Jerzy Utowka: opuściłem politykę przez karierowiczów

-

Gdy jesienią 2000 roku jako Związek Rosjan Litwy wystawialiśmy wspólną listę z Litewską Demokratyczną Partią Pracy oraz Litewską Partią Socjaldemokratyczną, długo szukaliśmy w Kłajpedzie odpowiedniego kandydata. W końcu zdecydowałem, że sam będę kandydować. Wystawiono moją kandydaturę w okręgu jednomandatowym „Marių”, wpisano mnie także na listę „Socjaldemokratycznej Koalicji Brazauskasa”. Mandatu w okręgu nie zdobyłem, ale po rankingowaniu wszedłem do Sejmu. Byłem popularny w swoim miejscu pracy i wszyscy mnie w Kłajpedzie popierali. Później w polityce pojawili się różni karierowicze, z którymi nie chciałem mieć nic wspólnego. W 2005 r. opuściłem Związek Rosjan Litwy. Podobnie jak ja postąpiły Jelizaveta Daugininkienė i Svietlana Baracevičienė, które teraz znowu kandydują z ramienia „Rosyjskojęzycznej Kłajpedy” – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Jerzy Utowka, były poseł na Sejm VIII kadencji, obecnie kandydat na radnego Kłajpedy.

Jerzy Utowka (Jurgis Utovka) urodził się w 1956 roku w polskiej rodzinie w rejonie orańskim. W 1973 r. ukończył szkołę średnią w Jeziorosach, po czym podjął naukę w szkole morskiej w Kłajpedzie. Pracował w przedsiębiorstwie „Sirijus” w Kłajpedzie, następnie w spółce „Klaipėdos Smeltė”. W 1995 r. uzyskał mandat radnego z listy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która odniosła wówczas bezprecedensowy sukces w Kłajpedzie. W radzie miejskiej zasiadał trzy kadencje, był m.in. szefem Komitetu Prywatyzacji. Jesienią 2000 r. z ramienia „Koalicji Socjaldemokratycznej Algirdasa Brazauskasa” wszedł do Sejmu VIII kadencji jako przedstawiciel Związku Rosjan Litwy, założonego przez rodzeństwo Siergieja i Łarisy Dmitrijewów (ugrupowanie istnieje do dziś, z jego ramienia mandat radnego Kłajpedy sprawował kontrowersyjny Wiaczesław Titow). W 2005 r. wycofał się z polityki. Obecnie pracuje w przedszkolu „Dobiliukas”. W niedzielnych wyborach samorządowych kandyduje z listy „Rosyjskojęzycznej Kłajpedy”, komitetu konkurencyjnego wobec ugrupowania Titowa oraz Aliansu Rosjan.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Pan z pochodzenia jest Polakiem, ale wywiad będziemy robić po rosyjsku.

Jerzy Utowka: Miałbym takie życzenie. W dzieciństwie rozmawiałem z dziadkami po polsku, katechizm także czytałem w tym języku, odmawiałem po polsku pacierz. W 1946 roku naszą parafię podzielono na część litewską i białoruską. We wsi Bołboty w rejonie orańskim, w której mieszkałem w dzieciństwie, nie było polskiej szkoły. Obecnie tej wsi także już nie ma, weszła w skład większej miejscowości Raki (lit. Rakai). Oficjalnie tam się właśnie urodziłem w 1956 roku. Jako dziecko poszedłem do szkoły rosyjskiej, najpierw do podstawowej w swojej wsi, później średniej w Oranach, Solecznikach i Jeziorosach. Wszystko to były rosyjskie szkoły. Następną decyzją było pójście do koledżu morskiego w Kłajpedzie.

Dlaczego taka decyzja?

Od dziecka chciałem być marynarzem. Zostałem szturmanem, jak to mówi się po rosyjsku, pomocnikiem kapitana.

Podobało się to Panu?

Bardzo, ale potem żona Snaiguolė, Litwinka, którą poznałem w Jeziorosach, przyjechała do Kłajpedy. Przestałem pływać po morzach, zacząłem pracę na miejscu. Związałem się ze spółką „Klaipėdos Smeltė”. Byłem naczelnikiem zmiany w porcie kłajpedzkim.

Wracając do Pana dzieciństwa, Pan rozmawiał po polsku?

Z dziadkami – tak, bo oni jeszcze potrafili. Rodzice przeszli z kolei na język prosty, taką mieszankę rosyjskiego, białoruskiego i litewskiego. Rosyjskiego literackiego rodzice nie znali.

Pan chodził do kościoła jako dziecko?

Oczywiście, tam wszystko było po polsku. Babcia mnie zawsze prowadziła i modliliśmy się w języku polskim.

Pan aż do lat dziewięćdziesiątych pracował w „Klaipėdos Smeltė”, ale w zimie 1995 r. przyszły wybory samorządowe i jako przedstawiciel Akcji Wyborczej Polaków na Litwie został Pan radnym Kłajpedy. Dlaczego postanowił Pan pójść do polityki?

Ciężko powiedzieć. Namówili mnie przyjaciele. Rosjanie i Białorusini w Kłajpedzie bali się kandydować, bali się nacjonalizmu litewskiego. Ja z kolei przeszedłem pewną szkołę w życiu i nie byłem tak strachliwy. Ciekawe, że nasza frakcja mniejszości narodowych, choć formalnie wybrana z polskiej listy, była bardzo różnorodna. W radzie zasiadał wtedy Ukrainiec, ja Polak, Rosjanin i Żyd. Przez pierwsze siedem miesięcy nikt z nami nie chciał rozmawiać. Głównie bojkotowali nas konserwatyści. Później wszyscy przywykli, a nasze głosy okazały się potrzebne. W 1997 r. kandydowałem do rady Kłajpedy już ze Związku Rosjan Litwy, wtedy w naszej frakcji znalazły się wspaniałe panie takie jak Jelizaveta Daugininkienė, obecna założycielka i liderka listy „Rosyjskojęzyczna Kłajpeda”, która sprawowała mandat od 1997 do 2007 r. Była w naszej frakcji także Svietlana Baracevičienė, działająca w radzie przez sześć lat, od 1997 do 2003 r. Wtedy zaczęliśmy jako mniejszość narodowa współpracować z liberałami.

Przeczytaj także:  Kłajpeda à la russe

Daugininkienė jest teraz na pierwszym miejscu, zaś na drugim miejscu Baracevičienė. Pan jest na ostatnim, szesnastym. W pewnym sensie wasza lista jest nawiązaniem do tego, co było w radzie miejskiej po 1997 roku. Pan zasiadał w radzie miejskiej Kłajpedy do 2000 roku.

Tak, byłem wybierany trzy razy, ale jesienią 2000 r. zostałem już wybrany w skład Sejmu.

Jak to się stało, że poszedł Pan do stolicy, do wielkiej polityki?

W pewnym momencie Litewska Demokratyczna Partia Pracy Algirdasa Brazauskasa zawiązała szeroką koalicję lewicową, obejmującą także Litewską Partię Socjaldemokratyczną, wówczas odrębną, Partię Nowej Demokracji, a także nasz Związek Rosjan Litwy. Szukaliśmy w Kłajpedzie dobrego kandydata. Znaleźliśmy Litwina, ale on się długo wahał i w końcu przekonali go, że z Rosjanami iść nie warto. Później pojawił się kolejny litewski kandydat, który wcześniej pracował w porcie handlowym w Kłajpedzie. Ja go trochę znałem i powiedziałem: „w żadnym wypadku”. Wiedziałem bowiem, że ten kandydat źle się wyrażał kiedyś o mniejszościach narodowych. W końcu zdecydowałem, że sam będę kandydować. Wystawiono moją kandydaturę w okręgu jednomandatowym „Marių” w Kłajpedzie, wpisano mnie także na czterdziestą piątą pozycję na liście „Socjaldemokratycznej Koalicji Brazauskasa”. Mandatu w okręgu nie zdobyłem, ale po rankingowaniu byłem dwudziesty czwarty i wszedłem do Sejmu jako kandydat Związku Rosjan Litwy. Byłem popularny w swoim miejscu pracy i wszyscy mnie w Kłajpedzie wtedy popierali.

Oprócz Pana z ramienia Związku Rosjan Litwy trafiły do Sejmu takie postaci jak Siergiej Dmitrijew i Władimir Oriechow.

Zostałem wtedy członkiem sejmowego Komitetu Praw Człowieka.

Przez rok pracował Pan wtedy w opozycji, jednak w lipcu 2001 roku do władzy doszła właśnie koalicja Brazauskasa i Paulauskasa, która rządziła Litwą aż do 2006 roku. Jaki miał Pan stosunek do lidera Litewskiej Demokratycznej Partii Pracy, ostatniego sekretarza Komunistycznej Partii Litwy Algirdasa Brazauskasa?

Do komunistów odnosiłem się zawsze nieprzychylnie, ale Brazauskasa szanowałem. Był człowiekiem słowa, a także dość przyzwoitą osobą.

Byliście wtedy w koalicji.

Ale nie wszystkie pomysły popieraliśmy. Wtedy przewodniczący Sejmu Česlovas Juršėnas mówił do nas: „możecie nie popierać, ale przynajmniej nie głosujcie przeciwko”. „Wyjdźcie z sali”.

W jakich aspektach byliście przeciwko rządowi?

Teraz już nie pamiętam, ale były takie sprawy, kiedy mieliśmy inne zdanie.

Ogólnie był Pan zadowolony z tej koalicji?

Po części tak, wtedy to był najlepszy wariant. Nigdy nie miałem dużego zaufania do konserwatystów czy liberałów. Wielu z nich znam. A jeśli mówimy nie o przeszłości, a o tym, co jest teraz, to podoba mi się Związek Chłopów i Zielonych, który jest obecnie u władzy.

Jaki jest powód?

Wie Pan, że nawet nie wiem dlaczego? Po prostu uważam, że Ramūnas Karbauskis to jest człowiek w porządku. Kojarzę go jeszcze z czasów, gdy współpracował z Kazimierą Prunskienė, gdy ona działała w Litewskim Ludowym Związku Chłopskim. On bywał w Kłajpedzie.

Co Pan sądzi o Prunskienė?

Trudno powiedzieć. Niczego szczególnego nie sądzę. Kobieta, jak kobieta, jest dość zdolna. Porównując Prunskienė i Karbauskisa, ona zawsze chciała być w pierwszych rzędach w polityce. Jako premier, jako kandydatka na prezydenta. Karbauskis nie ma takiej potrzeby.

A jak się Panu podoba Skvernelis?

Mam dużo przyjaciół z milicji i policji, więc rozumiem to środowisko. Mam tylko wątpliwości, czy milicjanci i policjanci powinni pracować w polityce, bo u nich jest zupełnie inny umysł, inne doświadczenia. Nie należy tego plątać.

W 2004 roku kandydował Pan do Sejmu, ale już nie został Pan wybrany. Wtedy odszedł Pan z polityki. Nie spodobała się Panu ta sfera?

To nie o to chodzi. Mnie podoba się wszędzie, gdzie pracuję. Ale w pewnym momencie środowisko rosyjskie na Litwie zrozumiało, że nic nie będzie miało z polityki, że tu nic nie uzyska. Pojawili się różni karierowicze, z którymi ja już nie chcę mieć nic wspólnego. Ani w polityce, ani w biznesie. W 2005 r. opuściłem Związek Rosjan Litwy. Zresztą nie tylko ja odszedłem z polityki, podobnie jak ja postąpiły Jelizaveta Daugininkienė i Svietlana Baracevičienė, które teraz znowu kandydują.

Wreszcie w 2007 roku w radzie miejskiej Kłajpedy pojawił się Wiaczesław Titow, który obecnie znów kandyduje jako lider własnej listy, konkurencyjnej wobec „Rosyjskojęzycznej Kłajpedy”.

Ja Wiaczesława Titowa miałem okazję poznać. Wie Pan, ja jestem Rosjaninem, ale mieszkam w Kłajpedzie i jestem gotowy być przedstawicielem wszystkich, niezależnie od narodowości, także Litwinów, Polaków, Ukraińców czy Białorusinów. Interesuje mnie Polska, polska polityka, ale ja mieszkam na Litwie. A Titow ciągle krzyczy „Rosja, Rosja”.

Jaki Pan ma stosunek do II wojny światowej, do Dnia Zwycięstwa, do wstążeczki georgijewskiej?

Historia mojej rodziny w czasie wojny była skomplikowana. Ojciec walczył w Ludowym Wojsku Polskim, został wcielony jak miał siedemnaście lat. Z kolei dziadka zabili w 1942 roku partyzanci Armii Czerwonej. Później ojciec chciał być w Polsce, ale do wojska dopuszczali tylko tych, którzy skończyli dwadzieścia lat. On tylu nie miał. Dlatego został w Litwie Radzieckiej. Rosjanie go do Armii Radzieckiej nie wcielili, bo miał dokument, że służył w wojsku polskim. Zaś w 1957 roku, jak była druga fala repatriacji, to wtedy siedzieliśmy na walizkach, ja miałem parę miesięcy. W końcu trochę posiedzieliśmy i zostaliśmy na Litwie.

Wstążeczka georgijewska Pana nie razi?

Jeśli to jest z okazji zakończenia II wojny światowej, to nie.

W 2002 roku w Kłajpedzie pojawiła się druga partia rosyjska, czyli Alians Rosjan. Nie miał Pan ochoty wstąpić?

Odpowiem nie wprost. W 1994 roku powstała Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, później zaś Ryszard Maciejkianiec powołał do życia konkurencyjną Polską Partię Ludową, za wstąpienie do której płacił mieszkańcom rejonu wileńskiego po pięćdziesiąt litów. On chciał mieć kolejną polską partię. Ale myśli Pan, że to był pomysł samego Maciejkiańca? To samo można powiedzieć o Aliansie Rosjan. Ale więcej nie chcę nic mówić, bo na Litwie działa także sauguma…

Teraz w wyborach w Kłajpedzie startują trzy organizacje rosyjskie.

Prosiliśmy Tamarę Łochankiną i Wiaczesława Titowa, żeby wystawić wspólną listę rosyjską. Oni nie chcieli.

Dlaczego Pan zdecydował się zatem powrócić do polityki?

Postanowiłem po prostu pomóc, gdy zwróciła się do mnie o to Jelizaveta Daugininkienė i Svietlana Baracevičienė. Chcieli, żebym był piąty na liście, ale ja kategorycznie odmówiłem i jestem ostatni. Nie chcę już pracować w radzie miejskiej.

Ale jak Pana wybiorą?

Może spędzę w radzie parę miesięcy, ale później zrezygnuję.

Dlaczego nie macie kandydata na mera?

Początkowo chcieliśmy, żeby Daugininkienė była kandydatką na mera, ma doświadczenie jako dyrektor Kłajpedzkiego Parku Autobusowego, jest finansistką w urzędzie miejskim w Kłajpedzie. Później zdecydowaliśmy się jednak wspierać kandydaturę działacza Związku Chłopów i Zielonych Arvydasa Vaitkusa. To był mój pomysł. Ja go znam osobiście i szanuję.

Gdyby doszło w Kłajpedzie do II tury i w niej znaleźli się obecny mer Vytautas Grubliauskas, wspierany przez Tamarę Łochankinę oraz konserwatystka Agnė Bilotaitė, na kogo Pan zagłosuje?

Nie uważam Grubliauskasa za dobrego mera, koalicja Ruchu Liberałów i Aliansu Rosjan nie podobała mi się, ale na pewno nie zagłosuję na Bilotaitė.

A na Titowa w II turze?

Tym bardziej nie, wtedy zostanę w domu.

Jaki macie program wyborczy jako „Rosyjskojęzyczna Kłajpeda”?

Przede wszystkim uważamy, że Kłajpedą nie powinni zarządzać tylko Litwini. Na naszej liście jest parę narodowości. To nie jest tak, że tylko Litwini mają patent na mądrość, lepszą moralność etc. Myślę, że rosyjskojęzyczni są często nawet bardziej etyczni niż Litwini. Mój zięć Litwin, inteligent był asystentem posła Emanuelisa Zingerisa w Wilnie, konserwatysty. Po paru miesiącach uciekł, bo nie mógł tego wszystkiego wytrzymać.

Jak Panu się podoba życie w Kłajpedzie?

Podoba się. Kiedy jadę do Oranów, Wilna czy Jeziorosów, to odpoczywam tam. Ale dobrze jest mieszkać w Kłajpedzie.

Wyobraża sobie Pan bycie w Akcji Wyborczej Polaków na Litwie?

Kiedyś chciałem, ale mieszkam daleko od Wilna. Myślę zresztą, że jestem jeszcze większym nacjonalistą od Waldemara Tomaszewskiego.

Polskim czy rosyjskim?

Polskim, mam to we krwi. Mój dziad był w czasach Józefa Piłsudskiego przez dwie kadencje sołtysem. W 1939 roku, kiedy weszli Rosjanie, babkę wsadzili do więzienia. Dziadka oswobodzili Niemcy w 1941 roku, rok później zabili go partyzanci sowieccy. Ja w ogóle jestem antysowiecki, rodzina żony też wtedy wycierpiała na Syberii.

Pójdzie Pan na wybory prezydenckie?

Pójdę, nawet jeśli nie będzie starczać sił. Wtedy zaniosą mnie wnuki. Skądinąd w czasach sowieckich nigdy nie głosowałem w wyborach. Nawet jak służyłem na statku. Musiałem kiedyś przygotować urnę, bo było głosowanie, ale sam nie głosowałem. Łącznie z parunastu członków załogi, nie głosowały trzy osoby, w tym ja. Kapitanem statku był Polak. Bał się. W końcu ustaliliśmy, że w protokole napiszemy, że wszyscy głosowali. Niby więc głosowałem, a jednak nie głosowałem. Kiedy indziej do naszego domu w Kłajpedzie przyszły dwie kobiety z urną. Z pretensjami, dlaczego nie głosowaliśmy. Odpowiedzieliśmy z żoną, że nawet nie zamierzaliśmy. Zacząłem się kłócić, w końcu żona uspokoiła mnie i zagłosowała za mnie. Takie to były czasy. Od komunistów nie dostałem niczego złego, ale także niczego dobrego.

To już kolejny wywiad poświęcony wyborom samorządowym na Litwie. Wcześniej ukazały się rozmowy z Aleksandrem Radczenką (Litewska Partia Socjaldemokratyczna), Rajmundem Klonowskim (Komitet Wilnian „Lokys”), Stanisławem Tarasiewiczem (Litewska Socjaldemokratyczna Partia Pracy), Pawłem Żemojcinem (Litewski Związek Wolności), Eweliną Dobrowolską (O Wilno, z którego jesteśmy dumni), a także z Jerrym Meijerem (Komitet Wilnian „Lokys”). Niedługo w Przeglądzie rozmowy z przedstawicielami Aliansu Rosjan oraz Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związkiem Chrześcijańskich Rodzin.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj