Na początku było rozczarowanie. Bezpośrednio po przyjeździe na Litwę, jesienią 2011 roku szukałem miejsca, w którym mówi się tylko po litewsku. To nie było łatwe, bo wiele osób w stołecznym Wilnie porozumiewa się także po rosyjsku i po polsku. Mieszkałem początkowo w wynajmowanym mieszkaniu. Przyjęła mnie osiemdziesięciosześcioletnia aktorka Aldona, mieszkała w przestronnym mieszkaniu w domu dla zasłużonych artystów opery, gdzie mieści się kino Skalvija. Po tym, jak przez parę dni komunikowaliśmy się rękami i nogami, okazało się, że Aldona pod koniec lat czterdziestych studiowała w Akademii Teatralnej w Moskwie. Jej próby, by zapomnieć rosyjski, były co prawda całkiem udane, ale właśnie tylko całkiem. A z tej racji, że moją służbę cywilną odbyłem w Rosji, co także nie pozostało bez śladu, sprawy naszego wspólnego życia omawialiśmy po rosyjsku. Z czysto pragmatycznych powodów, co skutkowało przykrościami po obu stronach. *** Było jednak coś gorszego. Na wysokim miejscu listy mojej wynaj...
Pozostało jeszcze 92% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


