Ks. Tomasz Materna: ciągle uczę się Estończyków

-

Statystyki podają, że około 75% mieszkańców Estonii to ludzie bezwyznaniowi, nie przywiązani do żadnej wspólnoty religijnej, co nie oznacza, że są niewierzący. Większość wierzy w Boga lub jakiś nieokreślony byt duchowy. Myślę, że brak identyfikacji z religią jest spowodowany mentalnością Estończyków, niechęcią ujawniania swoich emocji czy przeżyć. Zauważam, że Estończycy mają głęboką duchowość i są refleksyjni. Również nie widzę większych problemów związanych z demoralizacją czy przestrzeganiem zasad moralnych, starają się żyć według własnego sumienia (…). Co do mentalności, to ciągle uczę się Estończyków, którzy są zamknięci i małomówni, ale bardzo sympatyczni – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim ks. Tomasz Materna, pełniący posługę w katedrze św. św. Piotra i Pawła w Tallinnie.

Ksiądz Tomasz Materna urodził się w 1986 r. w Rzeszowie i tam spędził większość swojego życia. W 2011 r. ukończył seminarium duchowne w Rzeszowie i w katedrze rzeszowskiej przyjął święcenia kapłańskie. Po święceniach pełnił posługę w dwóch parafiach na terenie diecezji rzeszowskiej: Kupno i Ropczyce. Od sierpnia 2018 r. jest wikariuszem w katedrze św. św. Piotra i Pawła w Tallinnie przy ulicy Vene.

Jakub Zygmunt, Przegląd Bałtycki: Posługuje ksiądz w katedrze św. św. Piotra i Pawła w Tallinnie od całkiem niedawna, niespełna rok. Najpierw chciałbym zapytać dlaczego ksiądz przyjechał do Estonii? Czy był ksiądz kiedykolwiek wcześniej w tym rejonie Europy? Jakie były pierwsze myśli o tym kraju przed przyjazdem?

Ks. Tomasz Materna: Mówi się, że Boże plany są inne niż nasze. Tak było w moim przypadku. Będąc jeszcze w seminarium zrodziła się we mnie myśl, żeby już jako ksiądz wyjechać na misję. Nie myślałem o konkretnym państwie, jednak po głowie chodziła mi myśl, żeby wyjechać do Ameryki Południowej lub do kraju niemieckojęzycznego, bo znam niemiecki. Mój biskup, który wiedział, że chcę wyjechać do pracy za granicę, zaproponował mi wyjazd do Estonii. Poprosiłem o czas do namysłu i po kilku tygodniach podjąłem decyzję, żeby przyjechać do tego kraju. Nawiązałem też kontakt z miejscowym biskupem i z polskim księdzem, który posługuje w Ahtme (obecnie jedna z sześciu dzielnic przemysłowego miasta Kohtla-Järve – przyp. red.), żeby dowiedzieć się czegoś więcej na temat sytuacji Kościoła w Estonii. O Estonii wiedziałem niewiele, nigdy nie byłem w tej części Europy. Pierwsza myśl: zimno, ciemno i bieda. Dlatego kiedy padła nazwa tego kraju zacząłem przeglądać Internet, żeby się czegoś dowiedzieć, m.in. znalazłem stronę Sądeckiego Włóczykija, który opisuje Estonię.

Estonia wielu kojarzy się z chłodniejszym klimatem. W Tallinnie chociażby jest bardzo wietrznie. Mentalność i zachowania mieszkańców również mogą okazać się zupełnie inne niż te, do których przywykliśmy w Polsce. Jak minęły początki pobytu księdza w tym kraju? Czy czuje się teraz ksiądz zaaklimatyzowany? Jak przyjęli księdza parafianie, jak i pozostali księża z katedry św. św. Piotra i Pawła?

Początki zawsze bywają trudne. Tak też było w moim przypadku. W pierwszym miesiącu mojego pobytu trwały przygotowania do wizyty papieża Franciszka w Tallinnie, która miała miejsce 25 września 2018 r. Oczywiście trudnością był i nadal jest język. Moja parafia jest wielojęzyczna. Msze święte odbywają się w języku estońskim, polskim, rosyjskim, angielskim i po łacinie. Dlatego przez pierwszy miesiąc uczyłem się odprawiać po estońsku i angielsku. Parafianie przyjęli mnie bardzo miło. Szczególnie miejscowi Polacy, którzy cieszą się, że mają księdza z Polski. Księża również podeszli do mnie bardzo ciepło i otwarcie. Co do mentalności, to ciągle uczę się Estończyków, którzy są zamknięci i małomówni, ale bardzo sympatyczni. Klimat w Estonii jest trochę chłodniejszy niż w Polsce. Jednak w tym roku zima była wyjątkowo łagodna. Wydaje mi się, że nawet cieplejsza niż w Polsce. Największą trudnością był dla mnie krótki dzień i brak słońca w zimie. Musiałem się ratować witaminą D. Jednak latem dzień nadrabia zaległości.

Przeczytaj także:  Papież Franciszek w krajach bałtyckich: Mosty zamiast murów

Przeczytaj także:  Papież na Litwie: Małe cuda wielkiej pielgrzymki

Z perspektywy czasu na pewno ksiądz ma jaśniejszy obraz religijności w Estonii. Kościół katolicki w tym kraju jest stosunkowo niewielki. Katolików, jak się szacuje, jest około 6 tysięcy. Posługuje zaledwie kilkunastu księży, którzy odprawiają nabożeństwa i Msze święte, dojeżdżając często kilkadziesiąt kilometrów do świątyń w różnych zakątkach kraju. Czy według księdza kościół w Estonii można nazwać misyjnym z tych powodów? Jak wygląda religijność katolików w kraju?

Kościół katolicki w Estonii jest małą wspólnotą, liczy zaledwie 6 tysięcy katolików w siedmiu parafiach. Posługuje tam trzynaścioro księży i osiemnaście sióstr zakonnych. Charakterystyczne jest to, że parafie są rozsiane po całym kraju i są oddalone od siebie nawet o 150 km. Jeśli czasem trzeba zastąpić jakiegoś księdza lub pomóc, to musimy pokonać spore odległości. Także ze względu na to Estonię można nazwać krajem misyjnym. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że chrześcijaństwo nie jest tu nowym zjawiskiem, ponieważ przybyło na te tereny w XII wieku, a na Soborze Laterańskim w 1215 r. tym ziemiom nadano nazwę „Ziemia Maryi” (łac. Terra Mariana). Po reformacji te tereny stały się protestanckie. Także chrześcijaństwo było tutaj cały czas obecne, o czym świadczy duża liczba kościołów protestanckich, a także byłe gotyckie kościoły katolickie. Kościół katolicki zaczął się rozwijać po I wojnie światowej, kiedy Estonia uzyskała niepodległość. Wtedy wielu Estończyków zostało katolikami i powstały struktury kościoła. Istniało około dziesięciu parafii, w których posługiwało kilkunastu księży oraz kilkanaście sióstr zakonnych. Jednak po II wojnie światowej, kiedy Estonia weszła w skład Związku Radzieckiego, Kościół praktycznie przestał istnieć. W całej Estonii posługiwał tylko jeden ksiądz, a wiernymi byli Polacy, którzy przybyli do Estonii z Kresów. Obecnie cieszy fakt, że Estończycy wstępują do Kościoła katolickiego. Myślę, że jest ich około 2 tysięcy. W większości są to ludzie młodzi i w średnim wieku, młode małżeństwa. W latach 80. XX wieku katolików Estończyków było zaledwie kilku. W tym roku w czasie Świąt Wielkanocnych do Kościoła wstąpiło 30 dorosłych osób. Ja sam ochrzciłem już dwoje dzieci. Jest to wielka radość. Co roku wzrasta liczba katolików i to jest nadzieja na przyszłość.

Przyjmuje się, że około trzech czwartych mieszkańców Estonii deklaruje się jako bezwyznaniowi lub nie deklarujący przywiązania do jakiejkolwiek religii. Wielu porównuje poziom zlaicyzowania społeczeństwa do tego, jaki jest u naszych południowych sąsiadów – Czechów. Jednak bardziej szczegółowe badania wskazują na to, że pomimo braku przywiązania do jakiegokolwiek wyznania wielu Estończyków wierzy w Boga lub, jak było podane w badaniu, w siłę wyższą. Jak więc jest z tą religijnością mieszkańców Estonii? Czy w codziennym kontakcie możemy odczuć, że są oni bardziej refleksyjni w stosunku do życia niżeli wynikałoby to ze statystyk?

Statystyki podają, że około 75% mieszkańców Estonii to ludzie bezwyznaniowi, nie przywiązani do żadnej wspólnoty religijnej, co nie oznacza, że są niewierzący. Większość wierzy w Boga lub jakiś nieokreślony byt duchowy. Myślę, że brak identyfikacji z religią jest spowodowany mentalnością Estończyków, niechęcią ujawniania swoich emocji czy przeżyć. Zauważam, że Estończycy mają głęboką duchowość i są refleksyjni. Również nie widzę większych problemów związanych z demoralizacją czy przestrzeganiem zasad moralnych, starają się żyć według własnego sumienia.

Przeczytaj także:  Tauno Toompuu: Estończycy nie są przywiązani do kościoła instytucjonalnego

Od kilku lat rośnie zainteresowanie wśród Estończyków dawnymi wierzeniami ugrofińskimi. Zwraca się coraz większą uwagę na kultywowanie dawnych zwyczajów, tradycji, śpiewów i rytuałów. Widać to doskonale chociażby podczas przesilenia letniego, zwanego w Polsce Nocą Świętojańską, a w Estonii Jaanipäev. Czy zauważa ksiądz jakieś zagrożenie w tym zwrocie ku dawnym wierzeniom związanym z czasami, kiedy jeszcze nie przyprowadzono chrześcijaństwa na obecne ziemie? Czy może zaś takie większe zainteresowanie kulturą ludową i starymi zwyczajami pomaga częściowo w umacnianiu świadomości Estończyków o swoim ugrofińskim pochodzeniu?

Estończycy są bardzo przywiązani do swojej kultury i tradycji, co się wyraża w kultywowaniu ich dawnych wierzeń i śpiewów. Myślę, że jest to związane z historią Estończyków. Musimy pamiętać, że zaledwie przez kilkadziesiąt lat mieli swoją państwowość, dlatego muszą mieć coś co ich łączy. Kilkakrotnie słyszałem opinię, że chrześcijaństwo wyparło, czy wręcz zniszczyło kulturę estońską. Myślę, że przez to Estończycy mają negatywny obraz chrześcijaństwa. Sądzę, że zainteresowanie starymi zwyczajami nie jest zagrożeniem. Jeżeli chodzi o ich świadomość narodową to na pewno jest pomocą i tym co może łączyć. Przykładem może być Święto Pieśni, które odbywa się w Tallinnie co pięć lat i które gromadzi tysiące Estończyków. W tym roku ten festiwal odbędzie się na początku lipca.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tego, co się dzieje aktualnie w Kościele Katolickim w Estonii. Zbliża się wielkie wydarzenie, jakiego nie było w tallińskiej świątyni od 17 lat. Odbędą się pierwsze od dłuższego czasu święcenia kapłańskie. Czy nowo wyświęcony ksiądz będzie posługiwał w Estonii? Skąd pochodzi? Kiedy dokładnie odbędzie się to wielkie wydarzenie? Jak przebiegają przygotowania?

Dokładnie będą to święcenia diakonatu, czyli pierwszy stopień święceń. Święcenia kapłańskie będą za rok. Będzie to wielkie wydarzenie, bo Kościół Katolicki w Estonii będzie miał nowego księdza. Dodam, że tylko jeden ksiądz jest miejscowy, reszta przyjechała tutaj z różnych rejonów świata. Kandydat do święceń jest Litwinem z Wilna i ma polskie korzenie. Jako Litwin jest tutaj potrzebny, gdyż wielu katolików jest Litwinami. Święcenia odbędą się w 22 czerwca. Przygotowania dotyczą głównie liturgii. Aktualnie tłumaczymy teksty liturgiczne, bo jeszcze nie wszystkie księgi są przetłumaczone na estoński. Do tego trzeba przygotować śpiewy. Część mszy świętej będzie również w języku litewskim.

Porozmawiajmy może teraz o bardziej codziennych i przyziemnych sprawach. Jak wygląda u księdza znajomość języków obcych, którymi posługują się ludzie w Estonii? Jak wiadomo, na co dzień ksiądz odprawia „mszę polską”, jednak bez znajomości estońskiego lub rosyjskiego czy angielskiego w Tallinnie ciężko funkcjonować. Jak księdzu podoba się język estoński? Jest trudny do opanowania dla laika?

Na początku musiałem zmierzyć się z wielojęzycznością. Moja parafia jest jedyną w Tallinnie i w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od niego. W związku z tym na msze przychodzą nie tylko Polacy i Estończycy, ale również pracownicy ambasad, firm i studenci. W niedziele i czwartki jest msza po polsku, w której uczestniczą głównie osoby starsze, a w sezonie letnim wielu turystów z Polski. Estończycy też chętnie przychodzą na „polską mszę”, bo lubią słuchać polskich pieśni. Na tej mszy czuję się jak na wiejskiej parafii w Polsce, jest to bardzo miłe. W soboty odprawiam mszę po angielsku. Ostatni kontakt z tym językiem miałem na maturze, więc muszę sobie przypominać i się doszkalać. Po miesiącu pobytu w Tallinnie musiałem odprawiać mszę po estońsku. Było to wielkie wyzwanie, bo w ogóle go nie znałem. Jak usłyszałem pierwszy raz język estoński to skojarzył mi się z koreańskim. Dodam, że czytanie tekstów w języku estońskim nie jest trudne, gdyż używa się alfabetu łacińskiego. Czyta się tak jak jest napisane. Jest kilka reguł, ale łatwych do opanowania. Estońska gramatyka jest trudna i dokładna, występuje 14 przypadków, dość sporo wyjątków. Estońskiego uczy mnie nauczycielka, która jest Estonką, ale bardzo dobrze mówi po polsku. Myślę, że Polakowi łatwiej jest nauczyć się estońskiego niż np. osobom mówiącym po angielsku, ponieważ są podobieństwa w gramatyce polskiej i estońskiej. Język estoński mi się podoba, a parafianie chwalą, że mi dobrze idzie, także jest motywacja do nauki. Oczywiście w Tallinnie bez problemu można się porozumieć po rosyjsku, ponieważ około połowy mieszkańców miasta stanowią osoby rosyjskojęzyczne. Niestety nie znam rosyjskiego.

A co księdzu najlepiej smakuje w Estonii?

Niestety nie są to dania estońskie a rosyjskie, być może dlatego, że kuchnia rosyjska jest podobna do polskiej. Bardzo lubię zupę soliankę i bliny. Lubię także miejscową kaszankę czyli verivorst, która jest przysmakiem w czasie Bożego Narodzenia. Na deser oczywiście kringel, czyli coś w rodzaju naszej rolady.

Czego ksiądz życzyłby sobie na okres pobytu w Tallinnie? Czy Estonia ma szansę „zagrać” u księdza na dłużej?

Najbardziej chciałbym sobie życzyć cierpliwości w nauce języka i sił do przetrwania zimowych ciemności. Na razie trudno wybiegać planami w daleką przyszłość. Estonia mnie zaskoczyła bardzo pozytywnie. Każdy dzień przynosi nowe doświadczenia. Czuję się tutaj dobrze, a to jest podstawa. Także myślę, że Estonia ma szansę „zagrać” w moim sercu.

Z pochodzenia Sądeczanin, z wykształcenia geolog, z pasji miłośnik państw bałtyckich (zwłaszcza Estonii) i górski wędrowiec, zawodowo "człowiek-orkiestra", w Internecie prowadzi bloga "Sądecki Włóczykij".

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj