Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Na skrzyżowaniu wiatrów – recenzja filmu

Recenzja filmu Na skrzyżowaniu wiatrów, reż. Martti Helde (Estonia, 2014).
play

Młody estoński reżyser Martti Helde w swoim pełnometrażowym debiucie „Na skrzyżowaniu wiatrów” (w dystrybucji pod nazwą „Na skrzyżowaniu wichrów”) rzuca widzom wyzwanie nowatorską i ambitną formą. Jego film jest przypomnieniem o zbrodniach totalitaryzmu pokazanych przez pryzmat bezbronnej ofiary. A w kontekście bieżących wydarzeń film staje się też ostrzeżeniem przed powtórką z tragicznej historii.

Powojenną Europę ukształtowała pamięć o zbrodniach reżimu nazistowskiego, podczas gdy zbrodnie stalinowskie zostały zepchnięte w otchłań zapomnienia. Jego ofiary czekały pół wieku na upamiętnienie, niektóre tak naprawdę nie doczekały się go do dzisiaj. Przedmiotem debat europejskich intelektualistów jest to, czy zagłada Żydów była czymś wyjątkowym, czy też zbrodnie nazistowskie i stalinowskie można ze sobą zestawiać i porównywać. Wątpliwości co do tego nie miał reżyser estońskiego filmu „Na skrzyżowaniu wiatrów” Martti Helde, który swoje debiutanckie dzieło zadedykował „ofiarom sowieckiego Holocaustu”.

Przeczytaj także:  Na skrzyżowaniu wiatrów - rozmowa z reżyserem Marttim Helde
Na skrzyżowaniu wiatrów, reż. Martti Helde (Estonia, 2013)

Na skrzyżowaniu wiatrów, reż. Martti Helde (Estonia, 2013)

Tym, co estoński reżyser nazwał „sowieckim Holocaustem” są masowe deportacje mieszkańców krajów bałtyckich, przeprowadzone w czerwcu 1941 roku. 40 tysięcy Litwinów, Łotyszy i Estończyków zostało wywiezionych w bydlęcych wagonach do azjatyckiej części Związku Sowieckiego, wielu z nich zmarło jeszcze w trakcie podróży, kolejni umierali w łagrach, niewielu udało się przetrwać i – już po śmierci Stalina – wrócić do wciąż okupowanych ojczyzn. Te wydarzenia naznaczyły mieszkańców państw bałtyckich, co przyznaje w wywiadach także sam reżyser. Są one rodzajem doświadczenia formacyjnego, które objęło praktycznie cały naród i ukształtowało go jako wspólnotę. – Trudno znaleźć rodzinę, która nie byłaby związana z tą historią – powiedział w jednym z wywiadów Martti Helde.

Przeczytaj także:  Sowieckie deportacje w czerwcu 1941 roku
Przeczytaj także:  Deportacje z krajów bałtyckich w marcu 1949 roku

Mimo tak doniosłego znaczenia tego doświadczenia dla kształtowania się tożsamości dzisiejszych Estończyków było ono do tej pory nieobecne w rodzimej kinematografii. Martti Helde uznał, że o tragedii rodaków nie da się opowiedzieć tradycyjnymi, konwencjonalnymi środkami. „Na skrzyżowaniu wiatrów” opowiada o losach Erny, młodej Estonki, odłączonej od męża i razem z małą córeczką zesłanej na Syberię. Twórcy filmu wykonali benedyktyńską pracę opierając scenariusz o autentyczne listy pisane przez deportowanych i materiały archiwalne. W jednym z listów Helde znalazł słowa, którymi zainspirował się decydując o formie filmu.

Autorka listu pisała:

Czuję się, jakby czas stanął w miejscu. Że moje ciało jest na Syberii, ale moja dusza jest wciąż w mojej ojczyźnie.

Film składa się więc z trzynastu długich czarno-białych sekwencji zrealizowanych w rzadko spotykanej w kinie mainstreamowym technice tableaux vivants czyli „żywych obrazów”. Sceny przedstawiają kolejne etapy wieloletniego zesłania Erny, od wywózki aż po powrót do Estonii w latach 50. Postacie występujące w tych scenach są nieruchome, zatrzymane, jakby była to stara fotografia. Między znieruchomiałymi ludźmi, na kolejowym peronie, w bydlęcym wagonie, w łagrze, przemyka kamera, pokazując przerażone twarze zesłańców czy wykrzywione grymasem gniewu oblicza oprawców. Nieraz wraca do punktu wyjścia, by zastać bohaterów już w innych pozach, w innych konfiguracjach. Chociaż postacie pozostają nieruchome, obrazy są przepełnione emocjami, bólem, strachem, tęsknotą. W filmie nie słychać dialogów, a jedynie głos zza kadru Erny, czytającej swoje listy do męża. Jedyne „dynamiczne” ujęcia w filmie to sceny rodzinnego szczęścia bohaterki sprzed deportacji, które w zestawieniu z późniejszym dramatem jawią się jako utracony raj.

Realizacja filmu wymagała od ekipy ogromnego zdyscyplinowania. Przygotowanie każdej sekwencji zajmowało od dwóch do sześciu miesięcy, ale na każdą przypadał tylko jeden dzień zdjęciowy. Prace nad filmem, rozpoczęte w 2010 roku zakończyły się cztery lata później. Tym bardziej należy docenić wysiłek włożony przez twórców w realizację obrazu i z uznaniem patrzeć na pracę aktorów i statystów. Szczególne wrażenie robi kreacja Erny w wykonaniu Laury Peterson. Na oczach widzów ewoluuje ona od wyrwanej ze swej małej rodzinnej idylli młodej dziewczyny do zmęczonej, zniszczonej tęsknotą i bólem kobiety.

Między znieruchomiałymi ludźmi, na kolejowym peronie, w bydlęcym wagonie, w łagrze, przemyka kamera, pokazując przerażone twarze zesłańców czy wykrzywione grymasem gniewu oblicza oprawców.

Tak jak proces tworzenia filmu był wymagający dla jego twórców, tak też sam film jest wymagający dla jego widzów. W pierwszej chwili widowni, która jest nieświadoma formy filmu, będzie pewnie towarzyszyć uczucie zaskoczenia i oczekiwanie, że statyczne ujęcia nabiorą dynamiki. Wielu taka forma może znużyć czy zirytować. Aby w pełni przeżyć ten film, konieczne jest przełamanie uczucia dysonansu, jakie towarzyszy oglądaniu pierwszych nieruchomych scen. Zrozumiałe jest, że obrana przez reżysera forma raczej nie pozwoli na zdobycie wielkiej popularności. „Na skrzyżowaniu wiatrów” jest raczej filmem festiwalowym, skierowanym do wyrobionej estetycznie widowni, otwartej na eksperymenty. W przypadku filmu Marttiego Helde warto jednak w tym eksperymencie wziąć udział.

Nie można jednak dyskutować o filmie w oderwaniu od otaczającej nas dziś rzeczywistości politycznej. W tym sensie jest on nie tylko formą upamiętnienia dawnych ofiar, ale także bardzo aktualną i bardzo dojmującą przestrogą. Agresja Rosji na Ukrainę wywołała dawne lęki, o których wydawało się, że już nie pamiętamy. Szczególnie odczuwalne jest to w krajach bałtyckich, gdzie wciąż żywa jest pamięć sowieckich represji. Jeśli historia rzeczywiście składa się z powtarzających się wzorców, to „Na skrzyżowaniu wiatrów” służy jako ostrzeżenie pojawiające się właściwym momencie – napisała recenzentka „Variety”, odnosząc się do bieżących wydarzeń na Ukrainie. Trudno się z nią nie zgodzić.

  • Widziałam ten film wczoraj i niby wiedziałam czego się spodziewać, jakiego nastroju, a jednak byłam zaskoczona wyważeniem historii. Kamera poruszająca się pomiędzy zatrzymanymi ludźmi, zatrzymanym wszystkim, poza wiatrem (co w niektórych scenach widać) robi naprawdę niesamowite wrażenie.

Polub nas na Facebooku!