Mykolas Majauskas: Sądzę, że Ingrida Šimonytė bardziej broniłaby dobrych ministrów

-

Jestem rozczarowany, że prezydent nie pokazał tak mocnej pozycji, jaką deklarował wcześniej. Widzimy, że po prostu zaakceptował zmiany, które wprowadza nowa większość rządząca. Odejście bardzo dobrze ocenianego ministra komunikacji Rokasa Masiulisa jest porażką Nausėdy, który nie zdołał uratować tego polityka. Sądzę, że Šimonytė  bardziej zdecydowanie broniłaby ministrów, którzy pracowali dobrze. Co do polskich ministrów uważam, że to jest duża niewiadoma, będziemy śledzić ich pracę. Nie oczekuję jednak od Jarosława Narkiewicza, że będzie lepszym ministrem niż Rokas Masiulis. Gdy zaś mowa o nowej minister spraw wewnętrznych Ricie Tamašunienė, to jest ona moją koleżanką z komisji sejmowej, sądzę, że ma dużą wiedzę i jest profesjonalna, ale nie wiem, jak poradzi sobie z władzą wykonawczą – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Mykolas Majauskas, poseł Związku Ojczyzny-Litewskich Chrześcijańskich Demokratów, największej partii opozycyjnej.

Mykolas Majauskas. Zdj. tsajunga.lt.

Mykolas Majauskas urodził się w 1981 roku w Wilnie. Studiował ekonomię na Uniwersytecie Wileńskim, prawo i zarządzanie na Uniwersytecie Michała Römera, a później ekonomię i finanse na Uniwersytecie w Sydney. Podjął pracę w firmie doradczej Cushman & Wakefield w Australii i Wielkiej Brytanii, później także w bankowości inwestycyjnej w grupie Barclays w Londynie. Po powrocie na Litwę pełnił obowiązki doradcy premiera Andriusa Kubiliusa ds. ekonomii i finansów. W 2013 roku, po tym jak poznańscy kibole wywiesili podczas meczu transparent „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”, zainicjował akcję na rzecz poprawy stosunków polsko-litewskich „Lithuania loves Poland”, do której przyłączyło się wiele osobistości litewskich. W 2015 roku był kandydatem konserwatystów na mera Wilna, przez paręnaście miesięcy zasiadał w radzie miejskiej stolicy. Od jesieni 2016 roku jest posłem na Sejm. Należy do grupy 3 maja, która działa na rzecz stosunków polsko-litewskich.

Przeczytaj także:  Mykolas Majauskas: stosunki polsko-litewskie można ożywić także dzięki gospodarce

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Przyjechałem do Wilna, by pisać nie tylko o nowym rządzie, ale także prezydencie. Jak podoba się Panu Gitanas Nausėda jako nowa głowa państwa?

Mykolas Majauskas: Moim pierwszym wyborem była Ingrida Šimonytė, którą znam dłużej niż dziesięć lat. Pracowaliśmy w tym samym rządzie Andriusa Kubiliusa, a obecnie prowadziłem kampanię na jej rzecz. Więc było dla mnie przykre, że nie wygrała tych wyborów, chociaż Nausėdę traktowaliśmy wszyscy jako drugi wybór. Sądzę, że dobrze się stało, że to właśnie on został prezydentem, a nie Saulius Skvernelis, który wylądował na trzeciej pozycji. Obecnie jesteśmy w stadium formowania nowego rządu i jestem rozczarowany, że prezydent nie pokazał tak mocnej pozycji, jaką deklarował wcześniej. Wtedy mówił, że będzie miał jasne stanowisko w sprawie transparentności, wydajności czy spraw związanych z welfare state. Teraz widzimy, że po prostu zaakceptował zmiany, które wprowadza nowa większość rządząca.

Przeczytaj także:  Ingrida Šimonytė: musimy się zdecydować, czy jesteśmy Szwecją czy USA

Przeczytaj także:  O Litwę jednej prędkości. Gitanas Nausėda prezydentem Litwy

Wiadomo jednak, że prezydent nie zgodził się na zmianę ministra obrony, a także na niektórych kandydatów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

Nie byłbym tego taki pewny, dlatego, że nie uzyskaliśmy żadnej publicznej deklaracji na ten temat. Na razie słyszeliśmy przez parę tygodni różne plotki. Obecnie efekty są takie, że z rządu odszedł Rokas Masiulis, minister komunikacji, który był świetnie oceniany przez wszystkich. Zwłaszcza profesjonaliści cenili go jako jednego z najlepszych ministrów tego rządu. Miał duże zasługi w „czyszczeniu” ministerstwa z nepotyzmu, a także odpartyjnianiu spółek podległych rządowi. To jest porażka Nausėdy, który nie zdołał uratować tego ministra. Kolejna kwestia to sprawy zagraniczne, z tego co się zorientowałem obecny prezydent stawiał tutaj na kontynuację. Chodziło m.in. o to, by uzyskał wsparcie, pomoc w nawigacji przez doświadczonych ministrów spraw zagranicznych i obrony. Ostatecznie Linas Linkevičius i Raimundas Karoblis zostali w rządzie. Nie udało się jednak prezydentowi zawalczyć o pozostawienie innych ministrów, a także o zmiany na stanowiskach, które byłyby wskazane. Chodzi chociażby o Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej, którym kieruje Linas Kukuraitis. Były różne uwagi do niego, nie wiem, czy na te pytania znaleźliśmy odpowiedź. Mówiło się także, że są niezbędne zmiany w dziedzinie rolnictwa, mamy nowego ministra z ramienia Litewskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy, ale wciąż nie wiadomo, czego można oczekiwać. Usłyszeliśmy tylko, że koalicjant domagał się kolejnego stanowiska.

Gdy mowa o ministrze finansów, to także były znaki zapytania wokół niego, uczestniczył w wyścigu do nowej Komisji Europejskiej. Ostatecznie został w rządzie, nie wiemy, czy z powodu tego, że przegrał wyścig, czy były jakieś inne przyczyny.

Uważa Pan, że Ingrida Šimonytė pokazałaby znacznie więcej zdecydowania w trakcie procesu formowania rządu niż Gitanas Nausėda?

Sądzę, że bardziej zdecydowanie broniłaby ministrów, którzy pracowali dobrze. Prawda jest taka, że do końca tego rządu pozostało paręnaście miesięcy i żadnych większych reform i tak by nie było. Niemniej można by oczekiwać kontynuowania pewnych dobrych praktyk, takich, które prowadził choćby minister komunikacji Rokas Masiulis. Sądzę, że Šimonytė zawalczyłaby o niego.

Przeczytaj także:  Gitanas czy Ingrida? Kto lepszy dla relacji polsko-litewskich i wileńskich Polaków?

Mamy dwóch ministrów z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie w rządzie.

To jest duża niewiadoma, będziemy śledzić ich pracę. Na razie nie mam zdania, czego możemy oczekiwać. Nie oczekuję jednak od Jarosława Narkiewicza, że będzie lepszym ministrem niż Rokas Masiulis. Gdy zaś mowa o nowej minister spraw wewnętrznych Ricie Tamašunienė, to jest ona moją koleżanką z komisji sejmowej, sądzę, że ma dużą wiedzę i jest profesjonalna, ale nie wiem, jak poradzi sobie z władzą wykonawczą.

Sądzi Pan zatem, że to będzie gorszy rząd niż poprzedni gabinet Sauliusa Skvernelisa?

Nie mam dużych oczekiwań. Przede wszystkim dlatego, że zbliżają się wybory. Wydaje się, że ten rząd nie ma mocnego oparcia w Sejmie, skoro obserwowaliśmy przez długi czas proces budowania nowej koalicji. Widzimy chociażby długie dyskusje w sprawie przewodniczącego Sejmu czy nowego komisarza europejskiego.

Pierwsza sprawa, która wpłynie na jakość rządzenia to wybory i niepewne wsparcie w Sejmie, zaś kolejna – usunięcie wielu profesjonalnych ministrów.

We wrześniu, jak oświadczył już lider Związku Chłopów i Zielonych Ramūnas Karbauskis, będziemy mieli głosowanie w sprawie przewodniczącego Sejmu Viktorasa Pranckietisa, który utracił zaufanie partii rządzącej, ale sam nie chce podać się do dymisji. Jak zagłosują konserwatyści?

Sądzę, że wstrzymamy się od głosu. Nie chcemy brać udziału w grach koalicyjnych.

Czy Gediminas Kirkilas byłby lepszym marszałkiem Sejmu niż Pranckietis?

Myślę, że jako partie opozycyjne potrafilibyśmy znaleźć lepszego kandydata, ale nie mamy większości, by to zrobić. Nie chcę teraz wchodzić w dyskusję, kto byłby najlepszym kandydatem ze strony większości rządzącej, ale chodzi mi po głowie jedno nazwisko, które z pewnością znalazłoby wsparcie w Sejmie, w różnych frakcjach. Jest to Rima Baškienė, ona jest wiceprzewodniczącą parlamentu i ma dobre relacje ze wszystkimi stronnictwami. Nie sądzę jednak, by zamierzała ubiegać się o tę pozycję, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Pamiętajmy jednak, że Viktoras Pranckietis nie chce podać się do dymisji, więc nie wiadomo, czy na tym stanowisku w ogóle należy oczekiwać jakichkolwiek zmian.

Przeczytaj także:  Ramūnas Karbauskis: cieszę się, że udało się stworzyć większościową koalicję

Przeczytaj także:  Gediminas Kirkilas: Naciski Brukseli na Polskę przypominają mi nasze przygody z Moskwą

We wrześniu odbędą się wybory uzupełniające w trzech okręgach, m.in. na wileńskich Żyrmunach. Kto jest Waszym kandydatem?

Paulė Kuzmickienė, sekretarz generalna konserwatystów, a także radna miejska Wilna. Oczekuję, że przejdzie do drugiej tury jako konkurentka szefa Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej Gintautasa Paluckasa. Kuzmickienė jest bardzo aktywna, prowadzi kampanię „door to door” w Żyrmunach.

W jaki sposób Wasza partia przygotowuje się do wyborów do Sejmu, które odbędą się w październiku 2020 roku?

Na razie mamy bardzo dużo spotkań, mitingów, wciąż przygotowujemy kandydatów, którzy zostaną wystawieni następnej jesieni. Sondaże wskazują, że jesteśmy na pierwszym miejscu, ale wciąż mamy lekcję do odrobienia w okręgach jednomandatowych. Z jakichś powodów jesteśmy tam mniej popularni. Wszystkie partie jednoczą się w drugiej turze przeciwko konserwatystom. Sądzę jednak, że mamy szanse na największy klub w Sejmie. Musimy tylko patrzeć na ciekawe przykłady, choćby z Polski.

Przeczytaj także:  Morkūnaitė-Mikulėnienė: na naszym wyniku zaciążyły kwestie historyczne

Co ma Pan na myśli, chodzi Panu o politykę socjalną rządzącego Prawa i Sprawiedliwości?

Chodzi mi o sprawy, o których rozmawialiśmy podczas naszego ostatniego spotkania w Wilnie. Choćby kwestię darowania organów. W Polsce funkcjonuje zasada „opt out”, czyli każdy jest potencjalnym dawcą, chyba, że wyrazi jasny sprzeciw. Musi go wyrazić na piśmie. Z tego co wiem, około dwudziestu krajów w Europie prowadzi taką politykę. Musimy się tego nauczyć na Litwie. Macie także bardzo postępową politykę, gdy mowa o marihuanie medycznej. Chcielibyśmy ją wprowadzić na Litwie. Istnieje także bardzo sensowny program dla mężczyzn, którzy mają zaburzenia erekcji. Mogą oni kupić specjalne preparaty bez recepty. To jest bardzo postępowa polityka, która wspiera walkę o zdrowie mężczyzn.

Wielu rzeczy możemy się uczyć z Polski, na Litwie już wprowadzono choćby pieniądze na dzieci.

Są jednak także złe przykłady, które przychodzą z Polski.

Każdy kraj ma dobre i złe strony.

Podoba się Panu polityka Prawa i Sprawiedliwości?

Sądzę, że jest ona kontrowersyjna, jest wiele pytań ze strony Brukseli, ale także innych europejskich stolic. Jednak nasz prezydent, który ostatnio odwiedził Polskę, wyraził poparcie dla Waszego kraju. On będzie Was próbował bronić przed Brukselą. Oczywiście pewnych rzeczy powinniśmy się od Polski uczyć, ale niektóre bardziej obserwować.

Wasza partia nie ma jednak żadnego stanowiska wobec tego, co się dzieje w Polsce i na Węgrzech?

Mamy, ale lepiej o to pytać przewodniczącego Gabrieliusa Landsbergisa.

Wróćmy do spraw krajowych. Macie za rok wybory do Sejmu. Ilu miejsc dla konserwatystów Pan oczekuje?

Obecnie nasza frakcja liczy ponad trzydzieści. Chcemy poszerzyć ją w następnej kadencji. Mamy obecnie dobrą pozycję w Wilnie, o wiele słabszą w Kownie, choć przez wiele lat to był nasz matecznik. Przed przyszłorocznymi wyborami czekają nas zmiany w ordynacji wyborczej. Prawdopodobnie będziemy mieli dwa nowe okręgi jednomandatowe w Wilnie: jeden dla emigracji, gdzie znacząco wzrasta liczba głosów, drugi zaś na Zameczku, gdzie mieszka wiele nowych mieszkańców Wilna. Jest obecnie ciekawa tendencja: migracja z prowincji do Wilna jest o wiele większa niż emigracja z Litwy do innych krajów. Może jeszcze jeden okręg będzie w Kownie, które zamierzamy odzyskać. Chcielibyśmy mieć tam o wielu więcej posłów wybranych niż obecnie, właśnie w okręgach jednomandatowych.

Jaki jest jednak pomysł na odzyskanie Kowna?

Sądzę, że potrzebujemy więcej ciekawych osobowości, ale nasza partia wciąż nad tym pracuje.

Przeczytaj także:  Ignas Kalpokas: wybory w Kownie stały się referendum – jesteś za czy przeciwko konserwatystom

Wyobraźmy sobie, że uzyskacie 40 posłów w przyszłym Sejmie, podobnie jak w 2008 roku, gdy objęliście władzę. Ale będziecie przecież potrzebowali partnerów koalicyjnych. Kto jest obecnie Waszym największym partnerem?

Sądzę, że jesteśmy w stanie pracować ze wszystkimi partiami, które są obecnie w opozycji. Chodzi o Ruch Liberałów i Litewską Partię Socjaldemokratyczną. Wyobrażam sobie właśnie taki rząd trzech partii, a z sondaży wynika, że mielibyśmy większość. Wydaje mi się, że moglibyśmy także współpracować z Porządkiem i Sprawiedliwością. Nie mam wielkich oczekiwań od Litewskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy Gediminasa Kirkilasa, zresztą prawdopodobnie znajdą się oni na listach Związku Chłopów i Zielonych. Będą konkurować z ludźmi Paluckasa w okręgach jednomandatowych.

Wspomniał Pan partię liberalną Eugenijusa Gentvilasa, ale czy możliwa jest współpraca z Partią Wolności Aušrinė Armonaitė, która powstała w czerwcu 2019 roku?

Musimy ją obserwować. Sądzę, że będą mocni w Wilnie, niekoniecznie zaś w okręgach jednomandatowych. Myślę, że przekroczą próg 5%, tak więc w Sejmie będziemy mieli dwie partie liberalne.

Przeczytaj także:  Na Litwie powstaje nowa partia liberalna

Przeczytaj także:  W kolorze litewskiego chłodnika czy „hipsterskim krokiem”? Litwa szuka nowej, liberalnej alternatywy

Podobnie jak w 2008 r., gdy dwie partie liberalne weszły w skład rządu Andriusa Kubiliusa.

Zobaczymy także, co stanie się z premierem Sauliusem Skvernelisem, bo mamy spekulacje, że on mógłby założyć własną partię. Mówi się także o partiach ministra komunikacji Rokasa Masiulisa czy mera Kowna Visvaldaas Matijošaitisa.

Czy wyklucza Pan współpracę ze Związkiem Chłopów i Zielonych po wyborach?

Sądzę, że nie powinniśmy nikogo wykluczać, a bardziej koncentrować się na komunikacji z elektoratem i pokazać ludziom, w czym rządy konserwatystów będą lepsze. Nie sądzę także, by konstruowanie koalicji na rok przed wyborami miało sens.

Kto byłby lepszym premierem jesienią 2020 r.: Ingrida Šimonytė, czy Gabrielius Landsbergis?

Wydaje mi się, że ta decyzja już zapadła, że będzie to Ingrida Šimonytė. Okej, może nie decyzja, a pewien pogląd. Jednak to ona musi się ostatecznie zdecydować, a my będziemy czekać.

A Gabrielius Landsbergis byłby przewodniczącym Sejmu?

To wszystko jego decyzja.

Przeczytaj także:  Gabrielius Landsbergis – przyszły premier Litwy?

Jak podoba się Panu kandydat na członka Komisji Europejskiej, obecny minister gospodarki i innowacji Virginijus Sinkevičius?

Znam go osobiście. To młody, utalentowany człowiek, bardzo profesjonalny. Ma bardzo dużą ambicję i przewiduję mu wielką przyszłość. Sądzę, że będzie dobrym członkiem Komisji Europejskiej, aczkolwiek w pewnym sensie jego doświadczenie jest nieco ograniczone. Będzie jednym z najmłodszych komisarzy. Uważam jednak, że nie tylko wiek i ambicje powinny się tutaj liczyć, ale także doświadczenie, co może być minusem. Jeśli chcemy, żeby Litwa miała lepszą pozycję w Komisji Europejskiej, a budowanie wspólnej Europy dla Litwy jest niezmiernie ważne, potrzebujemy kandydata z większym doświadczeniem, mocniejszego. Sądzę, że mamy lepszych kandydatów, jednak wszystko będzie decyzją koalicji, która ma przecież w Sejmie większość.

Może Pan przypomnieć jacy byli kandydaci konserwatystów na komisarza europejskiego? W Polsce usłyszeliśmy o Dalii Grybauskaitė.

Wystawiliśmy Grybauskaitė, Andriusa Kubiliusa, Žygimantasa Pavilionisa, Rasę Juknevičienė, a także Vygaudasa Ušackasa.

Przeczytaj także:  Juknevičienė: Armia to dobry sposób na budowę silniejszego społeczeństwa

Przeczytaj także:  Žygimantas Pavilionis: dostrzegam pozytywne sygnały z Warszawy

Jaki będzie los polityczny Dalii Grybauskaitė?

To jej decyzja. Jeśli zdecydowałaby się pozostać w polityce, miałaby bardzo duże wsparcie w kraju. Sądzę jednak, że ona o wiele bardziej celuje w Brukselę, bo tam mogłaby uzyskać bardzo dobrą pozycję.

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz Otocki
Tomasz Otocki
W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here