Międzywojenna Polska świętuje niepodległość Finlandii

-

Obchody rocznic niepodległości bałtyckich państw, do których wypada zaliczyć także Finlandię, miały swój schemat w dwudziestoleciu. Jest truizmem, że dużą rolę w ich organizacji odgrywały placówki dyplomatyczne czy honorowe konsulaty, jednak sporo do powiedzenia miała także polska prasa, w przypadku „Polski Zbrojnej” czy „Gazety Polskiej”, lansująca współpracę w regionie Morza Bałtyckiego, zgodnie z koncepcją polityki zagranicznej Drugiej Rzeczypospolitej. Za obchody odpowiedzialne były także funkcjonujące w dwudziestoleciu Towarzystwa: Polsko-Łotewskie (1929), Polsko-Estońskie (1929) i Polsko-Fińskie (1928). Często uroczystości niepodległościowe przenosiły się do Polskiego Radia, gdzie z tej okazji grano muzykę danego kraju albo udostępniano mikrofon przedstawicielowi zaprzyjaźnionego narodu. Z okazji Święta Niepodległości Finlandii wspomnijmy jak przedwojenna Polska przyjmowała datę 6 grudnia.

Daleki kraj tysiąca jezior?

Prezydent Kyosti Kallio (z lewej) z marszałkiem Carlem Gustafem Mannerheimem (z prawej) opuszczają kościół po nabożeństwie. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Wypada zacząć od pewnego uporządkowania. Stosunki między Warszawą a Helsinkami nie były tak intensywne jak choćby polsko-estońskie, mimo prób polskich elit politycznych wciągnięcia Finlandii w obręb „państw buforowych”, zagrożonych przez Rosję Sowiecką. Finlandia, która stała się w 1922 roku stroną zawartego w Warszawie Związku Bałtyckiego, czyli porozumienia między Polską, Łotwą i Estonią, szybko wycofała się ze wspólnej gry z Polakami, częściowo z powodu zniknięcia zagrożenia sowieckiego w Karelii Wschodniej, częściowo z powodu wpływów niemieckich. W każdym razie Eduskunta nie zgodziła się na ratyfikację paktu warszawskiego. Decyzja podjęta przez parlament w Helsinkach, podobnie jak parę późniejszych kroków, spowodowała, że stosunki polsko-fińskie nie wyglądały w dwudziestoleciu tak, jakby mogły wyglądać, gdyby Finowie zdecydowali się budować z Polakami coś w rodzaju Międzymorza, o czym marzył marszałek Piłsudski „Finlandia i Polska inaczej postrzegały swoje bezpieczeństwo w regionie. Zabrakło innych czynników (np. ściślejszej współpracy gospodarczej, związków handlowych, inwestycji kapitałowych), które mogłyby bardziej przybliżyć oba kraje do siebie. Wspominane wcześniej proniemieckie sympatie Finów poparte były więzami gospodarczymi, przykładowo 5/6 fińskiego handlu orientowało się na Niemcy (…) Tak więc pomimo szeregu sprzyjających okoliczności różne spojrzenia na układ sił w regionie w kontekście własnego bezpieczeństwa nie pozwoliły Polsce i Finlandii – na początku lat dwudziestych – na drogę wiążącej współpracy polityczno-wojskowej” – pisze współczesny badacz dr Janusz Czechowski. Szczególnie fińska socjaldemokracja była przeciwniczką związków z Polską. „Politykę zagraniczną Finlandii opanowało dążenie do neutralności. Po niepowodzeniu z Warszawą starano się unikać wszelakich paktów. Miało to wpływ także na stosunki z Polską. Rząd pod przewodnictwem A.K. Cajandera, z ministrem spraw zagranicznych Carlem Enckellem, zdecydował się odejść od propolskiej orientacji. »Accord Baltique« wyczerpał się” – przypomina estoński historyk Raimo Pullat w swojej książce poświęconej stosunkom polsko-fińskim w międzywojniu.

Przeczytaj także:  Od „Kalevali” do niepodległości Finlandii

Jednak święto?

Mimo tego, że stosunki Polski z Finlandią nie były nigdy tak intensywne jak choćby stosunki polsko-łotewskie czy polsko-estońskie, rokrocznie dyplomatyczna Warszawa obchodziła święto niepodległości północnego „sąsiada”. Początkowo prasa polska niewiele miejsca poświęcała dacie 6 grudnia, ograniczając się do krótkich, zdawkowych notek z tej okazji. Jednak nawet w latach dwudziestych Polacy wiedzieli, jak się zachować wobec dalekiego, północnego kraju. „Dziś w dniu święta narodowego Polska przesyła swej przyjaciółce wyrazy radości, że Finlandja z każdym rokiem rośnie w znaczenie. W związku z dzisiejszym świętem, współpracownik naszego pisma otrzymał z kół zbliżonych do Poselstwa Finlandzkiego szereg wiadomości dotyczących wzajemnych stosunków oraz ich rozwoju” – chwaliła się w 1924 r. „Warszawianka”, przy okazji myląc się w obliczeniu rocznicy święta niepodległości (wspomniano, że Finlandia obchodzi… dziewięciolecie). Opublikowano informację o zawartym między Helsinkami a Warszawą traktacie handlowym, napomknięto także o możliwości podpisania konwencji arbitrażowej między Polską, Łotwą, Estonią a Finlandią. Z okazji święta niepodległości „Warszawianka” lakonicznie przybliżyła sylwetki prezydentów Finlandii.

Hjalmar J. Procopé – poseł nadzwyczajny i minister pełnomocny Finlandii w Polsce. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Już w latach dwudziestych z okazji 6 grudnia zaczęto organizować specjalne imprezy. W 1927 r. z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Mikołaja Kopernika w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie odbyła się akademia poświęcona dziesięcioleciu Finlandii, którą zaszczycił obecnością minister rolnictwa Witold Staniewicz, a także świat dyplomatyczny z fińskim posłem Hjalmarem J. Procopé na czele, wcześniejszym i późniejszym ministrem spraw zagranicznych. Mianowanie byłego szefa MSZ posłem w Warszawie świadczyło chyba o tym, że Polska nie jest dla Finlandii wcale tak marginalnym krajem. Jednak to właśnie za kadencji Procopé w relacjach obu państw pojawiły się kłopoty. „9 lipca 1926 roku ambasador Procopé wysłał do fińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych list, w którym wspomina, że zaprosił go minister spraw zagranicznych Polski i wyraził na spotkaniu zaniepokojenie z powodu artykułu, jaki ukazał się w gazecie „Ilkka” pod tytułem „Granice Polski przekroczyły jej granice etniczne”. Jak wiadomo dla Polski sprawa jej granic była nadzwyczaj drażliwa. August Zaleski chciał wiedzieć, jakie jest stanowisko Finlandii wobec Polski i jakie rząd zajmie stanowisko wobec artykułu. Finowie musieli się bardzo napracować, aby uspokoić Polaków i wyjaśnić oficjalne stanowisko rządu” – pisze Raimo Pullat.

Przeczytaj także:  „Razem”, czyli jak obchodzić stulecie niepodległości po fińsku

Jan Rostafiński – zootechnik, profesor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, członek Polskiej Akademii Umiejętności. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Tymczasem bawimy się jednak na przyjęciu z okazji dziesiątej rocznicy Finlandii. Podczas spotkania w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie prezes warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Przyrodników doktor Mieczysław Konopacki nakreślił krótką historię Finlandii. „Bohaterscy Finowie po wiekowych ciężkich walkach o swą niepodległość zdobyli ją wreszcie przed dziesięciu laty. Bohaterstwem swem i ogromnym patriotyzmem zasłużyli na nią w zupełności” – cytowała „Warszawianka”. Następnie profesor Jan Rostafiński, który już w przyszłym roku znajdzie się wśród organizatorów i członków władz Towarzystwa Polsko-Fińskiego, opowiedział o swych wrażeniach z podróży po Finlandii. „W kraju tym tak daleko na północ wysuniętym, gdzie w niektórych miejscowościach Północnej Finlandii słońce nie świeci przez pół roku, bardzo jest rozwinięta kultura i cywilizacja. Analfabetyzmu prawie nie ma. Finnowie odznaczają się przysłowiową uczciwością, gościnnością, uprzejmością i pracowitością. Krajobraz jest niezwykle piękny, toteż ściągać powinien jak najwięcej turystów” – opowiadał Rostafiński, a jego odczyt ilustrowano przeźroczami. Ciekawe, że równie entuzjastyczna wobec Finów co Rostafiński była Maria Dąbrowska, uczestniczka zorganizowanej w tym samym roku wycieczki polskich socjalistów do Łotwy, Estonii i Finlandii. Plonem obserwacji Dąbrowskiej z wyjazdu nad Bałtyk będzie książka „U północnych sąsiadów”, którą wydano w 1929 r. W tym samym roku „Kurier Warszawski” przedrukował specjalne życzenia prezydenta Ignacego Mościckiego dla świętujących 6 grudnia Finów. Polska głowa państwa informowała w depeszy, że odznaczyła właśnie fińskiego prezydenta Orderem Orła Białego, który zostanie mu przekazany przez polskiego posła w Helsinkach.

Powstaje towarzystwo

Jerzy Michalski, minister skarbu. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Nawet pobieżna kwerenda przedwojennej prasy wskazuje na to, że dopiero w drugiej połowie lat dwudziestych Finlandia staje się w Polsce modna. Wiązać to należy z założeniem w 1928 r. Towarzystwa Polsko-Fińskiego, na czele którego stanął profesor Jerzy Michalski, były minister skarbu. Już 6 grudnia 1931 r. w salonach poselstwa fińskiego w Warszawie odbyło się specjalne zebranie członków towarzystwa, a także polskich polityków: ministra robót publicznych Mieczysława Norwida-Neugebauera, kierownika Wydziału Wschodniego MSZ Tadeusza Schaetzla, jak również świata artystycznego i „kolonii fińskiej”, fakt, że w Warszawie nielicznej. Pięć lat później z okazji święta narodowego 6 grudnia w Filharmonii Warszawskiej miał miejsce poranek muzyczny z udziałem fińskich solistów Toini Nikander i Ilmari Hannikainena, świętowano także w salonach poselstwa fińskiego, znajdującego się wówczas przy placu Napoleona (ob. Plac Powstańców Warszawy, budynek nie zachował się). W czasie zebrania profesor Jerzy Loth, geograf i działacz klubu Rotary, wygłosił odczyt o Finlandii.

Przeczytaj także:  Finlandia, czyli kraj Lutra

Do większego zainteresowania Finlandią w Polsce przyczyniło się także dwudziestolecie niepodległości. I tak 6 grudnia 1937 r. „Kurier Warszawski” zamieścił całkiem spory tekst, w którym nakreśla sytuację gospodarczą, wojskową i polityczną Finlandii, opisując także jej perypetie historyczne, sięgające czasów caratu. Dwudziestą rocznicę uczciło także Polskie Radio, które z tej okazji zorganizowało specjalny koncert muzyki fińskiej. W programie, jak donosił tygodnik „Antena”, wykonano utwory fortepianowe Erkki Mellartina, Selima Palmgrena, Yrjö Kilpinena, a także popularnego w Polsce Jeana Sibeliusa. Śpiewała znana w dwudziestoleciu Jadwiga Hennert, na fortepianie grała zaś pianistka, klawesynistka i pedagożka muzyczna Margerita Trombini-Kazuro. Koncert poprzedzono specjalną „pogadanką”. Krakowski „Czas” z tej okazji dał krótką recenzję muzyki fińskiej. „Przed kilku lat jeden z muzykologów fińskich pisząc o sztuce muzycznej swego kraju, wyraził się, iż »na ogół trzyma się ona z dala od modnych dziś haseł skrajnego modernizmu«. Słowa te można by całkowicie odnieść do poniedziałkowego koncertu, bo zarówno sonatina Erkki Mellartina o bezpretensjonalnych tematach i jasnej, przejrzystej budowie, jak utwory fortepianowe Pelmgrena (sic!) oraz pieśni Sibeliusa i Kilpinena   to kompozycje w wyrazie prostolinijne, bez tendencji do błyskotliwości, do epatowania słuchacza wymyślnością szaty dźwiękowej i skomplikowaną problematyką natury strukturalno-harmonicznej” – pisał krakowski recenzent. 6 grudnia 1937 r. odbyły się także uroczystości „na mieście”, tym razem w Pałacu Staszica, z inicjatywy Towarzystwa Polsko-Fińskiego w Warszawie. „W pięknie udekorowanej barwami finlandzkimi sali, zgromadziła się elita intelektualna stolicy, aby wysłuchać szeregu pięknych i pouczających przemówień, mających na celu oddanie w formie najbardziej przystępnej i treściwej całokształtu dawnego i dzisiejszego życia »krainy 1000 jezior«” – donosił „Kurier Warszawski”.

Koniec niepodległości

Poseł nadzwyczajny i minister pełnomocny Finlandii w Polsce Bruno Rafael Kivikoski wygłasza przemówienie na akademii w Klubie Urzędników MSZ z okazji 20-tej rocznicy niepodległości Finlandii. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

W grudniu 1938 r. Polacy mieli okazję po raz ostatni przed II wojną światową obchodzić niepodległość Finlandii. Tym razem nad przebiegiem uroczystości w salonach Klubu Urzędników Służby Zagranicznej czuwali organizatorzy, czyli ostatni poseł Finlandii w Warszawie Bruno Rafael Kivikoski, a także Towarzystwo Polsko-Fińskie. Oprócz dyplomatów i polityków na uroczystości zjawił się rektor Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie profesor Włodzimierz Antoniewicz, a także działacze „kolonii finlandzkiej” w stolicy. „Po odegraniu hymnu fińskiego uroczystość zagaił prezes Towarzystwa Polsko-Fińskiego b. minister Michalski. Po stwierdzeniu, że Polskę i Finlandię nic nie dzieli, a wszystko łączy, p. Michalski omówił stały rozwój stosunków kulturalnych i gospodarczych między obu krajami, przy czym wyraził przekonanie, że stosunki te w dalszym ciągu rozwijać się będą pomyślnie” –  donosiła „Gazeta Polska”, nieświadoma tego, że już za parę miesięcy Polska straci niepodległość, a Finlandii przyjdzie bronić się przed Sowietami ciężkiej wojnie zimowej. Podczas imprezy zabrała głos niejaka pani Kamińska, w imieniu studiujących język fiński na Uniwersytecie Warszawskim. Uczyniła to w języku Sibeliusa. Później przemawiał poseł Kivikoski, kończąc okrzykiem „Niech żyje Polska”. Następnie orkiestra odegrała hymn polski, a pułkownik Kwiatkowski wygłosił odczyt o polskich legionach w Finlandii w latach 1917-1918.

Wojskowi, socjaliści…

Finlandią interesowali się w dwudziestoleciu nie tylko dziennikarze i działacze społeczni, ale także wojskowi. W grudniu 1938 r. „Polska Zbrojna” zamieściła krótki artykuł poświęcony dwudziestej pierwszej rocznicy wolności Finów. Dodajmy, że to samo czasopismo zawsze bardzo interesowało się analogicznymi świętami w Łotwie i w Estonii. Była to więc część swego rodzaju „polityki bałtyckiej” prowadzonej przez redaktora naczelnego Władysława Ludwika Everta, notabene przewodniczącego Towarzystwa Polsko-Estońskiego, postaci obytej zatem z zagadnieniami bałtyckimi. Można powiedzieć, że założone w 1929 r. towarzystwo było „rodzeństwem” Towarzystwa Polsko-Fińskiego. „Finlandia – Suomi jest ostoją ładu i pokoju na wybrzeżach Bałtyku. Przyjaźń polsko-fińska, nie zamącona nigdy żadnymi nieporozumieniami, jest w tym układzie stosunków czynnikiem pierwszorzędnej wagi. W dniu święta narodowego Finlandii płyną do niej z Polski serdeczne i szczere życzenia dalszego, pomyślnego rozwoju” – kończył tekst niepodpisany imieniem autor (może był to właśnie redaktor naczelny „Polski Zbrojnej”?). Dodajmy, że już dwa lata wcześniej z okazji 6 grudnia gazeta opublikowała duży artykuł na temat jej wojska.

Swoją wizję kraju położonego na dalekiej północy mieli także socjaliści i ludowcy. Wspomnieliśmy już o organizowanym w 1927 r. przez Kazimierza Czapińskiego wyjeździe Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego do krajów bałtyckich, podczas którego odwiedzono także Finlandię. Dziesięć lat później, z okazji dwudziestolecia niepodległości Finów, „Robotnik” pisał: „swój byt i swoją niezawisłość utrwaliła Finlandia na demokracji, wolności, oświacie. Dzisiaj w dwudziestolecie lud finlandzki sam gospodarzy ojczyzną, oddawszy rządy republiką w ręce wypróbowanych przedstawicieli:  robotników i chłopów. Koalicja socjalistyczno-ludowcowa tworzy obecnie rząd. Gospodarka ta jest wzorem i przykładem, jak mądrze demokracja rządzić umie krajem. Nie ma w Finlandii znaczenia prawie żadnego ani kierunek faszystowski ani bolszewicki. Piękna jest Finlandia – kraj tysiąca jezior. Oświecony jest jej lud i w poczuciu demokracji wychowany. Finlandia nie ma dziś bezrobocia. Ma wysoki dobrobyt i wielką kulturę. My, polscy socjaliści, przesyłamy w przeddzień święta niepodległości Finlandii i całemu jej narodowi serdeczne życzenia dalszego rozwoju” – podsumowywał „Robotnik”, organ Polskiej Partii Socjalistycznej. Ciekawe, że „Zielony Sztandar”, organ Stronnictwa Ludowego, gdy pisał w grudniu 1937 r. o dwudziestoleciu Finlandii, użył prawie dokładnie takich samych określeń jak „Robotnik”, w których przewijały się treści takie jak „demokracja”, „wolność”, „oświata” czy „dobrobyt” i „kultura”. Czy ten wizerunek północnego kraju nie był aby zbytnio cukierkowy?

Przeczytaj także:  Pod czerwonym sztandarem. Łotewska socjaldemokracja przed wojną

Przeczytaj także:  Czerwona Estonia, czyli polsko-estońskie spotkania socjalistów

Odrodzenie relacji

Wybuch II wojny światowej przyniósł przerwę w relacjach polsko-fińskich, choć polskie poselstwo w Helsinkach, na czele którego stał znawca Skandynawii Henryk Sokolnicki, istniało do 1941 r. Relacje polsko-fińskie były jednak już wtedy funkcją stosunków łączących Helsinki z Berlinem, dlatego poselstwo musiało zostać zamknięte. Po II wojnie światowej Polska wpadła pod kuratelę Związku Sowieckiego, Finlandia zaś uległa „finlandyzacji”, nie chcąc czy raczej nie mogąc nawet drażnić „sowieckiego niedźwiedzia”. Jednak państwo fińskie w przeciwieństwie do Litwy, Łotwy i Estonii, które zostały poddane okupacji, przetrwało i utrzymywało w najlepsze relacje z Polską Ludową.

W 1957 r. powstało Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Fińskiej, na czele którego stanął profesor Jerzy Jodłowski, wówczas poseł Stronnictwa Demokratycznego na Sejm. Stowarzyszenie nawiązywało do powstałego w 1928 r. Towarzystwa Polsko-Fińskiego, możemy mówić więc co najmniej o historycznych korzeniach, jeśli nie o ciągłości. W „Biuletynie Informacyjnym” wydawanym przez TPPF znajdziemy także informacje o świętowaniu 6 grudnia, już w czasach Polski Ludowej. Przeniosło się ono z Warszawy także do innych, mniejszych miejscowości, w których towarzystwo miało swoje oddziały. I tak z okazji sześćdziesiątej rocznicy niepodległości w Szczecinie odbyły się w 1977 r. trwające miesiąc „Dni Fińskie”. Dziesięć lat później świętowano w Poznaniu poprzez otwarcie wystawy plakatów fińskiego plastyka Erika Bruuna, zaś prof. Bernard Piotrowski z lokalnego uniwersytetu wygłosił prelekcję o historii Finlandii. Serwowane specjalne napoje i potrawy fińskie. Z kolei w Jeleniej Górze, gdzie oddział towarzystwa istnieje do dziś, odbył się wtedy koncert Państwowej Orkiestry Symfonicznej, która wykonała utwory Jeana Sibeliusa.

Zmieniają się epoki, a stosunki polsko-fińskie trwają.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj