Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Andreas Kaju: W rządzie Ratasa dobrze się pracuje, ale wdrażanie polityk nie wychodzi

Jesienią 2016 roku estońska scena polityczna przeszła poważną metamorfozę – upadł rząd Taaviego Rõivasa z Partii Reform, a na jego miejsce powstał gabinet Jüriego Ratasa z Partii Centrum. Zmiana wzbudzała obawy o utrzymanie proeuropejskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz rozwój gospodarczy kraju. W rozmowie z Andreasem Kaju rozmawiamy o osiągnięciach rządu, słabych notowaniach partii koalicyjnych oraz sytuacji pozostałych partii opozycyjnych.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Andreas Kaju jest współzałożycielem (2009) estońskiej firmy doradztwa politycznego Meta Advisory Group, która w 2011 roku dołączyła do sieci Fipra, jako Fipra Estonia. Wcześniej pracował w Estońskiej Izbie Handlowo-Przemysłowej oraz jako doradca premiera Juhana Partsa, jako szef klubu parlamentarnego Res Publiki oraz jako doradca ministra obrony Jaaka Aaviksoo.

Rozmowa jest drugą częścią wywiadu z Andreasem Kaju dotyczącego estońskiej sceny politycznej. Część pierwsza dostępna jest na stronie „Kaja Kallas pragmatycznie kieruje Partią Reform”.

Kazimierz Popławski, Przegląd Bałtycki: Porozmawiajmy o koalicji rządzącej, o dwóch mniejszych partiach współtworzących rząd Jüriego Ratasa. Poparcie Partii Socjaldemokratycznej i Związku Ojczyzny i Res Publiki stopniowo spada. Jakie są tego przyczyny?

Andreas Kaju: Przyczyny dla każdej z partii są różne, ale mają one wspólny mianownik. Poparcie dla Partii Reform i Partii Centrum wydaje się być stabilne, ale estońska polityka się zmienia, w taki sam sposób jak w innych krajach Europy. Są to takie czynniki jak wojny kulturowe, polityka tożsamościowa, nowy rodzaj populizmu. Wyzwaniem dla mniejszych partii jest to jak powinny na te trendy reagować. W przypadku dwóch wspomnianych partii można argumentować, że podjęły złe decyzje, ale z drugiej strony, znowu, można powiedzieć, że nie jest to efekt ich własnej działalności, ale efekt zmian, po których nie pasują one do nowej sceny politycznej.

Czy w przypadku Związku Ojczyzny i Res Publiki można zakładać, że partia byłaby w lepszej sytuacji, byłaby w stanie rywalizować z Estońską Ludową Partią Konserwatywną, gdyby nie weszła do centro-lewicowego rządu?

Można tak argumentować, ale jeśli wrócimy do wczesnych lat 2000., zobaczymy jak scena polityczna wyglądała wówczas. Ojczyzna próbowała wówczas rywalizować z Partią Reform o głosy centro-prawicowe, od tamtego czasu zawsze była mniejszym partnerem z 6-8 mandatami, podczas gdy Partia Reform miała 20-25 miejsc w parlamencie. Obecnie mamy cztery centro-prawicowe partie.

To typowe dla estońskiej sceny politycznej, że jest wiele prawicowych i centro-prawicowych partii.

Nie, nie sądzę. Do 2003 roku mieliśmy Partię Reform z 12-15 mandatami, Ojczyznę z 6-12 mandatów, pozostałe to ugrupowania umiarkowane, centro-lewicowe, chłopskie. Nie mamy już partii agrarnych, chociaż ludowi konserwatyści są następcami jednej z takich partii, niektórzy członkowie byli członkami poprzedniego ugrupowania. Partie prawicowe nigdy nie stanowiły większości, ale Partia Reform niemal od zawsze była w koalicjach, bo od 1999 roku. Jeśli spojrzymy na Ojczyznę, to widzimy, że zmianę przyniosła EKRE, czyli partia konserwatywna – jej bardziej agresywna, patriotyczna i nacjonalistyczna narracja, wobec której nie wiedzą jak się pozycjonować i tracą najbardziej patriotycznych i konserwatywnych wyborców na jej rzecz. Od 2007 r. wyborców libertariańsko-konserwatywnych tracą na rzecz Partii Reform. Można też stwierdzić, że w pewnym momencie zaczęli tracić wyborców należących do inteligencji, intelektualistów na rzecz Socjaldemokratów.

Wynika z tego, że nie ma dla miejsca dla Ojczyzny na scenie politycznej.

Trudno powiedzieć czy jest, czy nie ma. Są analitycy, w tym ja, którzy od kilku lat wieszczą koniec tej partii. Z drugiej strony ugrupowanie zawsze było w stanie wyjść z takiej krytycznej sytuacji, ponieważ Ojczyzna ma wielką historię, w tym osoby takie jak Mart Laar, kilku premierów.

W tej historii upatrują swojej szansy na ratunek. Zmieniają nazwę na dawną – Ojczyznę. Wracają do korzeni?

Tak, zmieniają nazwę. Obecnie partia to Związkiem Ojczyzny i Res Publiki. Do korzeni wracają przynajmniej z nazwą, ale zobaczymy jak zmieni się program. Nowy lider Helir-Valdor Seeder jest konserwatywny obyczajowo, podobny jest także profil partii odkąd odeszli byli liderzy – Marko Mihkelson i Margus Tsahkna, którzy są mają poglądy libertariańsko-konserwatywne. Ojczyzna zawsze reprezentowała silny gospodarczy libertarianizm, reformy wolnorynkowe, a teraz pozostał tylko konserwatyzm obyczajowy. W sprawach ekonomicznych pojawiają się bardzo dziwne i chaotyczne pomysły dla tej siły politycznej, jak nacjonalizacja drugiego filaru emerytalnego. Obecnie właściwie już nie rywalizują z Partią Reform w sprawach ekonomicznych, co dla nich jest bardzo złe, trudno też powiedzieć czy uda im się to zmienić w ciągu 9-10 miesięcy pozostałych do wyborów. Jeśli w ideologii partii pozostał tylko konserwatyzm obyczajowy, pokonanie skrajnej prawicy jest niemożliwe. Ugrupowanie skrajne zawsze jest w stanie przesunąć się na jeszcze bardziej skrajne pozycje, zawsze mogą powiedzieć coś gorszego.

Jevgeni Ossinovski, przewodniczący Partii Socjaldemokratycznej, zapowiedział, że ustąpi ze stanowiska ministra po zakończeniu negocjacji budżetowych, by zadbać o wyniki partii. Seeder z Ojczyzny od objęcia przewodnictwa w partii jest poza rządem.

Seeder, kiedy został przywódcą swojej partii jasno powiedział, że zostanie poza rządem. Widział on, że umowa koalicyjna nie jest zbieżna z jego preferencjami politycznymi. To prawda, że nowym osobom, które wprowadził do rządu, np. minister finansów Toomas Tõniste, nie podoba się pomysł wprowadzenia sześciu lub siedmiu nowych podatków, co znalazło się w umowie koalicyjnej. Nowej Ojczyźnie naprawdę nie podoba się umowa koalicyjna.

Dlaczego więc nie wyjdą z koalicji?

Prawdopodobnie zabiłoby to również ich partię. Są w trudnej sytuacji i rywalizują z trzema innymi ugrupowaniami o podobnym profilu. Będąc w rządzie pojawiają się także w mediach, co daje pewne szanse na dalszą rywalizację. Druga rzecz – oni są odpowiedzialni za stworzenie tego nowego rządu. Dosłownie. Wraz z Socjaldemokratami doprowadzili do upadku poprzedniego rządu współtworzonego z Partią Reform, głosili, że chcą zmiany, nowego myślenia politycznego itd. Jeśli teraz znów wyszliby z rządu zupełnie straciliby twarz.

Skąd problemy Partii Socjaldemokratycznej?

Podobnie jak Ojczyzna, tak lider Socjaldemokratów Jevgeni Ossinovski był jednym z architektów wspomnianej zmiany politycznej. Jego partia naprawdę nie ma powodu, by opuszczać koalicję rządową; być może on personalnie ma pewne powody – z jego nazwiskiem łączony jest wzrost akcyzy i inne sprawy, co wiąże się także ze spadkiem notowań partii. Może powinien zrezygnować ze stanowiska przewodniczącego partii i dać komuś innemu szansę wzmocnić partię w ciągu 10 miesięcy pozostających do wyborów. To co on teraz robi jest dziwne, opuszcza rząd przyznając się do błędów, ale pozostaje na stanowisku przewodniczącego.

Trzecia przyczyna dlaczego koalicjanci nie opuszczają rządu jako partnerzy koalicyjni to coś o czym mówią prywatnie – jeśli oceniać rząd po atmosferze pracy, jest to najlepszy rząd jaki ktokolwiek pamięta. Jüri Ratas jest dobrym premierem, tak jako osoba, jak i team leader, zwłaszcza w porównaniu z czasami Taaviego Rõivasa, zapewne jest lepsza także niż we wcześniejszych rządach Ansipa.

A więc rząd jest bardziej demokratyczny.

Tak, jest bardziej demokratyczny, a ludzie w rządzie dobrze się czują. Są spotkania i dyskusje, przed trudnymi debatami w rządzie prowadzone są rozmowy na bardziej bezpośrednim poziomie z liderami lub ministrami, jest zaufanie między członkami rządu, zapewne dzięki Ratasowi. To co nie działa to wdrażane poszczególnych polityk.

Wspominaliśmy wcześniej o EKRE. Jeśli spojrzeć na sondaże, zyskują oni najwięcej w ostatnich latach. Jakie są źródła ich popularności?

Na ich wyniki wpływają większe europejskie trendy w polityce, nie ma lokalnych, specyficznych tylko dla Estonii czynników. Jeśli spojrzeć na badania opinii publicznej, należy zauważyć, że popierają ich ludzie, którzy są przeciwko wszystkiemu – przeciwko rządowi, parlamentowi, prezydentowi. Nie popierają nikogo. W pewnym sensie jest to elektorat protestu. W innym – ich poparcie znacząco wzrosło w czasie kryzysu migracyjnego i na tym się utrzymuje. Trudno w Estonii znaleźć uchodźców, ale temat urósł do ogromnego problemu, który EKRE skapitalizowało politycznie. Druga sprawa, która przyniosła im wzrost poparcia to kwestia związków partnerskich, wprowadzenie prawa legalizującego je wzburzyło wielu ludzi. Także kościół luterański, chociaż nie mamy kościoła narodowego, ale który jest de facto kościołem państwowym i który cieszy się największym kapitałem politycznym, stał się w ostatnim czasie bardzo aktywny w sprawach socjalnych, podtrzymując w debacie publicznej sprawy, które przynoszą korzyść EKRE. A więc sprawy europejskie, ogólny trend polityki tożsamościowej, wojen kulturowych. Istotny jest także sposób w jaki działają media: zestawia się przeciwne poglądy, daje się miejsce do wypowiedzi, gdzie osoby o marginalnych poglądach stały się równymi partnerami w debacie. Być może EKRE popierana jest w jakimś stopniu elektorat wiejski, o czym wspominałem wcześniej, który niekoniecznie jest konserwatywno-nacjonalistyczny, ale który potrzebuje reprezentacji terenów wiejskich i ich problemów; należy jednak dodać, że EKRE nie porusza tych tematów.

Cofnijmy się w czasie o pół roku, do jesiennych wyborów samorządowych. Partia Centrum wygrała wybory w Tallinnie, mogłaby rządzić samodzielnie, ale zdecydowała się na zaproszenie do koalicji Partii Zielonych. Kto na tej decyzji skorzysta – centryści czy zieloni?

Myślę, że ten zabieg planowany był tak, by obie strony na tym skorzystały. PC miałaby pokazać, że nie rządzi samodzielnie, że tworzy koalicję i dzieli się władzą w mieście, co wprowadza nadzór do ratusza i daje większą transparentność. Po stronie PC architektem tej koalicji jest Raimond Kaljulaid, który jest przewodniczącym jednego z tallińskich okręgów (dzielnic), który prywatnie jest bratem przyrodnim prezydent Kersti Kaljulaid. Jest on młodym politykiem, hipsterem, metroseksualnym mężczyzną, który z jakiegoś powodu jest w Partii Centrum, ale równie dobrze mógłby się znaleźć w Partii Reform, wśród Socjaldemokratów, jest zupełnie zdystansowany wobec jakiejkolwiek ideologii. Kaljulaid dostrzegł możliwości w licznych ostatnio debatach i protestach dotyczących środowiska – Rail Baltica, fabryka celulozy w południowej Estonii, tras Raidi i Haabersti w Tallinnie oraz inne sprawy. Dla Zielonych natomiast dołączenie do koalicji miało posłużyć do umocnienia wizerunku i miało dać narzędzie do prezentacji poglądów, by móc dostać się do parlamentu w 2019 roku. Partia ta w przeszłości miała reprezentację w parlamencie, ale obecnie nie mają żadnych mandatów. Do tej pory wygląda na to, że nie wykorzystują tej szansy – zajęli stanowiska w tallińskim ratuszu, ale nie korzystają z nich, by uzyskać większe poparcie, po prostu pobierają tam wynagrodzenia.

Przeczytaj także:  Estońscy Zieloni wychodzą z cienia. Będą współrządzić Tallinnem

Züleyxa Izmailova, przewodnicząca partii, zapowiadała, że chcą w ten sposób skapitalizować wejście do koalicji. Niedawno powiedziała, że mają nadzieję na 10% poparcia w wyborach. W ostatnim sondażu Zieloni uzyskali około 6%, ale wcześniej mieli zawsze 3-4% poparcia.

Tak, jak powiedziałem, jest wiele spraw środowiskowych, które są debatowane, jeśli Zieloni byliby na aktywni tyle na ile mogą i powinni być, mogliby na tym zbić kapitał i poparcie, ale dotychczas niewiele ku temu zrobili. Myślę, że Kaljulaid i Partia Centrum oceniają obecną sytuację i mogą wystąpić z propozycją do Partii Zielonych, by startowali oni z list Partii Centrum w nadchodzących wyborach.

Zieloni odrzucili tego rodzaju spekulacje.

To prawda, ale biorąc pod uwagę, że są w koalicji, trzech członków zarządu partii ma stanowiska w tallińskim ratuszu, dzięki czemu cieszą się przyjemnym, wygodnym życiem, nie jest to niemożliwe. Kampania zwykle oznacza ciężką pracę i zaciąganie długów na jej finansowanie, to zupełnie inny świat. Teraz wygląda na to, że spróbują sami, ale do wyborów wiele może się jeszcze zmienić.

Niektórzy komentatorzy nazywają Zielonych, po decyzji o wejściu do koalicji w stolicy, listkiem figowym Partii Centrum. Jak są oni aktualnie postrzegani?

Nic się nie zmieniło, nikt nie traktuje ich poważnie w tallińskim samorządzie, nikt kto prowadzi pragmatyczną politykę nie uważa, że robią oni coś co ma rzeczywisty wpływ na cokolwiek. Nie wiadomo czy to im pomoże w wyborach w 2019 roku czy nie. Ich postrzeganie jest jednak niezmienne – nie decydują oni o niczym, nikt nie pyta o ich opinię w ważnych sprawach, otrzymują oni jedynie wynagrodzenia za piastowanie stanowisk i wykonywanie niewielkich zadań.

Czyli wpływ na prowadzoną w samorządzie politykę jest niemożliwy, bez wsparcia własnych przedstawicieli w radzie miasta?

Tak, ale z drugiej strony niektóre z tych oskarżeń o bycie listkiem figowym, nie są całkowicie szczere. W przeszłości Socjaldemokraci również współtworzyli koalicję stołeczną z Partią Centrum i mieli podobną pozycję co obecnie Partia Zielonych, nikt nie pytał ich o opinię w żadnej sprawie. Rzeczywistość w radzie Tallinna jest taka, że właściwie zawsze większość ma Partia Centrum, chociaż obecnie jest to większość zaledwie jednego mandatu. PC jest stale aktywna wysuwając członkom opozycji różne propozycje, by tę większość podnieść, by uzyskać więcej głosów.

Wspomniał pan wcześniej o Jürim Ratasie, dobrym team leaderze swojego rządu. Zapowiadał on poważne zmiany w prowadzeniu polityki. Co jego rząd osiągnął w ciągu ostatniego półtora roku?

Po pierwsze, kraj jest nadal nienaruszony – było wielu ludzi, którzy rzeczywiście bali się, zwłaszcza o utrzymanie kierunku polityki zagranicznej i bezpieczeństwa; nie wiadomo było jaką siłą w partii dysponowali wówczas Jüri Ratas, Kadri Simson, Mailis Reps, Jaak Aab, czy udało im się skonsolidować władzę wewnątrz partii, czy kontrolują partię, czy mają większość, na ile stabilna jest ich frakcja, czy będą w stanie narzucić partii także swoją wizję polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, czy będą zawierać kompromisy w partii w tych sprawach oraz w kwestiach polityki językowej, obywatelskiej, czy edukacyjnej. Było wiele tych strachów. Było kilka potknięć, kiedy ministrowie mówili o swoich osobistych poglądach, które nie zgadzały się z polityką rządu, ale zawsze wtedy Ratas szybko i zdecydowanie reagował i w różny sposób karał te osoby, np. zmuszając do rezygnacji ze stanowisk. Jest więc bardzo zdecydowany, by pokazać społeczeństwu i mediom, że jest politykiem mainstreamowym, jego partia jest mainstreamowa, a nie prorosyjska czy w jakikolwiek inny sposób o kwestionowanej reputacji. Rząd nie zawiódł w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Z drugiej strony partia znalazła się na szczycie piramidy władzy bardzo niespodziewanie, była długo poza mainstreamem politycznym, więc jej członkowie nie mieli czasu na przemyślenie jak powinien wyglądać ich optymalny program rządowy, co rzeczywiście chcieliby zrobić. Zaczęli wykonując pospieszne kroki, bez dobrych analiz następstw wprowadzanych programów i polityk: czy będą one działać, ile będą kosztować, jaka jest sytuacja prawna. Po dziesięciu dniach negocjacji koalicyjnych nowy rząd zapowiedział wprowadzenie 6 lub 7 nowych podatków, co było zimnym prysznicem dla biznesu. Jeśli przyjrzymy się temu teraz, zauważymy, że większość z zapowiedzi koalicji nie została zrealizowana, z różnych powodów są niewykonalne i należy je przemyśleć, np. podatki od napojów, od opakowań, częściowe zmniejszenie akcyzy. Można na to patrzeć w dwojaki sposób – można krytykować rząd i mówić, że nie są w stanie rządzić i wprowadzać reform, z drugiej strony można powiedzieć, że zrozumieli w oparciu o opinie otrzymywane od biznesmenów, media lub wyborców, że nie były to najlepsze pomysły. Z perspektywy biznesu wyglądało to źle, ale teraz, półtora roku później, możemy powiedzieć, że odetchnęliśmy z ulgą.

Przeczytaj także:  Wszystkie zwycięstwa Jüriego Ratasa. Nowy premier i rząd Estonii

Dużą niewiadomą są zmiany w podatku dochodowym.

Jest to jedna ze zmian, która jest najbardziej kosztowna to reforma podatku dochodowego, która moim zdaniem jest katastrofą. Nie wiem jak odbiorą ją wyborcy, bo jej całkowite skutki odczują dopiero w lutym przyszłego roku. Właściwie jest to wprowadzenie progresywnego podatku dochodowego, chociaż ta progresja jest niewielka. Osoby, które zarabiają powyżej mediany dochodów krajowych będą płacić trochę więcej podatków. Kiedy pytałem kolegów pracujących w ministerstwie finansów o to czy wiedzą ile osób w lutym będzie zadowolonych, a ile będzie smutnych, odpowiadając nie byli zbyt przekonujący. Obecnie podatki deklaruje się inaczej niż wcześniej, osoby, które chcą skorzystać z niższych stawek podatku muszą włożyć więcej wysiłku w jego rozliczenie.

Czyli składanie deklaracji rocznych już nie będzie trwało zaledwie 3 minuty?

Nie, nadal tyle będzie trwało jeśli wcześniej odpowiednio będzie się zgłaszało wszelkie informacje i zaznaczało odpowiednie opcje. Żeby wprowadzić tę reformę rząd musiał anulować różne ulgi, nie można zgłaszać podatków jako małżeństwo, więc nie można korzystać ze wspólnych ulg. Te wszystkie zmiany sugerują, że w lutym może być więcej ludzi, którzy będą wściekli niż tych zadowolonych, ale to są spekulacje. Wracając do polityki, ta zmiana może pogrzebać zwłaszcza Ojczyznę, bo rozliczenie podatków odbywać się będzie tuż przed wyborami. Inne partie dobrze o tym wiedzą i na pewno wyciągną ten temat w czasie kampanii wydając pół miliona lub milion euro na billboardy z odpowiednimi komunikatami.

Z drugiej strony dla Partii Reform nie jest niczym dobrym pogrążenie Ojczyzny i wypchnięcie jej poza parlament. Z jej perspektywy i w jej strategii dobrze jest mieć małą Ojczyznę w parlamencie, która zawsze może stać się jej koalicjantem, pozwalać na balansowanie w parlamencie, daje więcej możliwości. Teoretycznie najłatwiejszą technicznie koalicją byłaby ta między PR z PC, która chociaż wspierana jest przez wyborców rosyjskojęzycznych, to nadal partią centrową, prowadzącą pragmatyczną politykę. Reformiści bardziej centro-prawicowy rząd mogliby utworzyć właśnie z Ojczyzną, dlatego nie chcą jej poza parlamentem. Inaczej chcąc realizować program centro-prawicowy, musieliby utworzyć koalicję ze skrajną prawicą, a to jest poważne pytanie: czy skrajna prawica jest wystarczająco dojrzała, by tworzyć rząd.

Przeczytaj także:  Filozofia nowoczesnego państwa. Rozmowa z Siimem Sikkutem

Czy możliwe jest, że EKRE przeszłaby drogę, którą ma za sobą partia Prawdziwych Finów?

Niektórzy w Partii Reform twierdzą, zwłaszcza Kristen Michal i jego koledzy, że jest to możliwe. Uważa on, że jedyny sposób na podporządkowanie skrajnej prawicy jest jej „przytulenie”, przez co rozumie on wprowadzenie ich do rządu, obarczenie obowiązkami i odpowiedzialnością. W takich okolicznościach EKRE miałaby pójść drogą Prawdziwych Finów, gdzie musieliby nauczyć się zawierać kompromisy i ostatecznie staliby się partią mainstreamową. Z drugiej strony, jeśli przyjrzeć się EKRE, to poza ich patriotyczną, nacjonalistyczną, proto-faszystowską fasadą, jest w jakimś stopniu partia agrarna, a dalej zostaje już niewiele w kwestiach polityki i ideologii. Członkowie tej partii mówią także, że są prawicowi w sprawach gospodarczych, ale wcześniej, kiedy byli partią agrarną, byli bardziej centro-lewicowi, zwłaszcza odnośnie kwestii takich jak subsydia i wsparcie dla rolników.

Wróćmy do Partii Centrum. Wspominał pan o obecnym układzie sił w ugrupowaniu. Czy po czasach Edgara Savisaara pozostały jakieś pozostałości, frakcje wierne poprzedniej rzeczywistości?

Pytania – czym jest to co było wcześniej? Przed 2016 rokiem PC była liderocentryczną partią populistyczną. Nie ma do czego wracać.

Ratas, Reps i Simson zdołali całkowicie zmienić tożsamość partii?

Tak, ale zmiana ta nastąpiła w tym jak postrzegamy tę partię, teraz to partia mainstreamowa, która może nawet jest w stanie rządzić krajem, być odpowiedzialna za kraj. Sama partia nie zmieniła się tak bardzo, ludzie są ci sami, właściwie z wyjątkiem Savisaara. Kadri Simson była sekretarzem generalnym partii od lat 2000., Ratas jest można powiedzieć politycznym synem Savisaara – to on zrobił z niego najmłodszego mera Tallinna w 2005 roku, kiedy Savisaar wchodził do pierwszego rządu Ansipa. Rewolucja w partii była przeciwko Savisaarowi, jego autokratycznemu stylowi sprawowania władzy oraz spraw kryminalnych, które się toczyły i toczą przeciwko niemu. Z jego powodu partia nie miała zdolności koalicyjnej.

Przeczytaj także:  Edgar tańczy na lodzie, czyli wzloty i upadki Edgara Savisaara

Co w takim razie z osobami pokroju Yany Toom, która z sentymentem wspomina Savisaara?

Yana Toom jest ona enigmą pod wieloma względami. Myślę, że ona zupełnie nie dba o Savisaara, jej preferencje i priorytety dotyczą wyborców rosyjskojęzycznych. Druga rzecz to to, że podczas kiedy jest w partyjnej opozycji w niektórych z tych spraw, w innych sprawach jest bardzo pragmatyczna. Na przykład obecnie trwa mały kryzys w strukturach partii w regionie Narwy, gdzie jeden z najważniejszych parlamentarzystów z regionu i jednocześnie przewodniczący komisji finansów (Mihhail Stalnuhhini – przyp. red.) i nie uczestniczy w pracach partii, ponieważ protestuje przeciwko decyzji rządu o budowie państwowej estońskojęzycznej szkoły średniej w Narwie we współpracy rządu i samorządu, protestuje przeciwko polityce, która według niego zmuszałaby ludzi do mówienia po estońsku. W tej sprawie Yana Toom wspiera stanowisko rządu, ponieważ jest jednocześnie przewodniczącą partii w regionie Narwy, a więc myśli ona o swojej pozycji w partii. Jej postawa jest efektem działań Ratasa – chociaż może to kwestia jakiegoś porozumienia, o którym nie wiemy, np. dotyczącego spraw obywatelstwa –  przed wyborami samorządowymi nie zgodził się on na kompromis i stłumił rewoltę w szeregach partii, tzw. „trzech sióstr” – Yany Toom, Olgi Ivanovej i Oudekki Loone.

W mojej opinii jest ona zagrożeniem dla bezpieczeństwa, myślę, że jest agentem wpływu – rzeczy takie jak wizyta w Syrii nie dzieją się bez przyczyny. Sympatyzuję z nią w pewnych sprawach, ale musimy pamiętać, że nie jest ona neutralnym arbitrem w sprawach estońsko-rosyjskich.

Jak zmiany polityczne w drugiej połowie 2016 roku zmieniły krajobraz polityczny w kontekście polityki etnicznej?

Nie zmieniły. Poparcie mniejszości rosyjskojęzycznej dla Partii Centrum pozostało takie same, żadna inna siła polityczna nie jest w stanie tego kontestować. Próbowali Socjaldemokraci – Jevgeni Ossinovski jest Rosjaninem, wszyscy oczekiwali, że spróbuje przekonać do partii wyborców rosyjskojęzycznych; próbował, startował w Narwie, ale niedługo później wrócił do Tallinna, a więc w pewnym sensie się poddał. Można też zastanawiać się czy w ogóle powinien tam startować, czy jako lider partii nie powinien startować w największych okręgach, by uzyskać jak najwięcej głosów. Popełnił więc dwa błędy: pierwszy, że tam pojechał, drugi, że stamtąd wrócił.

Partia Centrum nie zaproponowała żadnych zmian w ustawie o obywatelstwie.

Z Ojczyzną w rządzie jest to niemożliwe.

A więc społeczność rosyjskojęzyczna nie uzyskała żadnych korzyści ze zmiany rządu.

Społeczność rosyjskojęzyczna nie otrzymała niczego konkretnego. Był to jeden z przedmiotów spekulacji – mówiono, że jak tylko PC wejdzie do rządu, pokaże, że nie jest w stanie niczego zaoferować z tego co przez długi czas obiecywała społeczności rosyjskojęzycznej. Z drugiej strony, nawet jeśli Partia Centrum nie zrobiłaby nic w ciągu następnych 10 lat na rzecz mniejszości rosyjskojęzycznej, poparcie pozostałoby na takim samym poziomie. Tutaj tożsamość etniczna determinuje preferencje wyborcze, to jest ich partia, ich ludzie, mają wielu dobrych, wyedukowanych Rosjan w swoim zespole, zwłaszcza w tallińskim ratuszu. Głosują ze względu na ogólne cele tożsamościowe, a nie dla określonych zmian prawnych i prowadzonej polityki.

Jaka jest różnica pomiędzy PC a Socjaldemokratami?

Partie różnią się tożsamością polityczną. Socjaldemokraci w Estonii zawsze byli partią inteligencji, elity kulturalnej, to pisarze, muzycy. Partia Centrum, chociaż jest centro-lewicowa, to w warunkach estońskich jest także patriotyczna i nacjonalistyczna, czego elity intelektualne nie są w stanie poprzeć. Ossinovski nigdy nie zaproponował żadnej rosyjsko-centrycznej polityki, uważam, że to jedna z mądrych decyzji, które podjął. Podobnie jak działa Kaja Kallas – skoro jesteś kobietą możesz podnosić kwestie praw kobiet w programie politycznym, by wzmocnić poparcie wśród kobiet; nie jest to jednak racjonalne politycznie – w polityce nie czyni się starań wobec osób, które i tak cię poprą, nie okupujesz się w danej niszy. Podobnie Ossinovski – jeśli oparłby swoją kampanię o postulaty praw społeczności rosyjskojęzycznej, stałby się „tym rosyjskim politykiem”. On chciał zebrać głosy rosyjskojęzycznych bez szczególnego głoszenia, że walczy o prawa Rosjan.

Przeczytaj także:  Andreas Kaju: Kaja Kallas pragmatycznie kieruje Partią Reform

 

Zdjęcie tytułowe: Posiedzenie Riigikogu – parlamentu estońskiego. Zdj. Riigikogu.

Polub nas na Facebooku!