Dmitri Schmidt: W biznesie dla estońskich Rosjan nie ma szklanych sufitów

-

Bardziej niż kwestie narodowościowe interesuje mnie to, co się dzieje w Partii Reform pod rządami Kai Kallas. Ona zaproponowała, by znieść podatek socjalny w Estonii. Ale na razie reformiści boją się o tym mówić, z kolei ja uważam, że to jest bardzo zdrowy pomysł. Trzeba wprowadzić prywatne ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne. Powód jest jeden: nasz państwowy system jest niewydolny. Ja sam tego doświadczyłem. Żeby dostać się do lekarza, za darmo, trzeba czekać parę miesięcy. W konsekwencji takich przygód mój światopogląd zmienił się z konserwatywnego na liberalny – mówi Dmitri Schmidt, estoński Rosjanin pochodzący z Narwy, wieloletni działacz konserwatywnej partii Ojczyzna („Isamaa”), obecnie przedsiębiorca.

Dmitri Schmidt urodził się w Rosji w 1987 roku. Od dzieciństwa mieszkał w Narwie, później w wieku dziewiętnastu lat wyjechał do Tallinna, gdzie studiował chemię, a także ekonomię w Tallińskiej Szkole Ekonomicznej (est. Tallinna Majanduskool). W młodości działał w narewskim oddziale prawicowej partii „Ojczyzna”, będącej członkiem Europejskiej Partii Ludowej, a także w lokalnym Kaitseliicie („Liga Obrony”), organizacji będącej odpowiednikiem odpowiednikiem polskich Wojsk Obrony Terytorialnej. W 2014 r. wycofał się z działalności politycznej. Przez ostatnie pięć lat zajmuje się w Tallinnie consultingiem z dziedziny finansów, marketingiem, a także współpracą z lokalnymi i zagranicznymi przedsiębiorstwami.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Opowiedz o sobie naszym czytelnikom. Skąd pochodzisz, jakie są Twoje korzenie.

Dmitri Schmidt: Wszystko jest bardzo skomplikowane. Urodziłem się w Pskowie, ale moja rodzina ze strony ojca pochodzi z Narwy. Moi przodkowie żyją w tym regionie więcej niż trzysta lat. Z kolei od strony matki mamy także łotewskie korzenie, a ona sama, choć żyła w dzieciństwie w Kohtla-Järve, mieszkała w Pskowie. Lepiej było żyć w Rosji, bo mieliśmy tam krewnych, poza tym mojemu dziadkowi było łatwiej robić w Pskowie karierę. Z kolei moi rodzice studiowali w Sankt Petersburgu.

Masz niemieckie nazwisko…

I rzeczywiście, dogrzebaliśmy się w archiwach tego, że moja rodzina przyjechała do Estonii na początku XIX wieku z Niemiec. Niestety niewiele więcej wiem. Nie udało nam się doszukać takich informacji w archiwach. Poszukiwaniami zajmował się mój dziadek. Ja wiem tylko tyle, że od końca XIX wieku nasza rodzina, która była prawosławna, a nie staroobrzędowa, uważa się za Rosjan.

Co znaczy dla Ciebie żyć we Wschodniej Wironii?

Ja już tam nie mieszkam. Żyłem do dziewiętnastego roku życia, teraz mam dwanaście lat więcej. Obecnie mieszkam w Tallinnie. A jeśli chodzi o Narwę, to jest to po prostu miejsce, gdzie spędziłem dzieciństwo. Ja lubiłem Narwę, z jej pięknym zamkiem, twierdzą. Jako dziecko uwielbiałem czytać książki historyczne, wojenne. Jeśli chodzi o starówkę to już jej nie mamy, ale w dzieciństwie marzyłem o tym, by odbudować stare miasto podobnie jak to miało miejsce w Warszawie. Chodziłem patrzeć na makietę starej Narwy, która znajduje się teraz w ratuszu. To była moja ulubiona rozrywka. Lubiłem patrzeć na dom, który znajdował się przed wojną w moim obecnym miejscu zamieszkania. Ja mieszkałem w Narwie zaraz obok ratusza.

O odbudowie narewskiej starówki mówiła ostatnio choćby prezydent Kersti Kaljulaid.

Tam na starówce są zielone tereny, gdzie można by coś było odbudować, ale z tego co się orientuję, są problemy ze stwierdzeniem do kogo należy ziemia. Zostały stare fundamenty domów i w zasadzie potomkowie tych, do których te domy należały do 1944 roku mogliby pretendować o ich własność.

Kształciłeś się w szkole rosyjskiej w Narwie?

Tak, bo cała moja rodzina jest rosyjskojęzyczna. Estońskiego nikt nie znał. I pamiętam, że kiedy chodziłem do szkoły lekcje estońskiego były nawet płatne. Kiedy mieszkałem w Narwie, po estońsku nie mówiłem. Zacząłem mówić dopiero po przeprowadzce do Tallinna, gdy pojawiło się środowisko posługujące się estońskim. Choć uczciwie mówiąc – można żyć nawet w Tallinnie i nie posługiwać się estońskim. To zależy już od podejścia, a także środowiska, w którym się obracasz. Mam na myśli na przykład Lasnamäe, ale również Kristiina. Jeśli jednak być szczerym, to nie można powiedzieć, że Narwa uniemożliwia komunikację po estońsku, a Tallinn do niej zmusza. To wszystko zależy od człowieka, jego postawy, jego potrzeb i środowiska, w którym funkcjonuje.

Czy językowa polityka państwa estońskiego jest skuteczna?

Trudno mi się wypowiadać na ten temat. Ja sam chodziłem do szkoły rosyjskiej, ale córkę zdecydowaliśmy się z żoną oddać do estońskiego przedszkola. Tam nauczy się dobrze języka, a z kolei my w domu i tak rozmawiamy po rosyjsku. Później planujemy posłać ją do estońskiej szkoły.

A co z literaturą rosyjską, gdzie ją pozna?

Akurat tego możemy nauczyć w domu. Nie sądzę, żeby dziecku przydała się jakaś obowiązkowa nauka, czytanie powieści, później egzaminowanie. Pokażemy jej sami rosyjską literaturę.

Puszkina, Lermontowa?

Oczywiście. Ale chcę podkreślić, że ja nie wypowiadam się za całą społeczność rosyjską w Estonii. To jest moje osobiste podejście. Nie zajmuję się już od lat polityką, więc nie mogę się wypowiadać w imieniu ludzi.

A ja właśnie chciałem zapytać o politykę. W Narwie zawsze wygrywali centryści.

A ja w 2003 r. przystąpiłem do partii „Res Publica”, która później połączyła się z „Isamaa”. To wtedy było czyste prawicowo-konserwatywne ugrupowanie, jeszcze przed fuzją. Oni nie mieli żadnego nacjonalistycznego przechyłu. Podchodzili konserwatywnie do tematyki gospodarczej, ale nie do światopoglądowej. Później po połączeniu zostałem jednak w partii IRL (obecnie „Isamaa”), bo miałem tam już swoich przyjaciół. Ponadto nie przeszkadzał mi program tego nowego ugrupowania. Tematyka języka wykładowego w szkołach nigdy nie była bowiem dla mnie istotna.

A dlaczego zdecydowałeś się wstąpić do Kaitseliitu?

Mówiłem już wcześniej, że od dziecka interesowała mnie historia wojenna. Niestety do armii nie mogłem wstąpić ze względu na stan zdrowia. Dlatego rozwiązaniem kompromisowym okazał się Kaitseliit. Pamiętam, że byłem na pięciodniowych ćwiczeniach wojskowych we Wschodniej Wironii. Dwa dni spędziliśmy w lesie. Była wtedy imitacja napaści na Estonię.

Federacji Rosyjskiej…

Można tak to ująć, choć nie było to powiedziane. Było to jednak wspaniałe doświadczenie i wcale w nim nie chodziło o jakąś ideologię. Po prostu uczyliśmy się jak bronić się w sytuacji zagrożenia.

Czy w Narwie Kaitseliit był małą organizacją?

Tak, świadczył o tym choćby budynek, w którym się spotykaliśmy – stary i nieremontowany. To było małe pomieszczenie. Teraz mają ładną, dużą siedzibę. Wszystko się zmieniło. Ale ja w Narwie bywam rzadko, raz na rok, by odwiedzić swoich rodziców. Nie wiem, co dokładnie tam się dzieje.

Czy Kaitseliit był interesującą organizacją także dla Rosjan? Czy w Tallinnie też to jest widoczne?

Wtedy w Narwie wszyscy członkowie byli rosyjskojęzyczni. Natomiast jak jest obecnie w Tallinnie, tego nie wiem, bo niestety w Kaitseliit się już dawno nie angażuję.

Dlaczego wyjechałeś z Narwy?

Sekret jest bardzo prosty. Tam nie było wyższych uczelni, a ja chciałem studiować. To znaczy był Koledż w Narwie, będący oddziałem Uniwersytetu w Tartu, ale mnie nauki humanistyczne nie interesowały. Chciałem studiować chemię i miałem do wyboru albo Tartu, albo Politechnikę Tallińską. Wybrałem tą drugą i dwa lata spędziłem na chemii w stolicy Estonii. Ostatecznie skończyłem jednak studia ekonomiczne. Zajmuję się obecnie biznesem, a konkretnie księgowością.

Dlaczego odszedłeś z polityki?

Angażowałem się, jeszcze mieszkając w Narwie, w działalność partii „Res Publica”. Później przyszło IRL, w którym byłem do 2014 r. Wtedy doszło do rozłamu w koalicji i Partia Reform znalazła sobie nowego koalicjanta w postaci socjaldemokratów. To zbiegło się z ukończeniem przeze mnie studiów. Miałem świadomość, że praca polityka w Estonii jest słabo opłacalna, można zarobić może półtora tysiąca euro, ale to jest wszystko. A ja zacząłem wtedy myśleć o założeniu rodziny, o wychowywaniu dzieci i dla mnie biznes okazał się znacznie ciekawszym wyzwaniem. Bo zarabiam o wiele więcej niż półtora tysiąca euro.

Czy podoba Ci się praca w księgowości?

Tak. W zasadzie cała moja rodzina to są księgowi. Jeszcze mój pradziadek był głównym księgowym w narewskiej elektrowni wodnej. Początkowo myślałem, że zostanę chemikiem, bo będąc uczniem w Narwie, miałem sukcesy z chemii, biologii czy fizyki. Startowałem nawet w olimpiadach, wygrywałem rywalizację w mieście. I postanowiłem zająć się przemysłem spożywczym. Ale jednak rzuciłem to i zostałem księgowym.

Masz prywatną firmę czy pracujesz w korporacji?

Nie, to moja prywatna firma. Mam zresztą parę firm. Inne zajmują się rejestracją przedsiębiorstw czy consultingiem finansowym.

Pracujesz razem z Rosjanami?

Ze wszystkimi narodowościami. Co ciekawe, główny nasz klient to obecnie nierezydent estoński, który mówi po angielsku albo po rosyjsku. Jest chyba fifty-fifty. Tak więc księgowy w Estonii poza estońskim musi znać także angielski, rosyjski, a dobrze byłoby mówić także po fińsku.

Estończycy źle mówią po rosyjsku?

Nie widzieć czemu, Łotysze są w tym o wiele lepsi. Kiedy rozmawiam z mieszkańcem Łotwy po rosyjsku to nie słyszę akcentu. Nie mogę zatem rozpoznać, czy to jest Rosjanin, czy Łotysz. Mam przyjaciół w Rydze, którzy są Łotyszami. Oni nie mają łotewskiego akcentu, jak mówią po rosyjsku.

Wracając do polityki. Mało jest Rosjan w estońskich partiach politycznych, wyłączając Partię Centrum, mało także w administracji publicznej. W rządzie nie ma żadnych rosyjskich ministrów.

Ja sądzę, że to w ogóle nie jest problem. Młodzi, zdolni i perspektywiczni Rosjanie są jednocześnie pragmatykami. Oni widzą, że skoro w polityce nie można zarobić pieniędzy i się utrzymać, to wybierają inne profesje. Okej, do dwudziestu paru lat można się bawić w politykę, ale później ludzie widzą, że w biznesie można zarobić parędziesiąt razy więcej niż nawet na wysokich stanowiskach w polityce czy administracji publicznej.

Dlaczego Estończycy nie mają takiego podejścia?

Nie wiem, może im to odpowiada?

Wracając do estońskiego rządu. Zasiadali w nim do niedawna Jewgieni Ossinowski, a także Mihhail Korb. Obecnie nie ma Rosjan…

To dla mnie nie jest problem. Owszem, pewnie są Rosjanie, który z tego powodu się martwią, ale ja do nich nie należę. Jak już wcześniej mówiłem, nie mogę mówić za wszystkich.

A w biznesie Rosjanom jest łatwiej?

Wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Nie ma żadnych barier, szklanych sufitów, po prostu jeśli ktoś ma do tego smykałkę, to sobie radzi. Język nie jest problemem. Jeśli masz taką potrzebę, to po prostu nauczysz się estońskiego na takim poziomie, jak trzeba.

A estoński jest konieczny w biznesie?

To zależy od sfery. Jeśli pracujesz w branży budowlanej, to powiedziałbym, że tutaj wystarczy rosyjski. Mamy zresztą w Estonii wielu pracowników z Ukrainy, którzy nie znają estońskiego.

To zresztą wykorzystuje EKRE w swojej propagandzie.

Ja EKRE w ogóle nie śledzę, bo odszedłem z polityki, wtedy kiedy ich jeszcze nie było w parlamencie. Widzę, że teraz mają trzecie miejsce w sondażach. Z kolei nie sądzę, żeby Partia Wolności czy „Isamaa” przekroczyły w 2019 r. próg wyborczy.

Dlaczego „Isamaa” ma takie problemy?

Oni nigdy nie mogli się określić, czy są konserwatystami czy nacjonalistami. Sądzę, że to ich zgubiło. Choćby stosunek do Rosjan…

W IRL działało zawsze mało rosyjskojęzycznych.

Ale mieli poparcie 2-3% elektoratu rosyjskiego. Owszem, to niewiele, ale to poparcie było. A w konsekwencji stało się tak, że dla Estończyków IRL stała się „Res Publicą”, a dla Rosjan „Isamaa”. Rosjanie widzieli głównie w tej partii nacjonalizm, czego nie widzieli Estończycy.

A Wiktoria Ladõnskaja jest dobrą posłanką? To jedyna znana rosyjskojęzyczna polityk, która należy do „Isamaa”?

Nie śledzę już tego. Bardziej interesuje mnie to, co się dzieje w Partii Reform pod rządami Kai Kallas. Ona zaproponowała, by znieść podatek socjalny w Estonii. Ale na razie reformiści boją się o tym mówić, z kolei ja uważam, że to jest bardzo zdrowy pomysł. Trzeba wprowadzić prywatne ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne. Powód jest jeden: nasz państwowy system jest niewydolny. Ja sam tego doświadczyłem. Żeby dostać się do lekarza, za darmo, trzeba czekać parę miesięcy. W konsekwencji takich przygód mój światopogląd zmienił się z konserwatywnego na liberalny.

Przeczytaj także:  Andreas Kaju: Kaja Kallas pragmatycznie kieruje Partią Reform

A jakby Pan wytłumaczył ludziom w Narwie, która jest biedna, rosyjska i socjalnie zorientowana, że mają płacić za wizytę u lekarza?

Bardzo prosto. U nas część podatków płaci pracodawca, część pracownik. Partie polityczne do tej pory boją się przerzucić opłaty na pracownika. Bardziej sensowne z ekonomicznego punktu widzenia jest to, by pracownik sam płacił swoje podatki. On wtedy będzie mógł się wczuć w sytuację pracodawcy, bardziej zrozumie system podatkowy i skłoni go to także do zwiększenia zainteresowania polityką.

Rosjanie są jednak bardziej socjalni niż Estończycy…

Moim celem nie jest tworzenie osobnej polityki dla Estończyków i dla Rosjan. Uważam, że ten system jest lepszy dla wszystkich. Ale ludzie dokonują przecież wyborów przy urnie. Z kolei zadaniem polityków liberalnych jest przekonać społeczeństwo do takiego, a nie innego wyboru.

Będziesz głosować na Partię Reform?

Jeśli oni podniosą temat zniesienia podatku socjalnego, to na pewno będą mieli mój głos. Jednak na razie o tym nie mówią, a ja nie zdecydowałem jeszcze na kogo będę głosować.

A nie boisz się koalicji reformistów z nacjonalistami z EKRE?

Jeśli zniosą podatek socjalny, a także zostawią zerowy podatek na dochody zatrzymane, dla mnie jest obojętne, z kim Partia Reform będzie w koalicji.

Dziękuję za rozmowę.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj