Tę ziemię można było przyrównać do olbrzymiego kotła fermentacyjnego, gdzie kipiał i pienił się zlepek najróżniejszych obyczajów i nawyków, gęsto zakrapiany osadem długoletniej włóczęgi po świecie. W ten sposób Pomorze Zachodnie w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej opisywał Bolesław Chmura, osadnik, który podzielił się swymi wspomnieniami z autorami książki „Drogi powrotu”. Opis ten pasuje oczywiście również do regionu Zalewu Szczecińskiego, który był najdalej wysuniętym na północny-zachód zakątkiem nowej Polski. Ludność niemiecka, która żyła tu od wieków, zaczęła opuszczać region pod koniec wojny. Na ich miejsce przybywali osadnicy z najróżniejszych stron przedwojennej Polski: Mazowsza, Wielkopolski oraz terenów utraconych na wschodzie, przede wszystkim z Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny. Pierwszymi osadnikami byli zdemobilizowani żołnierze, często trafiali tu również Polacy powracający z robót przymusowych w Niemczech. Wszyscy przywozili ze sobą własny bagaż doświadczeń or...
Pozostało jeszcze 89% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


