„Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie” – recenzja reportażu Wiktorii Michałkiewicz

-

O Jimmie Åkessonie światowa opinia publiczna prawdopodobnie pierwszy raz usłyszała w 2018 roku przy okazji wyborów w Szwecji. Globalne jak i polskie media zainteresowało wysokie poparcie sondażowe dla partii Åkessona – Szwedzkich Demokratów (Sverigedemokraterna). Nagłówki prasowe krzyczały o szwedzkich nacjonalistach, zastanawiając się jak do tego doszło, że w Szwecji alt-prawica zyskała tak wysokie poparcie. Zainteresowanie mediów jak nagle wybuchło, tak i szybko zniknęło. Postawione pytanie jednak nadal pozostaje aktualne, a odpowiedzieć na nie spróbowała Wiktoria Michałkiewicz – kulturolożka, skandynawistka związana z Uniwersytetem Jagiellońskim i Norden Centrum – w reportażu „Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie”.

Zanim jednak przybliżymy się do odpowiedzi na postawione we wstępie pytanie, czytając „Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie” (Wydawnictwo Poznańskie) Wiktorii Michalkiewicz poznamy szerszą historię szwedzkiego nacjonalizmu i podejścia do obcych. Wielu czytelników będzie zaskoczonych. Szwecja? Nacjonalizm? Jak to możliwe w państwie powszechnej równości i otwartości? Zaskoczenie to jest uzasadnione. Wieloletnia sprawnie prowadzona szwedzka dyplomacja publiczna zbudowała „markę” Szwecji jako „mocarstwa humanitarnego”, obrońcy praw człowieka i bezpiecznej przystani dla ofiar krwawych totalitaryzmów i wojen.

Autorka pokazuje inną, tę mniej znaną Szwecję. Zagłębia się w meandry szwedzkiej historii pokazując dziś raczej mało pamiętane epizody i postacie z dziejów tego państwa. Michałkiewicz przybliża postać Gustafa Retziusa – szwedzkiego lekarza anatomii i redaktora liberalnej popołudniówki Aftonbladed. Autora nie tylko wielu publikacji z zakresu anatomii i biologii, ale także człowieka, który był jednym z ojców pseudonaukowych badań nad wyższością ras ludzkich. Autorka opisuje stosunek państwa szwedzkiego do dramatu holokaustu i losu Żydów. W książce przeczytamy również o tattare – szwedzkich ”nomadach” często utożsamianych z Romami.

Wątki poświęcone ideologom wyższości rasy, mierzących rozmiary ludzkich czaszek, holokaustowi czy polityce państwa wobec tattare mogą być szokujące dla czytelnika. Szczególnie te dotyczące badań kraniometrycznych prowadzonych przez szwedzkich naukowców, czy kwestii żydowskiej podczas II wojny światowej. Bez odsłonięcia najciemniejszych kart szwedzkiej historii trudno zrozumieć drugą część książki dotyczącą dzisiejszego szwedzkiego nacjonalizmu. Nie dlatego, że między Jimmie Åkessonem, a Hermanem Lundborgiem występuje bezpośredni związek. Szwedzki Instytut Higieny Rasy Hermana Lundborga, funkcjonujący od lat 20. do 50. XX w., nie ma nic wspólnego ze Szwedzkimi Demokratami, jest zaś jednym z zapomnianych „osiągnięć” okresu świetności rządów Socjaldemokracji.

W ten sposób autorka pokazuje, że Szwedzcy Demokraci nie są przypadkowym fenomenem, a różne formy nacjonalizmu i wsobności istniały w Szwecji od zawsze (bez względu na to jakie barwy przyjmowały). W reportażu znalazły się cytaty z fragmentami artykułów z pisma „Refugen” z końca lat trzydziestych. Na jego łamach miała miejsce krytyka wysokich cen alkoholu, skorumpowanych polityków, ale można w nim było przeczytać także o „ciemnoskórych mieszkańcach” (tattare), którzy są jedynie ciężarem dla systemu pomocy społecznej; zamiast pracować żyją z zasiłków państwa.

Konserwatywny Dom Ludu

Jak pokazuje autorka, sterylizacja i dyskryminacja tattare były elementem budowy nowego szwedzkiego społeczeństwa – ”Domu Ludu” (Folkhemmet). Idea realizowana przez premierów Pera Hanssona i Tege Erlandera była rodzajem inżynierii społecznej, co być może jest przyczyną zaniku pamięci o kwestiach wspomnianych wyżej. Niewielu też pamięta, ze idea ta (Folkhemmet) została zaczerpnięta z konserwatyzmu.

Jej źródeł należy poszukiwać w myśli szwedzkiego konserwatywnego politologa i geopolityka Rudolfa Kjelléna. Dziś właśnie tę ideę powszechnie kojarzoną z myślą lewicową próbują przejąć Jimmie Åkesson i Szwedzcy Demokraci. Czytając reportaż Michałkiewicz można dojść do wniosku, że lider SD stara się dokonać tego co udało się Hanssonowi i Szwedzkiej Socjaldemokracji niemal 90 lat temu. Zreinterpretować ową ideę po raz kolejny i przystosować ją do nowym czasów i nowej formy.

Jimmie Åkesson podczas jednego z wywiadów dla telewizji SVT. Zdj. Frankie Fouganthin / CC BY-SA 3.0.

By zrozumieć proces przejmowania pojęć przez Åkessona i SD warto zacytować słowa jednego z bohaterów reportażu – Petera, członka Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej z pięćdziesięcioletnim stażem w jej strukturach.

– Kiedyś byliśmy najlepsi na świecie. Udało się nam stworzyć równouprawnienie i społeczeństwo, w którym różnice klasowe się zatarły – mówi Peter. – Ale reformy z lat siedemdziesiątych to był początek końca Domu Ludu. – Czy można go odtworzyć? Może i to dobrze brzmi, Folkhemmet budzi pozytywne skojarzenia, więc nie dziwię się, że Jimmie Åkesson i Szwedzcy Demokraci z tego korzystają […] I ci biedacy, którym się gorzej powodzi – bezrobotni, na zasiłku – myślą, że to było coś dobrego. Rodzice tak mówili, no i Åkesson też tak mówi. A cała krytyka wobec Åkessona wychodzi od intelektualnej lewicy, która zajmuje się polityką humanitarną. Ale ci, którzy żyją na zasiłku, są bezrobotni, oni nie mają czasu na takie rozważania. I może mają rację – życie w Szwecji nie jest takie jak kiedyś.

Odwołanie się do Folkhemmet to jeden z wielu zabiegów, które odmieniły to ugrupowanie na przestrzeni ostatnich 15 lat. Zmieniając swój profil, ze skrajnie prawicowego, wręcz (post-)nazistowskiego do ugrupowania mainstreamowego. Wokół Åkessona i SD już od dawna nie zbierają się ultra radykałowie, wygoleni na łyso skini we flejersach, ani emeryci z przeszłością w SS (o ile nadal żyją). Oni mają już inną reprezentację.

Szwedzcy Demokraci, są obecnie gentlemanami w dobrze dobranych koszulach, a ci co nie chcieli się dostosować już dawno są poza partią lub na jej marginesie. Wyborcami SD są zaś zwykli Szwedzi. Ci, których głos jest mniej słyszalny, tęskniący za dawnymi lepszymi czasami, a nawet imigranci. W końcu ci, którzy są sfrustrowani narastającymi w Szwecji problemami społecznymi. Do nich ze swoją ofertą wychodzi właśnie Sverigedemokraterna.

Jak pokazuje autorka w swoim reportażu, odwołują się oni do realnych sentymentów, ale też potrzeb szwedzkiego społeczeństwa. Choć ich pomysły to często czysty populizm, który zamiast rozwiązywać problemy będzie ”wylaniem dziecka z kąpielą”, to partyjna narracja potrafi zdobywać serca i głosy wielu Szwedów. Bez tego sukces sondażowy SD nie mógłby być tak znaczący i partia nie mogłaby liczyć na niemal 20% poparcia.

***

Reportaż Wiktorii Michałkiewicz odnosi się do szwedzkich realiów i „tradycji” szwedzkiego nacjonalizmu, ale należy na niego spojrzeć w szerszym ujęciu. Autorka opowiadając o fenomenie szwedzkiej alternatywnej prawicy, pokazuje, że ten ruch nie tylko jest integralnym elementem szwedzkiego życia politycznego, ale wpisuje się w globalny trend. Szwecja nie jest odosobnionym przypadkiem, odciętą od reszty Europy „wyspą szczęśliwości”, na którą nagle desantu dokonali „barbarzyńcy”.

Choć Szwedzcy Demokraci w innych państwach mogliby uchodzić za centroprawicowych ekscentryków, to działają według podobnego schematu co partie alternatywnej prawicy w innych częściach Europy. Takich ugrupowań jest coraz więcej i zajmują one coraz mocniejsze pozycje. Autorka opisując szwedzki nacjonalizm, ten sprzed kilkudziesięciu lat i ten współczesny, pokazuje mechanizmy XX- i XXI-wiecznej polityki. Dzięki temu reportaż Michalkiewicz przybliża czytelnika do zrozumienia fenomenu ruchów „antysystemowych” w Europie.

Zaletą tej książki jest z pewnością to, że autorka nie próbuje być stroną: nie krytykuje szwedzkich nacjonalistów, nie próbuje z nimi polemizować, ani ich tym bardziej demonizować. Jej reportaż jest próbą zrozumienia i wyjaśnienia przemian społeczno-politycznych w Szwecji. Bohaterowie, z którymi rozmawia nie są politycznymi harcownikami. Można odnieść wrażenie, że oddając głos emerytowanemu socjaldemokracie, młodemu członkowi SD oraz imigrantowi z Bliskiego Wschodu, chce pokazać jak społeczeństwo poszukuje odpowiedzi na pytanie czym ma być „szwedzkość”.

Choć każdy z bohaterów prezentuje inne poglądy, to każdy z nich jest rozczarowany otaczającym go światem. Każdy z nich mniej lub bardziej wierzył lub wierzy w szwedzki „Dom Ludu”: wyobrażony w emigranckich snach, z czasów Hanssona i Erlandera, a także przyszły z programu Åkessona. Jaki kształt ma „Dom Ludu” według tego ostatniego? Tego dowiedzieć się można z lektury reportażu Wiktorii Michałkiewicz.

Reportaż „Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie” autorstwa Wiktorii Michałkiewicz został wydany przez Wydawnictwo Poznańskie w kwietniu 2020 roku.

Absolwent historii wojskowości w Akademii Obrony Narodowej i warszawskiego Studium Europy Wschodniej. Jego zainteresowania oscylują głównie wokół dziejów wojska narodowego i sowieckiego na obszarze Łotwy, Litwy i Białorusi.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj