Zaskoczył mnie Autor dogłębną lekturą Pieśni sobie śpiewanych Benisławskiej i gruntowną znajomością "Rubona". Po Tożsamości oczekiwałem raczej globalizujących analiz socjo-kulturowych łatgalskiego fenomenu, za to wśród narracji na temat tożsamości łotewsko-łatgalskiej otrzymałem między innymi uwagi na temat poezji wybitnej polsko-inflanckiej poetki. Zresztą, nie wiedzieć czemu, Autor z wyraźną rezerwą korzysta z przymiotnika „inflancki”. Nawet w kontekstach, wydawać by się mogło, utartych – inflancki jest określany jako łatgalski. A przecież to nie to samo. Geograficznie Łatgalia odpowiada w zasadzie terytorium Inflant Polskich. Jednak ja będę się upierał przy rozróżnieniu „łatgalskości” od „inflanckości”. Zresztą toponomastycznych niekonsekwencji w książce jest, niestety, więcej. Już pominąć można zapomnienie polskich nazw różnych łotewskich miejscowości. Warto przypomnieć, że Jēkabpils to dawny Jakobsztadt, choć brzmi z niemiecka, ale jednak jest to nazwa od dawna przyjęta w języku p...
Pozostało jeszcze 91% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


