Ewa Cherner: Jednota Wileńska do końca chciała zachować swą niezależność

-

W latach dwudziestych XX wieku były trzy koncepcje, co zrobić z historyczną, kalwińską Jednotą Wileńską. Był plan połączenia z Jednotą Warszawską istniejącą w dawnej Kongresówce, federacji autonomicznych kościołów, na co nie chciała się zgodzić Warszawa, czy wreszcie budowy wspólnoty z Jednotą, która pozostała po stronie litewskiej, w Birżach. Nie bardzo jednak było wiadomo, w jaki sposób to zrobić z powodu konfliktu politycznego między Polską a Litwą, a także zakusów Litwinów na „kościół wileński” przy ulicy Zawalnej – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Ewa Cherner, prowadząca badania nad ewangelicyzmem reformowanym na ziemiach b. Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Ewa Cherner jest filologiem, mieszka w Paryżu, pochodzi ze znanego wileńskiego rodu Mackiewiczów, zasłużonego nie tylko dla Jednoty Wileńskiej, lecz także dla Jednoty Warszawskiej. Prowadzi swoje badania na Litwie i Białorusi. Obecnie pracuje nad słownikiem biograficznym pastorów Jednoty Litewskiej od czasów reformacji w XVI w. do XIX w. W październiku 2018 r. obecna była w Warszawie na promocji swojej książki „Słownik biograficzny duchownych ewangelicko-reformowanych. Jednota Litewska i Jednota Wileńska 1815–1939”, wydanej przez wydawnictwo SEMPER. Publikacja była recenzowana w Przeglądzie Bałtyckim w maju 2018 r.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: W zeszłym roku obchodziliśmy setną rocznicę zakończenia I wojny światowej. To jest ostatni moment, kiedy tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego są jednolitym terytorium, za chwilę zacznie się podział na co najmniej trzy części. W dawnych granicach istnieje jeszcze Jednota Litewska, skupiająca litewskich ewangelików reformowanych. Jak w 1918 r. wygląda sytuacja społeczności ewangelickiej na terenie dawnego Wielkiego Księstwa?

Ewa Cherner: Jeśli chodzi o Jednotę Litewską, to nie w pełni zgadzam się z tą tezą. W 1918 r. nie była to już Jednota w swoich dawnych granicach. Po powstaniu Białoruskiej Republiki Ludowej nie było już w granicach Jednoty Słucka, ze swoim historycznym gimnazjum kalwińskim, a także Kojdanowa, Kopyla, Kopysi czy Mińska. Za chwilę te ogromne, historycznie istotne tereny wejdą w skład Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. W 1918 r. mieliśmy jednak wciąż jeden kościół, gdy mowa o terenach Wileńszczyzny i Żmudzi. Po ewakuacji ewangelików w czasie I wojny światowej, która odbywała się w sposób dokładny i zorganizowany, wywożono na wschód całe miasteczka, fabryki, łącznie ze szkołami. Dużo Litwinów trafiło choćby do Woroneża, na Powołże. Część duchownych także była wywieziona na Wschód. Mówimy choćby o księdzu Janie Szepetysie, Adamie Szarnasie. Powroty, ze względu na sytuację polityczną, trwały długo.. Wiernych było niewielu, a już w Wilnie ten brak był dość dojmujący. Superintendent generalny ks. Wilhelm Mieszkowski i ks. Michał Jastrzębski ewakuowani w 1915 roku z częścią konsystorza do Słucka,powrócili do Wilna dopiero pod koniec I wojny światowej. Z kolei ks. Felicjan Kurnatowski został w Słucku i miał później ogromne problemy z przyjazdem do Wilna.

Przeczytaj także:  Co pastor, to historia. Duchowni ewangelicko-reformowani w Jednotach Litewskiej i Wileńskiej

Czy w czasach sowieckich po 1919 r. istniały w Słucku nabożeństwa ewangelickie?

Niestety nikt nigdy tego nie badał, ten temat czeka na swoich odkrywców. Wracając do Litwy, to duchowni, którzy wracali z terenów rosyjskich kierowali się głównie do Birż, na Żmudź. W Wilnie został jedynie ksiądz Michał Jastrzębski, na którym spoczywał cały ciężar utrzymania przy życiu Jednoty. W mieście był jeszcze ksiądz Jan Szepetys. Działał bardzo aktywnie w społeczności litewskiej w Wilnie i raczej nie uczestniczył w życiu kościoła. Skupił się na pracy w Komitecie Litewskim, w gimnazjum litewskim i chciał tam otworzyć litewską parafię. Niestety ten zamysł się nie udał, możliwe, że z powodu niewielkiej liczby Litwinów w Wilnie. Wyjechał w 1923 roku, w momencie, kiedy Litwa Środkowa została przyłączona do Polski.

Wrócę do Białorusi. Jak bardzo dotkliwa była utrata Słucka dla ewangelików?

Materialnie to nie było dotkliwe, ale mówimy o symbolu wielowiekowej tradycji protestantyzmu. Odcięcie Słucka, który był jednym z podstawowych miejsc Jednoty, musiało bardzo boleć.

Czy w Słucku zostali ewangelicy?

Trudno to obecnie powiedzieć, podejrzewam, że wszyscy starali się stamtąd uciec. Jednak z innych historii wiemy, że zawsze ktoś zostaje. Tak jak w Wilnie w 1944 roku. Temat kalwinistów na Białorusi Sowieckiej nie był jednak w Polsce badany, być może zajmują się tym historycy białoruscy. Można zauważyć w ostatnich latach intensywne zainteresowanie protestantyzmem w tym także kościołem reformowanym, który znów działa w tym kraju.

Jeśli przegląda się Pani publikację, to widzimy, że wielu duchownych Jednoty Litewskiej miało związki ze Słuckiem. Nie tylko ks. Michał Jastrzębski…

Jeśli mówimy Słuck – myślimy o sławnym gimnazjum. Mówiąc o kształceniu duchownych, musimy wspomnieć o dwóch ośrodkach. Oprócz Słucka była równie znakomita szkoła w Kiejdanach, z tym że została zamknięta z 1824 roku, przekształcona później w szkołę szlachecką i ostatecznie zlikwidowana w ramach represji po Powstaniu Styczniowym. Wtedy też miasto zaczęło tracić mieszkańców. Wcześniej gimnazjum było ważnym ośrodkiem w tej części Litwy, wokół niego rozwijała się działalność społeczna i kulturalna. Później rodziny ze Żmudzi wysyłały swoich synów do gimnazjów w Mitawie czy w Rydze. Tylko niektóre rodziny polsko-litewskie posyłały swoje dzieci do Słucka. W Słucku większość uczniów, różnych wyznań, stanowili Polacy. Trzeba by było policzyć, jaki procent duchownych Jednoty Litewskiej kształcił się w Słucku, a jaki w Kiejdanach. Ale to się chyba rozkłada po połowie…

Wracając do Wilna w 1918 r. Część lokalnych Polaków opowiadała się za budową federacji z Litwą i Białorusią, większa część jednak za inkorporacją miasta do Polski. Jaki stosunek do tych dyskusji mieli wileńscy ewangelicy?

Jeśli chodzi o ewangelików, te różne koncepcje istniały, ale nie sądzę, żeby można mówić o jakiejś specyficznej wizji ewangelickiej. Podział przebiegał raczej narodowościowo, a nie wyznaniowo. Jeśli zaś chodzi o pomysł na Jednotę Litewską, to były trzy koncepcje: pozostania odrębnym kościołem, połączenia z Jednotą Warszawską istniejącą w dawnej Kongresówce, jako federacji autonomicznych kościołów, na co nie chciała się zgodzić Warszawa, czy wreszcie budowy wspólnoty z Jednotą, która pozostała po stronie litewskiej, w Birżach. Nie bardzo jednak było wiadomo, w jaki sposób to zrobić z powodu konfliktu politycznego między Polską a Litwą, a także zakusów Litwinów na „kościół wileński” przy ulicy Zawalnej, który był przez nich uznawany za swój. Jeśli chodzi o drugą koncepcję: wydaje się, że fakt, iż Jednota Wileńska nie chciała się zgodzić na włączenie do Jednoty Warszawskiej zaważył na konflikcie, który istniał między tymi instytucjami przed II wojną światową. Nie chodziło bynajmniej tylko o praktyki rozwodowe Wilna, które omawiano na łamach nieprzychylnej prasy.

Przeczytaj także:  Kierunek Birże. Śladami kalwinów na północnej Litwie

Ostatecznie zwyciężyła pierwsza koncepcja: Jednota Wileńska nie połączyła się z Jednotą Warszawską. Wilnianie uznali, że to oni są reprezentantami wielkiej tradycji protestanckiej w dawnej Rzeczypospolitej. Chcieli zachować odrębność zarówno od Warszawy, jak i Kowna. Ks. Michał Jastrzębski nie chciał federacji z Polską, ale nie chciał także zbliżenia z Litwinami. Stał na gruncie „wileńskim”, trwania na swoim stanowisku…

Jak wyglądała kwestia języka litewskiego w Jednocie Wileńskiej, która po 1923 r. została w granicach Polski?

Był to problem, bo mało kto w przedwojennym Wilnie mówił po litewsku. Językiem kościoła przy ulicy Zawalnej (obecnie Pylimo) był język polski. Wprowadzono jednak niedzielne nabożeństwa litewskie. Generalnie jednak społeczność kalwińska w Wilnie była polskojęzyczna. Jeśli przegląda się spisy członków parafii np. prenumerujących pismo „Szlakiem Reformacji”, to nie ma tam litewskich nazwisk.

Po 1923 r. jedynym duchownym kalwińskim w Wilnie został ks. Michał Jastrzębski, postać bardzo zasłużona już w czasach rosyjskich zarówno dla ewangelików, jak i dla sprawy polskiej w Wilnie. Gdybyśmy mieli powiedzieć parę zdań na jego temat…

Michał Jastrzębski przed I wojną światową. Zdjęcie z archiwum Ewy Cherner.

Chciałam zacząć od tego, że dla niektórych jest postacią kontrowersyjną ze względu na swój przedwojenny proces sądowy. Ironią losu jest, że pamięta się dziś Jastrzębskiemu głównie taśmowe rozwody małżeństw z całej Polski. Sądzę, że to jest bardzo niesprawiedliwe. Jastrzębski był przede wszystkim człowiekiem, który od początku jako młody pastor był dyspozycyjny, rozumiał potrzebę rozwoju kościoła i pozyskiwania nowych wiernych. Bardzo szybko nauczył się języka czeskiego, żeby działać na Wołyniu wśród kolonistów czeskich, którzy podlegali Jednocie Wileńskiej. Wiedział, że to jest szansa dla Jednoty, dla starzejącego się kościoła. Jeździł na Wołyń regularnie, co wtedy nie było takie łatwe. Jeśli chodzi o późniejsze czasy, to można założyć, że gdyby nie było w Wilnie ks. Jastrzębskiego, to nie byłoby Jednoty po 1920 r. Nie było nikogo innego, o takiej charyzmie, determinacji i takim silnym przekonaniu o tym, że Wilno powinno przetrwać, niosąc za sobą tradycję protestantyzmu litewskiego. Jego samozaparcie było naprawdę godne podziwu. Ksiądz Jastrzębski był bardzo otwarty na różne koncepcje, w okresie międzywojennym  usiłowano na przykład tworzyć nowe ośrodki na terenach białoruskich, a był to bardzo ciekawy eksperyment. Trudno powiedzieć, jak bardzo był udany, bo wybuchła II wojna światowa i wszystko zniknęło. Przejmowano wiernych prawosławnych. Nie sądzę, by inny przywódca kościoła był w stanie zgodzić się na takie ryzyko. Był za to krytykowany, sam Melchior Wańkowicz napisał swego czasu sarkastyczny artykuł o „prawosławnych kalwinach”.

Przeczytaj także:  Tomas Šernas: Dla ewangelików ważniejsze jest wydawanie książek niż budowa pomników

Ja znalazłem w „Słowie” wileńskim plebiscyt na najbardziej popularnych wilnian, ks. Jastrzębski jest tam na wysokiej pozycji, uzyskał więcej głosów swojej społeczności niż arcybiskup katolicki Jałbrzykowski. On był już popularny w czasach rosyjskich…

Świadczy o tym choćby przywrócenie napisów polskich na kościele przy ulicy Zawalnej czy używanie wbrew władzom carskim języka polskiego w dokumentach synodowych czy metrykalnych. Poza tym uczestniczył w różnych stowarzyszeniach polskich, patriotycznych. Był także znany jako dobry orator. Jego kazania słynęły z dobrego języka i podniosłego nastroju.

Czy ks. Jastrzębski był poliglotą?

Znał polski i rosyjski – to oczywiste, niemiecki – bo studiował w Dorpacie, dodatkowo z pewnością francuski a jako duchowny grekę, łacinę i hebrajski. Dodatkowo, jak wspomniałam wcześniej, nauczył się sam języka czeskiego, aby móc obsługiwać czeskich kolonistów. W jakim stopniu znał litewski nie wiem, chociaż mogę założyć, że go jednak znał….

Mimo swoich zasług ks. Jastrzębski był atakowany na łamach prasy katolickiej, a także przez Jednotę Warszawską.

Ataki Jednoty Warszawskiej prawdopodobnie wywodzą się z frustracji, że Jednota Wileńska nie zgodziła się w latach dwudziestych na zjednoczenie. Później zaczęto go atakować za rozwody, które przeprowadzało Wilno. Chociaż rozwody w Jednocie Warszawskiej także były dość często praktykowane, a ustały dopiero, gdy przyłączono Litwę Środkową do Polski. Wtedy już można było jeździć do Wilna, zaś Jednota Warszawska pozbyła się problemu i z czystym sumieniem mogła atakować Wilno, za to co robiła wcześniej sama. Ponadto rozwodziła także cerkiew prawosławna. Według doniesień prasowych z 1933 roku prokurator zajął dokumenty konsystorza prawosławnego, chodziło o tysiąc udzielonych rozwodów. Rozwodził przed wojną każdy, kto mógł. Taka była potrzeba chwili. W Europie zaczęto wprowadzać cywilne rozwody, ale w Polsce to nie było możliwe. Do końca dwudziestolecia nie udało się uchwalić nowego prawa rodzinnego, autorstwa prof. Lutostańskiego, ze względu na naciski kościoła katolickiego i środowisk narodowych.

Przeczytaj także:  Andrzej Wolan - zapomniany reformator

Pierwszy atak na ks. Jastrzębskiego nastąpił ze strony kościoła katolickiego. Wytoczony mu proces dotyczył udzielenia ślubu byłemu księdzu katolickiemu Choroszusze. Wreszcie sprawa została umorzona w 1930 roku w Sądzie Najwyższym. Zawsze lubię powtarzać, że w momencie umorzenia procesu ks. Choroszucha znowu był księdzem, ale tym razem polskokatolickim i był powtórnie żonaty. Wiódł spokojne życie. Później był skandal z księdzem Kazimierzem Ostachiewiczem, który przyjechał z Warszawy, sprzeciwiał się polityce rozwodowej i w rezultacie stracił w Jednocie Wileńskiej pracę. Dało to asumpt do nowych ataków prasy i Jednoty Warszawskiej. Założył na terenie Wilna filię Jednoty Warszawskiej. W ramach retorsji Wilno założyło parafię w Warszawie dla swoich członków, wywodzących się w większości z tych, którzy przeszli na kalwinizm w celach rozwodowych. Nie jest zresztą prawdą, że ci nowi wierni byli mało aktywni. Zgromadzenie warszawskie, liczące ok. 900 członków, domagało się częstszych wizyt pastorskich i własnego budynku kościelnego. Plan  takiej budowy nawet powstał, ale jego realizacji przeszkodziła wojna.

Czy możemy powiedzieć parę słów o środowisku kalwińskim przedwojennego Wilna? Może warto wspomnieć o przewodniczącym konsystorza Bronisławie Iżyckim-Hermanie oraz adwokacie Bolesławie Szyszkowskim… To wszystko była polska inteligencja?

Tak, kościół o silnej tradycji szlacheckiej w latach międzywojennych skupiał inteligencję, choć nie tylko. Z lektury dokumentów parafii wileńskiej widać, że również należeli do niej ludzie z niższych warstw społecznych, którym zresztą niesiono, w miarę możliwości, pomoc tak finansową jak rzeczową. Był także rozbudowany system stypendiów i pożyczek dla uczącej się młodzieży.

Środowisko kalwińskie angażowało się w Wilnie w politykę? Iżycki-Herman sprawował mandat radnego…

Nie mam takiego wrażenia, może się mylę. Wydaje mi się, że wileńscy kalwiniści byli przede wszystkim propaństwowi. Starannie obchodzono wszystkie rocznice, święta państwowe, Jednota była dumna, że prezydent Ignacy Mościcki odwiedził w 1930 roku kościół przy Zawalnej. Także w dalszych parafiach, dawniej prawosławnych, obchodzono święta państwowe. W tych dniach kazania odprawiano po polsku.

Znalazłem numer „Szlakiem Reformacji” z 1938 r., gdzie wspomina się o nabożeństwie z okazji zajęcia Zaolzia.

Jak mówiłam, była to państwowotwórcza postawa w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Dziś bowiem negatywnie oceniamy zajęcie Śląska Cieszyńskiego w 1938 r.

Przeczytaj także:  „Cieszyn wraca do macierzy”. Wilniuk świętuje zajęcie Śląska Cieszyńskiego

W Wilnie przed wojną dyskutowano o stworzeniu szkoły ewangelickiej.

Właśnie dlatego, że nie było już gimnazjum w Słucku. Był nawet plan sprzedania na ten cel należącego do kościoła folwarku w Omelanach. Poczyniono sporo wysiłków, dość konkretnych, jak ogłoszenie w 1925 roku konkursu na budowę gmachu szkoły. Jej patronem miał zostać Szymon Konarski. Ostatecznie projekt upadł, i to nie z powodu nieprzychylności wileńskich władz oświatowych a raczej niedostatecznej ilości uczniów.

Na Uniwersytecie Stefana Batorego nie było teologii ewangelickiej…

Najbliższy wydział teologii był na Uniwersytecie Warszawskim, a także na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie. Nie było jednak teologa w Jednocie Wileńskiej, który kształciłby się w Kownie.

Przychodzi 1938 r., przełom w stosunkach polsko-litewskich. Umiera ks. Michał Jastrzębski, a kalwińskie Wilno zaprasza na na swego superintendenta generalnego księdza Konstantego Kurnatowskiego z Litwy Kowieńskiej. Będzie on kierować kościołem do 1939 r. Jak wyglądały te ostatnie dwa lata ewangelickiego Wilna?

Konstanty Kurnatowski. Zdjęcie z archiwum Ewy Cherner.

Ksiądz Kurnatowski przede wszystkim znał świetnie Wilno zwłaszcza z okresu I wojny światowej, gdy dzielił czas między stolicę Litwy a Kielmy. Doskonale mówił po polsku. To była rodzina protestancka, z wielkimi tradycjami pastorskimi. Pastorem był także Jan Kurnatowski, syn ks. Felicjana Kurnatowskiego. Sądzę, że Konstanty Kurnatowski był dobrze przyjęty w Wilnie i traktowany jako „swój˝ . Nie zdążył chyba wiele zmienić, bo właściwie miał tylko rok od czasu, gdy został superintendentem. Nie mam wrażenia, żeby kwestia rozwodów za kadencji ks. Kurnatowskiego została ruszona z miejsca. Pamiętajmy też o tym, że ks. Kurnatowski nie był wtedy młodym człowiekiem. Może brakowało mu energii? Może nie chciał rozpoczynać wojny ze środowiskiem kalwińskim w Wilnie?

Przeczytaj także:  Pamięć ludzka jest krucha… Dawne cmentarze ewangelickie w Wilnie

Na pogrzebie księdza Jastrzębskiego nie było nikogo z Jednoty Warszawskiej?

Nie było. Pamiętamy, że przed jego śmiercią miała miejsce jeszcze jedna sprawa sądowa. Ks. Jastrzębski razem z Bronisławem Iżyckim-Hermanem i Wacławem Mackiewiczem został oskarżony o przestępstwa finansowe. Wedle dokumentów, które się zachowały, sprawa była prowadzona bardzo szczegółowo. Przejrzano wszystkie księgi, zapiski, a potem sprawę umorzono. Okazało się, że wszystko jest w porządku. Oskarżenia były fałszywe, tyle, że tego umorzenia ks. Jastrzębski już nie doczekał. Umierał ze świadomością, że znów jest oskarżany. Do końca próbowano go zniszczyć. Sądzę, że Jednota Warszawska wciąż chciała na tyle silnie zdyskredytować i księdza Michała Jastrzębskiego, i Bronisława Iżyckiego-Hermana, żeby Wilno samo w pewnym momencie poprosiło, by je przyjąć do Jednoty w Warszawie. Trzeba wspomnieć o negatywnej roli, jaką odegrał, nie wiem, czy świadomie, pastorski syn Bronisław Kader, wybitny lekarz wileński. Był wielkim przeciwnikiem rozwodów. Zachował się niegodnie, śląc listy do ministra, skarżąc się na złe traktowanie przez Jednotę Wileńską. Wysuwał różne fałszywe oskarżenia wobec pastora Michała Jastrzębskiego, a także Bronisława Iżyckiego-Hermana. Robił to jednak z powodów ideowych, był po stronie parafii warszawskiej działającej w Wilnie, po stronie ks. Kazimierza Ostachiewicza. Robił jednak w listach wycieczki bardzo osobiste, dotykające księdza Jastrzębskiego. Jego argumenty nie były rzeczowe, raczej ad personam.

Jest 1939 rok, nadchodzą wojska sowieckie, później Wilno zostanie oddane Litwie, ale tylko na rok. W 1940 r. zaczyna się okupacja sowiecka, później zaś trzy lata okupacji nazistowskiej. Jak w tym czasie zmienia się sytuacja kościoła kalwińskiego w Wilnie?

Kościół wileński liczył na połączenie z Jednotą Litewską w Birżach. Wcześniej były bowiem pomysły, by ponownie zjednoczyć polską i litewską część Jednoty. Chciano to jednak zrobić na zasadzie partnerskiej. Natomiast okazało się, że to nie będzie funkcjonować w ten sposób. Jednota Litewska wchłonęła bowiem parafię wileńską. Izabelin i Raśna zostały zaś na Białorusi Sowieckiej. Odpadła także Misja Barbikańska w Białymstoku. Przyłączenie kościoła wileńskiego do Jednoty Litewskiej odbyło się w sposób, którego się Polacy nie spodziewali.

Przeczytaj także:  Odrodzona wspólnota. Obchody uroczystości 500-lecia reformacji w Grodnie

Powiedzmy jednak o co chodziło.

W 1940 r. zorganizowano synod, na którym Polaków wyrzucono na margines. Wybrano nowy konsystorz, nowe kolegium bez polskich nazwisk, naturalnie bez Bronisława Iżyckiego-Hermana, który sam wcześniej zrezygnował. Na Synodzie nie było ks. Piotra Gorodiszcza, będącego w tym czasie w Wilnie. W skład gremiów kierowniczych kościoła wszedł jedynie mecenas Bolesław Szyszkowski, znany ze swoich prolitewskich sympatii. Ks. Konstanty Kurnatowski, przewodniczący Komitetu Pomocy ofiarom wojny i uchodźcom zorganizowanym przez Jednotę Wileńską zachował godność superintendenta. Stopniowo odsuwał się jednak od czynnego życia, przekazując większość obowiązków ks. Dilisowi. Opuścił Wilno tuż przed lub tuż po ponownym zajęciu Wilna w czerwcu 1940 roku przez Armię Czerwoną. W Wilnie pozostał jedynie Kazimierz Ostachiewicz z Jednoty Warszawskiej, prowadząc księgi metrykalne Jednoty Wileńskiej a także dla ewangelików luterańskich, którzy utracili zasłużonego duszpasterza ks. Zygfryda Loppe. Wydawał świadectwa chrztu Żydom, co wydawało się wówczas wystarczającą przepustką do życia. To właśnie jemu zawdzięczamy te parę ksiąg, które w 1945 r. przywiózł do Polski, w tym Biblię Brzeską.

Co zostało z Jednoty Wileńskiej na terenie powojennej Polski?

Rodziny. Wcale nie jest ich mało. Jest rodzina księdza Dilisa, dość rozgałęziona. Także rodziny m.in. pastorów Jastrzębskiego, Kurnatowskiego, Mandzelowskiego, Drue. Pod koniec wojny opuścili Wilno Bronisław Iżycki-Herman, który trafił na Mazury, kurator Józef Mackiewicz, Wacław Gizbert-Studnicki. Z dawnego ewangelickiego Wilna zostało nam jednak trochę wspomnień i świadectw. Po 1945 r. do kościoła przy al. Solidarności przychodzili wilnianie, którzy pamiętali Jednotę Wileńską, a także księdza Jastrzębskiego, Dilisa czy Kurnatowskiego. Ponadto tutejszy kościół w Warszawie przechowuje różne dokumenty, które z Wilna pochodzą i o Wilnie mówią.

Przeczytaj także:  Kobieta silniejsza niż mężczyźni. Pół wieku ordynacji kobiet w Estonii

Po II wojnie światowej istniał Litewski Kościół Ewangelicko-Reformowany na emigracji. Ksiądz Kurnatowski był jego zwierzchnikiem…

Był także polski Kościół Ewangelicko-Reformowany na emigracji w Londynie, który utrzymywał kontakty z emigracyjnym kościołem litewskim, tak w Niemczech jak w Stanach Zjednoczonych. Mało kto to jednak bada. Przeglądałam dokumenty, które są w Bibliotece Synodu w Warszawie, gdzie jest korespondencja między kościołem polskim i litewskim ma emigracji. Polski kościół, po śmierci ks. Romana Mazierskiego, chciał nawet prosić ks. Witolda Kurnatowskiego (bratanka ks. Konstantego Kurnatowskiego), by przyjeżdżał odprawiać nabożeństwa do Londynu. On jednak nie zgodził się, głównie z braku czasu. Środowisko londyńskie miało także kontakt z ks. Pawłem Dilisem w Chicago. Reprezentanci polskiego kościoła ewangelickiego, m.in. Tadusz Szefer (syn ks. Kazimierza Szefera), jeździli na litewskie synody do USA. Te kontakty były. O wiele gorzej były z kontaktami Kościoła Ewangelicko-Reformowanego PRL z emigracją. Ale to już zupełnie inna historia.

Dziękuję za rozmowę.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

1 KOMENTARZ

  1. “O wiele gorzej były z kontaktami Kościoła Ewangelicko-Reformowanego PRL z emigracją. Ale to już zupełnie inna historia”. Może warto napisać więcej na ten temat?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj