze Rolandas Paksas. – Katalonia to stary naród europejski z historią dłuższą niż tysiąc lat. Data powstania rządu Katalonii sięga 1359 roku, a Carles Puigdemont jest 130-tym prezydentem kraju – przypomina eksprezydent. – Dlaczego nie chcemy usłyszeć głosu Katalończyków? Większość Litwinów wciąż pamięta, jak przywódcy wielkich mocarstw zachodnich również kiedyś nazywali nas separatystami. Tylko z szacunku dla byłego ministra spraw zagranicznych Islandii, honorowego obywatela Wilna Jona Baldvina Hannibalssona Litwa nie ma prawa deptać ideały wolności i solidarności małych narodów – pisze Paksas. W tym samym dokumencie eksprezydent pyta marszałka Sejmu dlaczego w litewskim Sejmie nie powstała grupa na rzecz wsparcia dla Katalonii, którą można widzieć już w parlamentach Szwajcarii czy Danii. Na koniec domaga się od szefa legislatywy, by ta przyjęła rezolucję, która wyrazi polityczne poparcie dla niepodległości Katalonii.

Estońscy Zieloni wspierają wolność Katalończyków

– To co się dzieje w Katalonii to wewnętrzna sprawa Hiszpanii – powiedział premier Estonii Jüri Ratas. Z tym nie zgadzają się estońscy Zieloni, którzy właśnie weszli do koalicji rządzącej miastem Tallinn. – Wzywamy rząd i Riigikogu, by zgodnie z zasadą wolności ludów i samookreślenia, uznały niepodległość Republiki Katalońskiej – wydali oświadczenie wiceszef Zielonych Aleksander Laane i członek zarządu Marko Kaasik. Według Zielonych konserwatywny rząd w Madrycie niewiele zrobił, by znaleźć rozwiązanie w dialogu. – Wręcz przeciwnie, fizycznie uniemożliwiając przeprowadzenie referendum, odmawiając negocjacji i strasząc środkami represyjnymi, rząd Hiszpanii zrobił wszystko, by zapewnić wzrost spięć – twierdzą estońscy Zieloni, oskarżając jednocześnie premiera Mariano Rajoya o tendencje dyktatorskie. – Widzimy przyszłość Katalonii w rodzinie krajów Unii Europejskich – dodają politycy tej pozaparlamentarnej partii.

Przemówił samorząd Jaunjelgavy

Niepodległość Katalonii wsparł w Łotwie samorząd miasta Jaunjelgava, który wysłał list do katalońskiego związku samorządowego. – Duża część społeczeństwa łotewskiego nie jest obojętna i popiera prawo ludu Katalonii, by samemu decydować o swojej przyszłości. Ludzie są wstrząśnięci akcjami przemocy ze strony rządu Hiszpanii i represjom, które spadły na Katalończyków – możemy przeczytać w liście, który podpisała burmistrz Gunta Lībeka. Działaczka samorządowa zachęciła także inne władze lokalne Łotwy, by poszły w ślady Jaunjelgavy. Na akcję samorządu zareagowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. – Katalonia to wewnętrzna sprawa Hiszpanii, którą trzeba rozwiązać zgodnie z hiszpańskim prawem i konstytucją – możemy przeczytać w oficjalnym komunikacie. Edgars Rinkēvičs podkreślił, że rozumie Łotyszy wspierających Katalończyków, ale sytuacja Łotwy w 1990 roku była zupełnie inna. Istniało niepodległe państwo przed wojną, do którego można się było odwoływać, a po II wojnie światowej tereny Łotwy po prostu były okupowane.

Przystań politycznych dziwaków

– Pozycja Łotwy jest taka, że popieramy terytorialną integralność Hiszpanii – powiedział szef parlamentarnej grupy łotewsko-hiszpańskiej Aleksejs Loskutovs. – Katalończycy po śmierci Franco mieli możliwość współuczestniczyć w budowie demokratycznej konstytucji, ich los był inny niż Łotyszy poddanych sowieckiej okupacji – przypomina poseł Atis Lejiņš z tej samej centroprawicowej koalicji. – Obecnie stacjonuje na Łotwie trzystu żołnierzy hiszpańskich w ramach batalionu NATO, a to ma swoją wagę – dodaje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim analityk Kārlis Bukovskis.

Wydaje się zatem, że Senyera, czyli sztandar niepodległości Katalonii, dalej będą nieść w krajach bałtyckich polityczni dziwacy, marginałowie, ekscentrycy czy osoby, które kiedyś były potężne, a wypadły już definitywnie na out takie jak prezydent Rolandas Paksas. Żadna z dużych partii nad Bałtykiem nie chce się pakować w barcelońską kabałę. I to pomimo faktu, że wiele osób doszukuje się podobieństwa nie tylko w łańcuchu bałtyckim i Via Catalana, ale także w historii obu regionów.

Rozwiązaniem dla Katalonii jest bezpiecznie przeprowadzone referendum pod auspicjami obserwatorów Unii Europejskiej, w którym wezmą tylko udział mieszkańcy kraju. Nie jest dopuszczalne, by politycy, którzy walczą o prawo do samookreślenia swojego narodu byli wsadzani do więzienia – na razie są to tylko pobożne życzenia łotewskich socjaldemokratów, którzy za rok prawdopodobnie znów przegrają po raz szósty wybory do Sejmu.

 

Zdjęcie tytułowe: Tatiana Żdanok ze swoją partią Rosyjski Związek Łotwy (Latvijas Krievu savienība) walczy w Rydze o niepodległą Katalonię. Zdj. Rosyjski Związek Łotwy / Facebook.

Polub nas na Facebooku!