Jarosław Bratkiewicz: Ryga wkradła się do mojego serca

|

Kiedy 4 grudnia 1996 roku rano dojeżdżałem do Rygi, ażeby objąć urząd ambasadora RP w Republice Łotewskiej, ujrzałem – zbliżając się do mostów na Dźwinie – wieże zamku ryskiego oraz kościołów i zborów starego miasta, opatulone nisko nawisającymi chmurami, które łączyły się ze ścielącą się wszędzie mgłą. Robiło to wrażenie archiwalnego zdjęcia, ujętego w chmurno-mgliste passe-partout, które przy tym urzekało jakąś kieszonkową przytulnością. Ten mały kraj współgra z taką puzderkowatą stolicą – pomyślałem wtedy. Myliłem się. Później, zwłaszcza kiedy nastała wiosna, Ryga wydostojniała, jakby strzeliła ku górze. Wtedy poczułem, jak widok tego nobliwego miasta hanzeatyckiego wkrada się do mojego serca, wymuszając przestrzeń sympatii i pamięci obok Warszawy, Krakowa, Gdańska, Wrocławia. Ryga jest miastem wielonarodowym, w czym odciskają się tradycje hanzeatyckie; następnie – od XVIII wieku – profilowano je wedle kanonu imperialnego: wszechrosyjskiego i sowieckiego. Po drodze kosmopolityczność...

Pozostało jeszcze 93% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się


NEWSLETTER

Zapisz się na newsletter i otrzymaj bezpłatną 30-dniową prenumeratę Przeglądu Bałtyckiego!


×