Za półtora miesiąca wybory na Łotwie

-

6 października Łotysze wybiorą Sejm XIII kadencji. To już dziesiąte wolne wybory parlamentarne od czasu przełomu politycznego w 1990 roku. O miejsca w Sejmie ubiega się szesnaście ugrupowań, od lewicowych po prawicowe, od związanych z mniejszością rosyjską po „czysto łotewskie”. Dwie trzecie kandydatów to mężczyźni, Łotysze, głównie między 31 a 60 rokiem życia. Najmłodszy kandydat ma 21 lat, najstarszy 88. Narodowość rosyjską zadeklarowało jedynie 4,9% kandydatów, de facto Rosjan na listach jest jednak więcej. 18 kandydatów na posłów posiada obywatelstwo obcego państwa, najczęściej Stanów Zjednoczonych, ale także Kanady, Wielkiej Brytanii czy Libanu.

Konkurencja jest większa niż w analogicznych wyborach jesienią 2014 r., gdy swoje listy wystawiło trzynaście ugrupowań. Obecnie na jedno miejsce w Sejmie przypada czternastu kandydatów. O ile cztery lata temu niemal pewne było, że reelekcję uzyska ta sama proeuropejska koalicja, tworząca rząd Laimdoty Straujumy, czyli centroprawicowa „Jedność”, Związek Zielonych i Rolników oraz narodowcy, to obecnie sprawa przyszłej koalicji jest otwarta. Nie wiemy zatem, kto jesienią obejmie tak ważne resorty jak Ministerstwo Spraw Zagranicznych czy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Być może trzeba się liczyć z odejściem ministra spraw zagranicznych Edgarsa Rinkēvičsa, ministra spraw wewnętrznych Rihardsa Kozlovskisa oraz ministra oświaty i nauki Kārlisa Šadurskisa (wszyscy trzej przynależą do „Jedności”).

Przeczytaj także:  Łotwa: premier podała się do dymisji

Według sondaży z lipca 2018 r. do Sejmu na pewno dostaną się Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda”, reprezentująca mniejszość rosyjską i niewielki segment elektoratu łotewskiego, partia premiera Mārisa Kučinskisa Związek Zielonych i Rolników, populistyczne ugrupowanie showmana, aktora i dziennikarza Artussa Kaimiņša KPV LV („Do kogo należy państwo?”), będące od 2016 r. w opozycji, obecnie zwyżkujące w rankingach, oraz narodowcy, którzy wchodzą w skład obecnej koalicji rządzącej. Szansę na uzyskanie miejsc w Sejmie mają także liberalna koalicja „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruchu Za!”, centroprawicowa „Nowa Jedność”, będąca obecnie trzecim partnerem koalicyjnym, a także Nowa Partia Konserwatywna, skupiająca ludzi związanych ze służbą antykorupcyjną KNAB. Niewielkie szanse na ponowne wejście do parlamentu mają „czempioni” z 2014 r., czyli „Od Serca dla Łotwy” byłej kontroler państwowej Inguny Sudraby oraz Łotewskie Zjednoczenie Regionów, skupiające głównie działaczy z prowincji.

Mimo rejestracji list wyborczych na początku sierpnia 2018 r., nie wszystkie z nich zostaną przedstawione wyborcom w kształcie pierwotnym. Centralna Komisja Wyborcza zdążyła wykreślić z list siedmiu kandydatów skazanych prawomocnymi wyrokami. Otwarta pozostaje sprawa rosyjskiej aktywistki, byłej posłanki do Parlamentu Europejskiego Tatiany Żdanok, która otwiera listę ugrupowania Rosyjski Związek Łotwy, które w 2014 r. wsparło aneksję Krymu. Żdanok wcześniej nie mogła kandydować do Sejmu, bo po styczniu 1991 r. działała w Komunistycznej Partii Łotwy, która sprzeciwiała się niepodległości od Związku Sowieckiego. Sprawa trafiła wcześniej do Sądu Konstytucyjnego. Teraz odpowiednią decyzję będzie musiała podjąć Centralna Komisja Wyborcza. Żdanok mówi, że liczy się z tym, że mogą ją wykreślić z listy. Wtedy najważniejszą postacią kandydującą z ramienia Rosyjskiego Związku Łotwy zostanie europoseł i były dziennikarz Andriej Mamykin. W ogóle łotewscy europosłowie są w tych wyborach rozchwytywani. Artis Pabriks kandyduje na posła z ramienia liberalnej koalicji „Dla Rozwoju Łotwy” oraz „Ruchu Za!” w okręgu Vidzeme, zaś Arturs Krišjānis Kariņš został zgłoszony przez „Nową Jedność” jako ich kandydat na premiera.

Przeczytaj także:  Filips Rajevskis: nie ma szans dla Tatiany Żdanok

Nowy parlament wybrany w październiku będzie najprawdopodobniej bardziej sfragmentaryzowany niż obecny. W skład nowej koalicji zamiast trzech ugrupowań może wchodzić nawet cztery czy pięć partii. –  Wracamy do lat dziewięćdziesiątych. Nie wierzę w przetrwanie rządu pięciu partii, wtedy możemy mieć przyspieszone wybory, na których zyskają duże ugrupowania, bo zawsze na nich zyskują – mówił w czerwcu 2018 r. „Przeglądowi Bałtyckiemu” politolog Filips Rajevskis. Premier Māris Kučinskis już zapowiedział, że nie widzi możliwości wspólnej pracy z rosyjską Socjaldemokratyczną Partią „Zgoda”, która na swojego kandydata na premiera wystawiła ministra w „łotewskich rządach” Vjačeslavsa Dombrovskisa. Wszystko zatem na to wskazuje, że zwycięską koalicję stworzą znów partie łotewskie. Stanowisko premiera przypadnie wtedy najprawdopodobniej ponownie Kučinskisowi jako liderowi najpopularniejszej w sondażach partii, na którą głosują etniczni Łotysze.

Przeczytaj także:  Łotewska socjaldemokracja przygotowuje się do wyborów

Centralna Komisja Wyborcza podała w zeszłym tygodniu, że czterech kandydatów na posłów najprawdopodobniej współpracowało w czasach sowieckich z KGB Łotewskiej SRS. Inaczej niż Tatiana Żdanok, mają prawo kandydować, ale informacja o tym epizodzie w ich życiu musi zostać podana do publicznej wiadomości.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj