Kordák z geszénkani, czyli Wielkanoc po mazursku

Mazurzy to lud na wskroś synkretyczny. Wynika to przede wszystkim z położenia geograficznego i historii tegoż małego narodu. Żyjący na dawnych ziemiach Prusów, na styku kultury polskiej, niemieckiej i bałtyjskiej, wytworzyli własne wariacje na temat obyczajowości religijnej. Trudno jest zebrać wszystkie informacje na temat Wielkiej Nocy na Mazurach (Zielgónocÿ), ale warto pochylić się nad najważniejszymi obyczajami i przesądami.

|

Przygotowania O czasie przygotowań do Wielkanocy, szczególnie o ostatnich dniach, mówi się dość niewiele. Kilka najciekawszych informacji udało się jednak zebrać badaczowi Mazur Maxowi Toeppenowi, który w swoim dziele "Wierzenia Mazurskie" pokrótce opisał Triduum na Mazurach.  Wielki targ przed Wielkanocą kończył się dziecięcymi zabawami, w tym grą w pytkę, w której prowodyrami byli chłopcy wykrzykujący imiona pogańskich bożków: Perkunos, Pikollos, Potrimpos! (Nibork – obecnie Nidzica) Przeczytaj także:  Prusowie: utraceni kuzyni Łotyszów i Litwinów Zaczynało się od Wielkiego Czwartku (Zielgi Cwártek). Był to dzień związany z pracami ogrodniczymi. To w ten właśnie dzień sadzono nowe rośliny, kwiaty. Przesadzano także już wyrosłe rośliny doniczkowe (prżeflancowacz  – przesadzić, flanca  – sadzonka). Wielki Piątek (Zielgi Psióntek lub Czichi Psióntek) był obchodzony tylko w niektórych stronach. Część Mazurów pościła, niektórzy bardzo ściśle tego dnia, ale postawy były raczej zindywi...

Pozostało jeszcze 87% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się