Wyjątkowy teatr Eimuntasa Nekrošiusa

-

20 listopada w Wilnie zmarł Eimuntas Nekrošius, założyciel teatru Meno fortas i najsławniejszy litewski reżyser, znany na całym świecie. 21 listopada skończyłby 66 lat. Dla rosyjskiego teatru Nekrošius był figurą nie mniej ważną niż dla litewskiego: studiował reżyserię w klasie Andrieja Gonczarowa w GITIS-ie, wiele razy pracował z rosyjską klasyką, zrealizował kilka przedstawień w Moskwie, a jego litewskie spektakle gościły w Rosji raz na rok-dwa. Na prośbę portalu Meduza krytyk teatralny Anton Chitrow opowiada, jak zostanie zapamiętany Eimuntas Nekrošius i stworzony przez niego teatr.

Przeczytaj także:  Koniec teatralnej epoki. Litwa pożegnała Eimuntasa Nekrošiusa

Do 18. roku życia Eimuntas Nekrošius mieszkał na litewskiej wsi. W rzeczywistości nie ma znaczenia, czy naprawdę dorastał on jak prawdziwe wiejskie dziecko – to jest już częścią jego legendy, tak samo jak dziecięcy autyzm innego wielkiego reżysera teatralnego Roberta Wilsona. Drugą częścią tej legendy jest litewskie pogaństwo: kraje bałtyckie zostały schrystianizowane później niż inne regiony Europy, bo dopiero w XIV–XV w. i wciąż silna jest tam pamięć o tradycyjnych wierzeniach.

Przyroda, magia, bliskość zaświatów były elementami obowiązkowymi w spektaklach Nekrošiusa. Jego wiejskie dzieciństwo wciąż przypominało o sobie: a to korytami w Otellu, a to kołowrotkami w Fauście, a to miedzianymi kotłami w Makbecie. I nieważne, kim były literackie prototypy jego bohaterów – szekspirowskimi królami i książętami czy czechowowskimi szlachcicami – to zawsze zamieszkiwali oni tę samą mitologiczną przestrzeń. Na przykład, w moskiewskim przedstawieniu Wiśniowego sadu (2003) Łopachin stukał w podłogę, by powiedzieć swoim zmarłym pańszczyźnianym przodkom o zakupie majątku – a oni natychmiast stukali w odpowiedzi.

Nekrošius jest jedynym wielkim reżyserem teatralnym naszych czasów, który we wszystkich swoich najlepszych spektaklach pracował wyłącznie z archaicznymi przedmiotami, jakby nie troszcząc się o to, co dzieje się na świecie w tym momencie. Obchodził się bez kamer na scenie, ekranów i rozmów o bieżących wydarzeniach. Zazwyczaj, gdy teatr oderwany jest od dnia dzisiejszego, to wydaje się być naiwnym, nieadekwatnym i przestarzałym – ale spektakli Nekrošiusa (nawet tych nieudanych) nie można było nazwać ani naiwnymi, ani przestarzałymi. Najczęściej była to raczej jakaś alternatywna reżyseria, która nie szła w parze z teatralnym mainstreamem.

W jego spektaklach grali nie tylko ludzie, lecz także rzeczy

Nikt w teatrze nie pracuje z przedmiotami tak kreatywnie, jak potrafił to robić Nekrošius. W jego spektaklach cały czas coś się paliło, przelewało, łamało, coś było podnoszone, podwieszane, taszczone. Reżyser niemal nigdy nie wykorzystywał rzeczy o unikalnym dizajnie – w przeciwieństwie do wspomnianego Roberta Wilsona, z którym w zasadzie miał dużo wspólnego. Nekrošius brał zwykły przedmiot – kawałek dachówki, drzwi, polano, topór, doniczkę, uschnięte drzewo – i wymyślał dla niego niecodzienne zastosowanie. Ta rzecz zazwyczaj nie oznaczała czegoś konkretnego: rozszyfrowywanie metafor Nekrošiusa jest zajęciem interesującym, ale wcale nie obowiązkowym. Działają one nie w sferze logiki, ale nieuświadomionych skojarzeń.

Być może najbardziej znanym przykładem jest monolog „Być albo nie być” z Hamleta z 1997 roku. Aktor wygłasza go, stojąc pod żyrandolem. Zrobiony on jest z okrągłej piły, koła, świec i podwieszonych brył lodu. Ogień topi lód, cieknąca woda kapie artyście za kołnierz i nagle jego biała koszula rozpada się na kawałki – okazuje się, że nie jest ona uszyta z tkaniny, a z czegoś w rodzaju papierowej serwetki. Lód i woda w tym spektaklu związane są z ojcem Hamleta: można powiedzieć, że pod wpływem ojca książę zmienia skórę, rodzi się do nowego życia.

Prawie zawsze wystawiał klasykę – ale potrafił wspaniale pracować ze współczesnymi utworami

Reżyser umiał znaleźć właściwe podejście do współczesnych autorów: to on właśnie w 2005 roku wystawił w Teatrze Wielkim (w Moskwie – przyp. tłum.) skandalizujące Dzieci Rosenthala, postmodernistyczną operę Leonida Diesiatnikowa wg libretta Władimira Sorokina, przeciwko któremu protestowali poprzednicy ruchu „Nasi” – „Idący Razem” (rosyjska młodzieżowa organizacja patriotyczna sympatyzująca z prezydentem Putinem – przyp. aut.). A jednak wszystkie jego najważniejsze spektakle to klasyka: Szekspir, Dostojewski, Czechow, Goethe. Nekrošius był reżyserem-interpretatorem, ale niezwykle wyjątkowym.

Kiedy ogląda się Otella, nawet w inscenizacji takich utalentowanych reżyserów europejskich jak, powiedzmy, Luk Perceval czy Thomas Ostermeier, bez trudu można zrozumieć, jakie odczytanie oni proponują i czym ono różni się od poprzednich. Nekrošius nigdy nie wchodził w spory ze starymi interpretacjami i nie próbował przybliżyć historii widzowi – po prostu przenosił fabułę w wymyślone przez siebie uniwersum i wypełniał ją nowymi cudacznymi drobiazgami. We wspomnianym Otellu karą dla bohatera była nie tyle sama śmierć, ile perspektywa spędzenia życia pozagrobowego w towarzystwie Jagona – jego wiecznego dublera i towarzysza.

Wymyślił wyjątkowy sposób gry aktorskiej

Na metodę reżyserską składa się wiele rzeczy: podejście do tekstu, przestrzeni, muzyki, światła, relacja z widzem, wyobrażenia o teatrze w ogóle. Najtrudniej jest przejawić indywidualność w pracy z artystami. Wymyślenie sposobu na obecność aktorów, możliwego w tylko spektaklach jednego, konkretnego reżysera, dziś jest prawie niewykonalne.

Ale aktorów Nekrošiusa nie da się pomylić z żadnymi innymi. Choć nie dążą do naturalności, to także nie powtarzają oni teatralnych sztamp. Ich zadaniem jest wynalezienie nowej intonacji, nowej mimiki, nowych gestów dla wyrażenia zrozumiałych emocji: radości, złości, rozpaczy. Nekrošius miał w sobie coś z choreografa – zaszczepiał wykonawcom ról szczególną i charakterystyczną tylko dla jego spektakli plastykę, którą trudno opisać, ale przy odrobinie chęci łatwo sobie wyobrazić.

Nekrošius wpłynął na wielu reżyserów. Ale bezpośrednich następców nie miał i mieć nie mógł

Wspominając Nekrošiusa, reżyserzy, aktorzy, teatrolodzy powtarzają jedno i to samo: my uczyliśmy się od niego, my wychowaliśmy się na nim, on był naszym najważniejszym teatralnym doświadczeniem. Znajomość z jego spektaklami była nie tylko ważnym punktem teatralnego programu minimum – dla wielu stała się ona wydarzeniem w osobistej biografii. Z jakiegoś powodu ludzie teatru uwielbiają opowiadać sobie nawzajem inscenizacje Nekrošiusa – nie analizować, a właśnie opowiadać, tak jakby genialne pomysły reżysera stawały się jeszcze lepsze, dzięki ich wielokrotnemu opisywaniu.

Każdy reżyser z Europy Wschodniej, który zajmuje się teatrem metaforycznym, odczuwał na sobie wpływ Eimuntasa Nekrošiusa. To zarówno jego rodak Rimas Tuminas, który kieruje obecnie Teatrem im. Wachtangowa w Moskwie, jak i Ukrainiec Andrij Żołdak, realizujący spektakle na najważniejszych scenach Rosji i Europy czy Rosjanie Jurij Butusow i Kiriłł Sieriebriennikow. Butusow, jak się wydaje, zbliżył się do stylu Nekrošiusa najbardziej ze wszystkich: jego wersję Hamleta w Moskiewskim Teatrze Artystycznym im. Czechowa można w ogóle uważać za hołd złożony adaptacji tej samej sztuki zrobionej przez Litwina.

Ale Nekrošius nie ma i nie może mieć prawdziwych następców. Tym różni się on od wielkich reżyserów początku ubiegłego wieku: Konstantego Stanisławskiego, Wsiewołoda Meyerholda, Jewgienija Wachtangowa. Jego teatralna metoda to nie system jasnych idei, które inni artyści są w stanie przyswoić i przetworzyć. To reżyseria, stworzona na podstawie zadziwiającej percepcji świata jednego konkretnego człowieka. Niczego podobnego nigdy więcej nie zobaczymy.

Artykuł oryginalnie został opublikowany na portalu Meduza. Przedruk w Przeglądzie Bałtyckim za zgodą redakcji i dzięki uprzejmości autora. Tłumaczenie z języka rosyjskiego Dominik Wilczewski. Tytuł od redakcji Przeglądu Bałtyckiego.

Krytyk teatralny i dziennikarz. Ukończył Wydział Wiedzy o Teatrze Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej (GITIS) w Moskwie. Pisze o teatrze i kulturze współczesnej dla gazety „Wiedomosti”, portali Meduza, Colta, Esquire, czasopisma „Vogue” i in. W 2015 roku był zastępcą redaktora naczelnego portalu TeatrALL, w latach 2016–2017 redaktorem działu rozrywki portalu The Village.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj