Zawsze powtarzam turystom, którzy odwiedzają katedrę protestancką Marcina Lutra: najpierw lała się tutaj krew Jezusa, a po 1945 r. krew człowiecza, bokserska. Symbolika zupełnie innego rodzaju. Obecnie wszystko wróciło do normy. Natomiast w czasach sowieckich było tutaj nienormalnie, zamiast ołtarza stał ring, oprócz tego znajdowały się prysznice, łazienki, a sam kościół pokryto wewnątrz kafelkami. Siedem lat temu zaprosiliśmy bokserów, by powspominali: to już starzy mężczyźni, ze zniszczonymi nosami, sześćdziesiąt, siedemdziesiąt lat. Zaczęli mówić o czasach sowieckich. Podobno był pomysł, by zburzyć katedrę Marcina Lutra, podobnie jak zniszczono sobór Aleksandra Newskiego. Okazało się jednak, że we władzach sowieckiego Dyneburga znalazł się człowiek, który po cichu, spokojnie obronił kościół: „może nie ma sensu go burzyć, może jeszcze poczekajmy?”. Nic nie wiem o jego motywacjach – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim ksiądz luterański Andis Lenšs, od ośmiu lat dziekan katedry prot...
Pozostało jeszcze 95% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


